contador gratis Skip to content

10 powodów, dla których rzucam konkurencyjne rodzicielstwo

mama i dziecko do spania
Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Poddaję się. Wychodzę.

Tak tak wiem. Mówimy naszym dzieciom, że nie powinny rezygnować. Kiedy zdecydują, że tak naprawdę nie lubią piłki nożnej po tym, jak błagają o dołączenie do drużyny, zmuszamy ich do zakończenia sezonu. Kiedy proszą o rzucenie taekwondo po zakupie munduru, paska i rękawiczek, każemy im zakończyć trzymiesięczną sesję.

Ale słuchaj, po prostu nie mogę już tego robić. Miałem dość. Składam rezygnację z tego sportu polegającego na rodzicielstwie wyczynowym. I tak jestem wystarczająco daleko w tyle, wątpię, by ktokolwiek to zauważył.

Zaraz po wyjściu z bramki startowej byłem za paczką. Zmagałam się z depresją poporodową. Nie karmiłam piersią. Pozwoliłem moim dzieciom płakać. ja wykrzyknął to. Dałem moim dzieciom pełne mleko, zanim skończyły rok. Nie używaliśmy dziecięcego języka migowego. Nakarmiłam je jogurtem z cukrem i owocowymi przekąskami (np. Crack dla maluchów). Książka dla dzieci mojego najstarszego syna jest przypadkowym zbiorem przypadkowych dat, a mój drugi syn nawet takiej nie ma.

Wygląda na to, że jestem jeszcze bardziej w tyle, gdy moje dzieci się starzeją. Wszyscy inni wiedzą, co robią. Wszyscy inni wydają się być razem. Wszyscy inni mają odpowiedzi. Jestem wyczerpana, spocona i mam skurcz w nodze. Czy mogę już to nazwać zakończonym?

Czekaj, co to jest? Mówisz, że nie ma czegoś takiego jak konkurencyjne rodzicielstwo. Nie ma tu sądu, obiecujesz. Cóż, może to nie być wyścig i ty może nie osądzanie, ale szczerze Bogu, to na pewno, jak cholera, wydaje się, że istnieje ta ogromna książka z zasadami – Jak być najlepszym rodzicem – której nie dostałem, kiedy wypchnęli mój tyłek ze szpitala wyczerpany, obolały i przestraszony, gdy wszyscy się wydostają.

Jak powiedziałem, od samego początku pozostawałem w tyle, a oto tylko kilka sposobów, w jakie nadal pozostaję w tyle w konkurencyjnym rodzicielstwie (jeśli ktoś oczywiście utrzymywał wynik):

1. Koncerty dla dzieci. Kiedy mój najstarszy syn był w przedszkolu, jego klasa miała świąteczny koncert. Podczas gdy wszystkie inne dzieci miały na sobie ubrania nadające się do oglądania samego małego Jezusa, mój syn miał na sobie koszulkę z napisem „Monkey Trouble”. Ale, hej, ubrał się tego dnia, który musi być coś wart, prawda?

2. Kolacje. W zasadzie przetrwamy dzięki ciągłej rotacji makaronów i serów (w proszku z pomarańczy w kolorze fluorescencyjnym), kanapek z masłem orzechowym i galaretką oraz pizzy. Małe marchewki, plasterki jabłka, truskawki i brokuły pojawiają się, ale w żadnym wypadku nie są gwarancją.

3. Moda. Słuchaj, jeśli mój mąż wraca wieczorem z pracy do domu, a ja nie mam na sobie piżamy ani spodni do jogi, zastanawia się, czy przegapił urodziny czy rocznicę. Ale nawet poza moją własną niezdolnością (i niechęcią) do nadążania za najnowszymi trendami w modzie, mam dwóch chłopców i powiem wam, że to jak wyrywanie zębów, żeby na litość boską założyć im spodnie z guzikiem, nie mówiąc już o raz na jakiś czas koszula z kołnierzykiem. W zasadzie mieszkają w t-shircie i spodniach do biegania (które, kiedy się nad tym zastanowić, są po prostu wersją spodni do jogi dla małych chłopców) i koszulce. Żadnych dopasowanych strojów, żadnych biodrówek, modnych bluz z kapturem, żadnych stylowych okularów przeciwsłonecznych. Tylko koszulki i spodnie do biegania, z których jeden jest zwykle brudny, zanim jeszcze wyjdziemy z domu.

4. Sport. Czasami kibicuję. Czasami klaszcze. Ale przeważnie siedzę z boku i po prostu patrzę. Nie robię znaków ani banerów. Nie skaczę w górę iw dół. Nie krzyczę z drugiego końca pola. Nakłaniam mojego syna do ćwiczeń 3-4 razy w tygodniu i mówię mu „świetna robota”, kiedy skończy – to całkiem nieźle, prawda?

5. Kostiumy na Halloween. Każdego roku Interwebs jest wypełniony wszystkimi tymi super-kreatywnymi, super-słodkimi zdjęciami dzieci w unikalnych i (oczywiście) ręcznie robionych kostiumach na Halloween. Z drugiej strony, moje dzieci zwykle noszą jakiś nieoryginalny kostium z ostatniej chwili, kupiony w sklepie z poliestru. A drugi dzieciak zwykle nosi kostium brata sprzed trzech lat. Cóż, z wyjątkiem roku, w którym mój syn nosił ładny kostium słonia, ale to był prezent od babci, więc nawet nie mogę sobie za to przypisać.

6. Torty urodzinowe i smakołyki szkolne. Żadnych domowych, bezglutenowych, wegańskich, niskotłuszczowych i bezcukrowych ciast przygotowanych przez tę mamę. JEŚLI pamiętam o przywiezieniu smakołyków (a to jest bardzo duży IF), są one zazwyczaj kupowane w sklepie, zwykle pełne cukru i tłuszczu oraz pozbawione jakichkolwiek wartości odżywczych. Ale hej, dzieciaki je KOCHAJĄ!

7. Przedszkolne projekty plastyczne. Okay, przejdę do sedna tego. Przedszkolne projekty plastyczne są świetne w teorii. Chodzi mi o to, kto nie lubi uroczych kreacji z kroplami kleju, wacikami i brokatem. (Zawsze tyle blasku. Poważnie, co jest z tym całym brokatem?!?!) Nie zrozum mnie źle, kocham odcisk dłoni w glinie tak samo jak następny rodzic, ale mogę wziąć tylko tyle zapisanych stron i Obrazy w stylu Jacksona Pollacka. Na szczęście faceci prowadzący ciężarówkę do recyklingu po prostu uwielbiają prace plastyczne w wieku przedszkolnym, więc większość projektów trafia do kosza na śmieci.

8. Wolontariat szkolny. Kiedy mój najstarszy syn był w przedszkolu, miałem te wszystkie błyskotliwe wizje pomagania w jego klasie i „angażowania się”, więc zgłosiłem się na ochotnika, aby zostać jednym z przedstawicieli sali. Z wahaniem zgodziłem się koordynować imprezę Halloween (można by pomyśleć, że biorąc pod uwagę moje osiągnięcia w zakresie kostiumów na Halloween, dowiedziałbym się, prawda?). Pomyślałem, że rzucę na stoły kilka pomarańczowych i czarnych obrusów, zorganizuję kilka gier, zemdleję kilka smakołyków, a dzieci będą zachwycone. W końcu to byli przedszkolaki, czy cała ta zabawa z kostiumami i cukierkami nie jest wystarczająco ekscytująca? Okazuje się, że źle zgadłem. W innych salach na drzwiach wisiały serpentyny, balony w klasie, więcej dekoracji, więcej tego, więcej, więcej, więcej, więcej. Tak, kolejny rodzic zawiódł.

9. Wycieczki. Przygody z moimi dziećmi obejmują wycieczki do Targetu, przejażdżki rowerowe, a może wizytę w bibliotece (która jest dogodnie po drugiej stronie ulicy od naszego domu). Gratulacje dla rodziców, którzy poradzą sobie z wycieczkami do muzeum, akwarium czy restauracji. Naprawdę nie mam pojęcia, jak to robisz. Byliśmy kiedyś w Akwarium Shedd, raz w Muzeum Nauki i Przemysłu, raz w Muzeum Polowym – i myślę, że to więcej niż wystarczy, powiedziałbym, przez następne pięć do dziesięciu lat.

10. Plac zabaw. Nie mam nic przeciwko placu zabaw per se; w rzeczywistości jest to świetne miejsce, aby pozwolić moim dzieciom odpocząć po szkole i skrócić czas, w którym muszę słuchać ich jęków i kłótni także w domu, ale nic nie potwierdza faktu, że nigdy nie uciekasz ze szkoły średniej, tak jak szkolny plac zabaw . I nie znajdziesz mnie kibicującego z innymi rodzicami zebranymi wokół. Jestem dość nieśmiałym introwertykiem i mogę znieść tylko tyle drobnych rozmów. Plus po tym, jak cały dzień narzekałem moich chłopców, żeby myli zęby, czesali włosy, spłukiwali toaletę, myli ręce, podnosili skarpetki, przestali dłubać w nosach, wpychali krzesła po kolacji, przestali ściągać spodnie brata, rób swoje praca domowa, założenie bielizny i wiele absurdalnych rzeczy, o których nigdy nie myślałam, że powiem, prawie nie mogę znieść dźwięku własnego głosu.

Więc nie znajdziesz mnie na czacie z innymi rodzicami, plotkowaniu lub burzy mózgów, jak ulepszyć PTA. Zamiast tego znajdziesz mnie siedzącego na ławce na drugim końcu placu zabaw, próbującego trochę złapać oddech (czy wspomniałem, jak wyczerpujące jest nadążanie za tym wszystkim?). Czasami mogę być nawet na tyle odważny, że wyciągam iPhone’a i odsyła kilka e-maili lub (wstrzymaj oddech!) Sprawdź Facebooka.

Więc masz to: tylko dziesięć powodów, dla których czuję, że przegrywam w tym sporcie opartym na współzawodnictwie rodzicielskim.

Więc skończyłem. Wychodzę. Jestem wyczerpany i po prostu nie mogę już tego robić.

Wam wszystkim, którzy nadal grają – dobrze. Nie poddawaj się. Do każdego własnego, mówię.

Do reszty z was, rodziców, którzy są tak samo zmęczeni wyścigiem szczurów jak ja, czy nie dołączysz do mnie tutaj na tej cichej ławce w cieniu? Możemy się uśmiechać i skinąć sobie głową (bez krótkiej rozmowy), podziwiać nasze super-niesamowite dzieci, a może nawet rzucić okiem na nasze telefony.

Powiązany post: Manifest Strasznej Mamy