contador gratis Skip to content

2017 to nie tylko rok nadziei, to rok walki z nadzieją

nadzieja

Mój mąż i ja walczyliśmy o zostanie rodzicami od 2011 roku – deklaracja pełna różnorodności i intensywności strat, których nie mogłam sobie wyobrazić, gdy sześć lat temu niewinnie zdecydowaliśmy, że jesteśmy gotowi do założenia rodziny. Cały czas pytają mnie, jak jesteśmy w stanie utrzymać się w tej potwornej pogoni. Oznacza to, że nadal mamy nadzieję w tej dziedzinie naszego życia w obliczu intensywnej tragedii.

Ponieważ z radością zostawiamy rok 2016 za sobą i patrzymy na rok 2017, bardzo dobrze zastanawiałem się, co to znaczy mieć nadzieja, prawdziwy rodzaj, który napędza nas do działania i zmiany. Wyczuwam, że właśnie tego tak wielu z nas głęboko poszukuje, gdy rozpoczynamy ten burzliwy nowy rok.

Tak więc do 2017 roku moje postanowienie nadziei:

Dwa i pół roku temu mój mąż i ja zostaliśmy odesłani ze szpitala do domu rano po porodzie naszego syna. W przeciwieństwie do większości historii o wypisach, które słyszysz, nasza jazda do domu nie obejmowała nerwowego ojca jadącego ostrożnie poniżej dozwolonej prędkości, podczas gdy wyczerpana mama fatygowała się nad ich noworodkiem w foteliku samochodowym. Zamiast tego byliśmy tylko we dwoje na przednich siedzeniach naszej Corolli, jadąc do domu w całkowitej ciszy.

Poprzedniego wieczoru nasz syn urodził się martwy po walce z niezwykle rzadką wadą wrodzoną. Podczas gdy nasze życzliwe pielęgniarki mówiły, że możemy zostać w szpitalu tak długo, jak będziemy potrzebować, obawiałem się, że jeśli nie wyjdziemy tego ranka, będą musieli przyjąć mnie na zawsze.

To była niewyobrażalnie żałosna jazda do domu, która została bezlitośnie przedłużona przez ruch w godzinach szczytu w Bostonie. Pamiętam, jak zamknąłem oczy, dopóki nie dotarliśmy do domu, nie mogąc przetworzyć obecności ludzi w innych samochodach słuchających NPR i pijących kawę, zmierzających do swojej zupełnie normalnej pracy na zupełnie normalny dzień. Jak mogli zrobić coś takiego, kiedy my doświadczaliśmy tak głębokiego cierpienia?

Kari D'Elia Kari D’Elia

Ostatnie pożegnanie przed opuszczeniem szpitala następnego ranka.

Dwa i pół miesiąca temu wraz z mężem wsiedliśmy na pokład samolotu południowo-zachodniego z Wichita w Kansas, z powrotem do Bostonu, który – po raz kolejny – miał być z naszym nowo narodzonym synem. Przywiozłem ze sobą wszystkie rodzaje nosidełek dla niemowląt na rynku i marzyłem o tym, jak stewardessy łaszą się nad jego małymi paluszkami owiniętymi wokół mojego małego dziecka. Ale matka, która w czerwcu wybrała nas do adopcji swojego dziecka, zmieniła zdanie tuż przed jego narodzinami, decydując się zamiast tego go wychować.

Więc znowu musieliśmy wrócić do naszego cichego domu z jego doskonałym wyposażeniem dziecięcym, tylko we dwoje. Założyłem słuchawki, ale nie włączyłem muzyki, zamknąłem oczy i położyłem głowę na ramieniu męża, modląc się, aby nikt mi nic nie powiedział. Oczywiście nie chcę precli ani ciasteczek – jak mogłeś zadać mi tak banalne pytanie?

Kari D'Elia Kari D’Elia

Nasz lot do Kansas we wrześniu, błogo nieświadomy, że kilka tygodni później będziemy lecieć do domu bez dziecka.

Te dwie samotne podróże do domu zakończyły się bezlitosnym odcinkiem cykli zapłodnienia in vitro, poronień, badań adopcyjnych i niekończących się ciężkich decyzji pomiędzy nimi. Ale wciąż mamy nadzieję.

***

„Nadzieja” jest zarówno rzeczownikiem, jak i czasownikiem, ale obie te klasyfikacje są zgodne z rodzajem nadziei, o którym mówię. Jako rzeczownik nadzieja jest niezwykle abstrakcyjna. Założę się, że zapytasz 10 różnych osób, co to za rzeczownik nadzieja oznacza, że ​​otrzymasz 10 różnych odpowiedzi, które niejasno nawiązują do innych abstrakcyjnych pojęć, takich jak zaufanie i wiara. Taka nadzieja jest zbyt trudna do zrozumienia dla pragmatyków takich jak ja.

Ale „nadzieja” jako czasownik wydaje się być tak uległa w sposobie, w jaki jest zwykle wyrażana. Do nadzieja nie pada jutro, lub nadzieja że twoje dzieci śpią 5 rano, lub nadzieja że Twoja ulubiona zupa jest dziś w menu – tego typu nadzieja, którą zazwyczaj wrzucamy w codzienną rozmowę, jest całkowicie bierna. Prawdę mówiąc, argumentowałbym, że jest to rodzaj nadziei, która rodzi urazę.

Jeśli jutro Twoje dzieci budzą się o godzinie 4:30 i leje deszcz, a kawiarnia ma tylko francuską zupę cebulową, a nie czerwoną soczewicę, wtedy możesz dojść do wniosku, że miałeś kiepski dzień, chociaż nie miałeś absolutnie nic wspólnego z tym, co sprawiło, że był kiepski. Do nadzieja w tym sensie po prostu obserwuj spadające żetony i odpowiednio reaguj, niezależnie od tego, czy wylądowały na Twoich kolanach.

Dla mnie nadzieja i walka są wysoce współzależne. Nadzieja bez walki to bierne i ślepe oczekiwanie dobra, które nadejdzie. Walka bez nadziei to trud w stanie klęski, wyczerpany. Ale do walki wzdłuż nadzieją jest niezachwiana wiara w znaczenie innej przyszłości i chęć otwarcia się na więcej bólu, aby się tam dostać.

***

Jedną z dziwnych podobieństw między utratą naszego syna a upadkiem naszej adopcji jest to, że nastąpiły one dokładnie w tym samym czasie, około dwóch lat od siebie. Nasz syn otrzymał śmiertelną diagnozę na początku drugiego trymestru ciąży i dokładnie zmarł 100 dni później w lipcu 2014 roku. Przez 100 dni kochaliśmy i opiekowaliśmy się dzieckiem, które znaliśmy, poza cudem, którego nigdy byśmy nie wychowali (pisałem o tym szerzej tutaj).

100 dni nie dawało gwarancji – jego stan był tak rzadki, że nasi lekarze nie byli w stanie przewidzieć, jak będzie przebiegać nasza ciąża. Tak więc zaczynaliśmy każdy dzień, budząc się i słuchając jego serca na przenośnym dopplerze płodowym, bębnienie, które dawało nam determinację, by iść naprzód i prosić o cud. W setny poranek tego rytuału ucichł bęben i zawieszono życie trzyosobowej rodziny.

Co ciekawe, minęło również 100 dni od momentu, kiedy kobieta w Kansas wybrała nas do adopcji dziecka w czerwcu ubiegłego roku, a kiedy poinformowała nas, że zmieniła zdanie we wrześniu. Przez 100 dni pokochaliśmy dziecko, którego nigdy nie poznaliśmy. Każdej nocy szeptaliśmy mu dobranoc z odległości tysięcy mil, modląc się, żeby to usłyszał. Potem zatrzymaliśmy się bez ceremonii i zamknięcia. To już koniec, tak po prostu.

Wierzę, że ważne jest, aby przeżyć jeden dzień w czasie, gdy znajdujesz się w samym środku kryzysu; tak przetrwaliśmy te czasy, kiedy więcej niż jeden dzień zmartwień naprawdę nas pogrzebał. Ale w momentach, kiedy musieliśmy podjąć poważną decyzję o zaangażowaniu się w ten szalony sen, wyjście z naszej teraźniejszości i poszerzenie naszej perspektywy na przeszłość i przyszłość było kluczowe.

Mój mąż i ja jesteśmy po trzydziestce, co oznacza, że ​​jeśli dożyjemy osiemdziesiątki, możemy mieć przed sobą 20 000 dni. Perspektywa życia na tej Ziemi przez kolejne 20 000 dni bez własnych dzieci sprawia, że ​​jesteśmy nieskończenie bardziej smutni niż 100 dni, które właśnie przeżyliśmy. Ochrona przed większym bólem dzisiaj poprzez rezygnację z tej nadziei obiecuje wykładniczo więcej bólu w przyszłości. Dlatego wciąż walczymy z nadzieją, że to zrobimy pewnego dnia być rodzicami, ponieważ odmawiamy przyjęcia alternatywy i kiedy to staje się zbyt duże teraz, opieramy się na naszej rodzinie, przyjaciołach i wierze, aby nas przeprowadzić.

Ten rodzaj walki z nadzieją – napędzany perspektywą – jest tym, czego poświęcam się we wszystkich dziedzinach mojego życia w 2017 roku.

***

W kilka dni po wyborach czytałem (i czytałem wielokrotnie) krótki, ale przejmujący esej w Nowojorczyk odpowiadając na zwycięstwo Trumpa przez jednego z moich ulubionych autorów, Junota Díaza. Napisał w nim:

„Ale wszystkie walki na świecie nie pomogą nam, jeśli nie mamy też nadziei. To, co staram się kultywować, to nie ślepy optymizm, ale to, co filozof Jonathan Lear nazywa radykalną nadzieją. „Skąd ta nadzieja rodnik„Lear pisze”, „jest skierowana ku przyszłej dobroci, która wykracza poza obecną zdolność zrozumienia, czym ona jest”. Radykalna nadzieja to nie tyle coś, co masz, ale coś, co praktykujesz; wymaga elastyczności, otwartości i tego, co Lear określa jako „doskonałość z wyobraźnią””. Radykalna nadzieja jest naszą najlepszą bronią przeciwko rozpaczy, nawet jeśli rozpacz wydaje się uzasadniona; umożliwia przetrwanie końca waszego świata ”.

Jego utwór został oczywiście napisany w zupełnie innym kontekście, ale uważam, że ta koncepcja jest transcendentna i pięknie oddaje w słowa rodzaj nadziei, o której również mówię. Nie tylko w zakresie rodzicielstwa, ale we wszystkich dziedzinach życia, w których niezachwianie wierzę w znaczenie innej przyszłości. A teraz jest ich wiele.

Myślę, że niezwykle ważne jest, abyśmy wszyscy patrzyli na rok 2017, abyśmy trzymali się naszych ambitnych celów w obliczu naszych tragedii, tworzyli nowe z pasją, a następnie walczyli z radykalną nadzieją na osiągnięcie tego celu. W naszej nadziei na bycie rodzicem wiele razy zdarzało się, że rozpacz była uzasadniona, ale przeżyliśmy koniec naszego świata i nadal walczymy tylko dlatego, że nie tracimy nadziei.

Oto rok 2017, rok, w którym razem walczymy obok nadziei. Szczęśliwego Nowego Roku.