contador gratis Skip to content

4 rzeczy, których nauczyłem się z ceremonii wręczenia nagród pierwszego gimnazjum mojego syna

4 rzeczy, których nauczyłem się od moich synów w pierwszym gimnazjum, na ceremonii wręczenia nagród

Błędnie założyłem, że siedem lat szkolnych wydarzeń uczyniło ze mnie eksperta. Na mojej dłoni jest blizna po naklejaniu na gorąco odcisków dłoni 27 trzeciej klasy na ozdoby świąteczne. Właśnie teraz radzę sobie z traumą związaną z utknięciem w autobusie na niekończącą się 14-godzinną wycieczkę na wybrzeże, która obejmowała uwięzienie w autobusie pełnym spoconych 10-latków. Nie wspominając już o popołudniu, które jakimś cudem skończyło się jako cel przedszkolaków na rzut balonem w źle zaplanowany dzień w terenie.

Byłem tam, zrobiłem to i dostałem T-shirt.

Potem mój syn poszedł do gimnazjum. Od chwili, gdy jego wychowawca z szóstej klasy wysłał mi e-mail z zaproszeniem, aby zobaczyć, jak mój syn odbierze nagrodę na ceremonii zakończenia roku, zdałem sobie sprawę, że straciłem status weterana i byłem nowicjuszem w tej dziedzinie. Rodzicielstwo w gimnazjum = nowe zasady.

1. Incognito jest dobre.

Chciał, żebym przyszedł; nie chciał, żebym przyszedł. Mój syn zaprosił mnie i nie zaprosił mnie na tę godzinną ceremonię wręczania nagród więcej razy, niż moje kolana wydają obecnie zabawne, skrzypiące odgłosy. Zakręciło mi się w głowie. Chcąc być zabawnym, w końcu wyrzuciłam z siebie, że będę nosić okulary przeciwsłoneczne i perukę do szkoły, żeby nikt nie wiedział, że jestem jego mamą. Tęskniąc za moim sarkazmem, skinął głową i powiedział, że to zadziała. Kiedy odchodził, prawie zawołałem, że będę miał na sobie koszulkę „Jestem mamą Trevora” razem z moim przebraniem, ale zdecydowałem, że byłem ofiarą dość przewracania oczami na cały dzień.

2. Nie jestem już gwiazdą rocka.

Wchodziłem do jego klasy w podstawówce, widząc reakcję, jaką wyobrażam sobie gwiazdy. „Mama Trevora jest tutaj!” Każdy chciał mnie przytulić, pokazać swój projekt artystyczny lub podziwiać ich błyszczące różowe buty. Mój syn z dumą prowadziłby mnie do klasy, żeby się mną pochwalić. Przyznam się nawet, że czasami chodziłem na wolontariat do szkoły w dni, kiedy byłem niebieski, tylko po to, by przez kilka minut poczuć się jak gwiazda rocka.

Ale dzisiaj nie tak bardzo. Zostawiłem perukę w domu, mając nadzieję, że zapomniał o tym wymogu. Siedzę z innymi rodzicami z tyłu audytorium. Mój syn wchodzi ze swoją świtą, śmiejąc się i rozmawiając. Nie próbuje mnie znaleźć. Po prostu siada i wygładza włosy – które zawierają więcej żelu do włosów, niż myślałem, że jest to po ludzku możliwe. Próbuję udawać, że nic mnie to nie obchodzi lub nie zauważam. Ciągle sobie przypominam, że to oznacza, że ​​wykonałem dobrą robotę. Ale tak, to trochę do bani.

3. Machanie jest złe. Kiwanie głową jest OK.

Ale wtedy to widzę. Gdy nikt nie patrzy, odwraca się i skanuje audytorium. Przyciąga mój wzrok, a ja macham mocno. Jego twarz czerwienieje ze wstydu, chociaż nikt mnie nie widział. Przewraca oczami i szybko się odwraca. To jest jeszcze bardziej do bani. Jestem zagubiony i nie wiem, co robić. Zasady się zmieniły i nie mam swojego rytmu.

Nauczyciel wręcza nagrodę za prawie każde osiągnięcie pod słońcem, od pomocników flag po uczestnictwo w spotkaniu klubu książki. Bawi mnie wymyślanie nowych kategorii (nagroda The Nose Picker’s rozśmiesza mnie najbardziej. Tak, sercem wciąż mam 8 lat). Pozornie 436 godzin później, nazywał się mój syn. Wchodzi na scenę, aby odebrać swoją nagrodę. Opieram się pokusie, by podskoczyć i wrzeszczeć. Klaszczę z miejsca. Wtedy to widzę. Wracając na swoje miejsce, ponownie skanuje tłum. Mam nadzieje. Mam nadzieję, że szuka mnie, a nie uroczej dziewczyny z jego zajęć z nauk ścisłych. I on jest. Widzi mnie i się uśmiecha. Tym razem nie macham, ale kiwam głową i się uśmiecham. Najwyraźniej jest to dopuszczalne, ponieważ nie przewracam oczami. Zamiast tego kiwa głową.

4. Chciał zdjęcia, ale nie chciał, żeby ktokolwiek widział, jak je robię.

To koniec. Inna mama biegnie do przodu, aby jej syn pozował z dyrektorem. Jestem zdumiony szybkością, z jaką mój syn odnajduje mnie w rzędach drewnianych krzeseł i wysyła mi „The Look” – ten, który błaga mnie o trzymanie aparatu w torebce. Kiwam głową i widać ulgę na jego twarzy. Cicho proszę koleżankę mamy z dużymi obiektywami w aparacie, żeby potajemnie zrobiła zdjęcie. Obraz jest świetny. Widzę, jakim był chłopcem i mężczyzną, którym będzie. I będzie szczęśliwy, bo każdy włos na jego głowie jest na swoim miejscu. Jestem szczęśliwy.