Saltar al contenido

Bycie SAHM (zanim byłem jeden)

dom-sprzątający

Pracowałem poza domem przez pierwsze dwa lata życia pierwszego dziecka. Umieściłem go w żłobku, gdy miał pięć miesięcy, wraz z kilkoma torebkami mrożonego mleka odciągniętego, mieszanką (na wszelki wypadek), pieluchami i ubraniem na zmianę. Przyjeżdżałem wcześnie rano – około 7 rano – podrzucałem go z wieloma łzami i płakałem przez resztę drogi do mojego biura. Odebrałem go między 17:30 a 18:00, pojechałem do domu, przygotowałem kolację, nakarmiłem i poszedłem naprzód wieczorem.

Życie nie było łatwe. Z mężem nie znałam długo, zanim zaszłyśmy w ciążę i wzięłyśmy ślub (w tej kolejności) i trudno było przystosować się do życia z kimś innym. Dużo walczyliśmy. Próbowałam też pojąć, czym jest bycie matką, a to nie był spacer po parku. Wisienką na lodzie, które było wtedy moim życiem, była moja wymagająca praca i mój szef, który został sklonowany z Biura.

Tak więc, Stay at Home Moms było dla mnie miejscem głębokiej fantazji. Byłem szalenie zazdrosny o ich życie, spędzając cały czas na świecie, aby gotować, sprzątać, bawić się z ich potomstwem w odpowiednio stymulujące intelektualnie gry i przywracać kształt ich ciałom poporodowym. O mój Boże, nie mogłem znieść ich marudzenia na Facebooku! Jak Junior nie chciał bawić się w parku, bla, bla, bla, jak ciężko było być mamą, yada, yada, yada. „Och, zamknij się!”, Pomyślałem, „macie to tak dobrze, nawet nie wiecie wiedzieć co jest trudne. ”

Po urodzeniu drugiego dziecka rzuciłem pracę. Byłem całkowicie podekscytowany, myśląc o wszystkim, co było Wreszcie gotowe – naczynia! Podłoga! Projekty własne! Opanowałbym je wszystkie! Ale cholera, rzeczywistość pobytu w domu uderzyła mnie w twarz i znokautowała.

Zacząłem wierzyć, że kiedy pracowałem, moje mieszkanie było czystsze niż kiedykolwiek. Czemu? Codziennie rano mam dla siebie około godziny, zanim dzieci się obudzą. Przypuszczam, że mógłbym spędzić ten czas na sprzątaniu, ale to byłoby totalne szaleństwo, bo wtedy bym tego nie zrobił każdy czas dla siebie! Na przykład żaden. Więc wykorzystuję tę godzinę dla siebie i tkwię w nieskończoność przez cały dzień, sprzątając po kilku tajfunach. Po jakimś czasie zwykle się poddaję. Po co się męczyć?

A naczynia? Po prostu nigdy nie są w pełni skończeni. Jak oni mogą? W momencie, gdy zmywarka się rozładowuje, ktoś musi coś zjeść, coś przekąsić, napić się butelki, coś. Tam są zawsze naczynia w zlewie. Zawsze.

Bardziej niż czystość, miałem wrażenie, że moje gówno jakoś się połączy, gdy będę w domu. Mógłbym zrealizować własne projekty, skończyć obrazy i skierować swoją karierę na jakąś wspaniałą nową trajektorię, gdybym mógł po prostu uciec od mojego szefa, mojego biura, mojej pracy i przenieść się do własnej przestrzeni i czasu. Ale to, czego wtedy nie wiedziałem, to to, że po prostu zamieniłem szefów – jeden w szelkach i chcący wielu raportów o prawie niczym za dwóch (a potem trzech!) Małych, którzy zażądali, żebym wycierał ich tyłki, karmił ich własnym ciało, pomóż im zdrzemnąć się, uspokój ich rany i baw się z nimi w każdej pieprzonej minucie dnia.

To jest ta część, w której czuję, że powinienem napisać coś na zakończenie tego o tym, że bycie mamą zostającą w domu było tak tego warte, że chociaż jest to bardzo cholernie trudne przez większość czasu, nie zamieniłbym tego na świat i tak dalej.

Ale nie mogę tego powiedzieć.

Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy postąpiłem właściwie, rzucając pracę i nie jestem pewien, czy moje dzieci mają ze mną lepiej na pełny etat niż wtedy, gdy pracowałem.

Ale wiem to na pewno: naczynia nadal nie skończone.