Saltar al contenido

Chcę zostawić swoje dziecko i to jest w porządku

Shutterstock_277033016

W przyszłym tygodniu wybieram się na wycieczkę z moim najlepszym przyjacielem. Ale mam wyznanie. W ogóle nie będę tęsknić za moim dzieckiem.

Nie będzie nas cztery dni i cztery noce, będziemy mieć własne łóżka, codziennie brać długie gorące prysznice i pić kawę, gdy jest jeszcze tak gorąco, że twarz rozpływa się od pary. Będziemy mieli godziny rozmów dorosłych, przerywane jedynie okresami naturalnej ciszy i długimi, spokojnymi przejażdżkami rowerowymi i spacerami na łonie natury. Pójdę spać, kiedy poczuję się gotowa, i obudzę się, gdy wschodzi słońce, gdzieś pomiędzy nie-ciemną-godziną i kiedykolwiek-do-diabła-mam ochotę. Mogę sobie pozwolić na drugi kieliszek wina, wiedząc, że jedyną osobą, za którą muszę być odpowiedzialny w środku nocy, jestem ja.

Będę miał bóle tęsknoty za moim 2-latkiem, głównie przed snem, wiedząc, że robi się przytulny i śpiący i chce poczuć ciężar swojego malutkiego, wyczerpanego ciała w moich ramionach, a nasz słodki rytuał brzucha się śmieje i piosenki przed snem.

Ale Otóż ​​to.

Jestem całkowicie poważny.

Odkąd zaszłam w ciążę, nie mogłam się doczekać, kiedy pozwolę komuś innemu trzymać moje dziecko i dzielić się obowiązkiem utrzymania życia. Nie chciałem zrzec się całkowitej odpowiedzialności, ale na pewno chciałem mieć w tym partnera. (Swoją drogą, jego tata jest świetnym współ-rodzicem. Podobnie jak cholerny Alton Brown ojców.)

Wraz z synem przeżyliśmy intensywny okres noworodkowy. Niedługo po urodzeniu doznał udaru i pierwszy tydzień życia spędził na OIOM-ie. Odciągałem pokarm co trzy godziny przez całą dobę i przez 20 godzin dziennie czuwałem przy jego maleńkim łóżeczku na drewnianym krześle, bezradnie obserwując, jak walczył o życie i wygrał. Podniecony, że po sześciu dniach w tym nędznym szpitalu w końcu trafił do domu, nie odrywałem od niego oczu, a tym bardziej rąk. Ale niecałe 48 godzin później zacząłem swędzieć, żeby mieć trochę miejsca dla siebie. Odciągnęłam trochę mleka, położyłam go na drzemkę i zostawiłam pod opieką męża na następne trzy godziny. Wróciłem do domu tylko dlatego, że moje cycki były jak bomby czekające na detonację, a moja pompa była jedynym sposobem na rozproszenie zbliżającego się wybuchu mleka.

Siedem miesięcy później u E. zdiagnozowano alergie pokarmowe zagrażające życiu. Przez większość dnia siedzieliśmy w domu i dręczył mnie wyniszczający niepokój. Odliczałam minuty do powrotu mojego męża do domu lub przed pójściem spać (w zależności od tego, co nastąpiło wcześniej), więc mogłam wyjść z domu i być sama w mieście przez kilka godzin, zanim musiałem wrócić do domu, aby odciągać pokarm i ponownie nakarmić moją małą miłość.

Mimo że mój 2-latek rozwija się teraz i dochodzi do siebie po wczesnej traumie, a życie jest zdecydowanie mniej stresujące, Nadal potrzebuję przerw. Potrzebuję przestrzeni. Przestrzeń do przetworzenia. Przestrzeń do myślenia. Przestrzeń, żeby przez godzinę nie przywiązywać się do nikogo ani niczego; dzień; tydzień. Te chwile są teraz nieliczne, ale wciąż potrzebuję trochę dystansu, aby otoczyć swój mózg i serce życiem.

Ciężko walczę, by odrzucić koncert „Nie radzę sobie z tym całym macierzyństwem”, ponieważ znam wiele matek, które nienawidzą zostawiać swoich dzieci, młodszych dzieci, a nawet starszych.

Nie mogę się odnieść.

Bycie mamą nie może być dla mnie wyczerpujące. To za dużo. A wiesz, co jeszcze?

Potrzebuję więcej.

Powiedziałem to. To, czego matki nigdy nie powinny mówić. POTRZEBUJĘ WIĘCEJ. Potrzebuję ludzi – ale niezbyt wielu, bo przytłaczają mnie tłumy. Potrzebuję czasu sama, żeby być matką narzeczoną – ale nie za dużo, bo zamienię się w pustelnik. Muszę ustawić go w regularnej rotacji z pozostałymi planetami w moim wszechświecie. On jest Wenus, ale nie może być moim Słońcem. I jeśli jestem ze sobą niesamowicie szczery, opuszczenie syna jest sposobem na ponowne połączenie się z pragnieniem pozostania. Kropka. Może to sprawia, że ​​jestem super-gównianą mamą. Może to czyni mnie samolubnym. Ale przede wszystkim sprawia, że ​​jestem zdrowy na umyśle.

Więc będę wygrzewać się w kadziach z gorącą kawą i długimi spacerami i wibracjami bez dzieci, wiedząc, że kiedy wrócę do domu, mogę być uziemioną, angażującą i prezentującą mamę moją małą Wenus. I z całym sercem mogę zostać.