contador gratis Skip to content

Cholera, mam ulubione dziecko

cholera-racja-mam-ulubione-dziecko

Wiem, że mówienie tego w świecie rodzicielskim nie jest fajne, ani nawet odrobinę poprawne politycznie, ale mam ulubione dziecko. To moje dziecko słucha mnie, pomaga w domu, ma świetne podejście do większości rzeczy i ogólnie jest po prostu świetną zabawą. Uwielbiam spędzać czas z moim ulubionym dzieckiem. Rodzic to radość.

Drugie dziecko nie jest tak bardzo moim ulubionym. Drugi nie słucha mnie, nie pomaga w domu, ma kiepskie podejście do większości rzeczy i naprawdę nie jest tak fajnie się z nim przebywać. Wiem, o czym myślisz – jestem okropnym rodzicem. Gram w ulubione. Kto tak robi? Moi rodzice nigdy tego nie robili.

OK, chodzi o to – moje ulubione dziecko jest inne w zależności od tygodnia, dnia, a nawet godziny. Zawsze jest jedno z moich dwojga dzieci, które (niezależnie od czasu) jest moim doskonałym aniołkiem.

To moje ulubione dziecko kończy pracę domową bez mojej prośby, jest gotowe na treningi piłkarskie – na goleni, napełniona butelka z wodą, jedną nogą za drzwiami i z szerokim uśmiechem. Moja ulubiona zjada posiłek, który robię na kolację, później wskakuje pod prysznic i wychodzi z niej po cichu w łóżku, potem całuje mnie na dobranoc, a czasem nawet prawi komplement. Przysięgam, że kiedyś moje ulubione dziecko powiedziało mi, że moje włosy wyglądają dobrze – i były upięte w kucyk! Prawie się stopiłem.

Drugie dziecko jest ponure. Nie-faworyt ma wszelkie wymówki, by nie odrabiać lekcji, boleśnie sznuruje buty piłkarskie po tym, jak został poproszony po raz piąty, gubi piłkę, a potem wyjaśnia, że ​​to ja miałem ją na oku jako ostatni. Hmm. Naprawdę? Nie-ulubiony dzieciak narzeka na posiłek, który robię na obiad, ten sam, który powiedział, że nie-ulubione dziecko nie miało dość w zeszłym tygodniu. Poproszenie kogoś, kto nie jest ulubieńcem, by wziął prysznic, wydaje się być prośbą, by ryba wybiegła z wody. Sen wydaje się wymykać nielubianemu dziecku, ponieważ otrzymuję kompletną i dokładną edukację o znacznie późniejszych porach snu każdego innego dziecka w klasie nielubianego dziecka.

A potem, gdy mam zamiar stracić to na moim nielubianym dziecku, coś się dzieje – swego rodzaju magiczna przemiana. Nieukochane dziecko budzi się następnego ranka z ogromnym uśmiechem i pozytywnym nastawieniem, a nawet składa mi w policzek całusa na dzień dobry. W głosie tego dziecka słyszę podekscytowanie o nadchodzącym dniu, zabawne historie o przyjaciołach i rodzinie oraz entuzjazm związany ze śniadaniem na talerzu wspomnianego dziecka. Jestem bardziej niż mile zaskoczony.

Dopóki nie obudzi się drugie dziecko – wiesz, ulubione? Wygląda na to, że ktoś też miał jakąś lobotomię w ciągu nocy – ale nie w dobry sposób. Wczorajszy faworyt przekształcił się w nowy niefaworyt. Witają mnie narzekania na dzień tygodnia, w którym jest (chyba we wtorki jest najgorszy program szkolny), deszczową pogodę (za którą jestem w jakiś sposób odpowiedzialny) oraz brak opcji śniadaniowych w naszym domu. Wygląda na to, że gofry, jajka, płatki śniadaniowe, bułeczki, jogurt i owoce po prostu tego nie robią.

Nie rozumiem, co się stało. Czy było zaplanowane jakieś tajne spotkanie w środku nocy poświęcone handlowaniu postawami między moimi dziećmi? Czy ktoś wyczuł, że zaraz to stracę, a drugi zdał sobie sprawę, że jestem zbyt miły? Jednak tak naprawdę nie ma w tym żadnego rymu ani powodu, ponieważ czasami zmiana następuje w ciągu dnia szkolnego lub nawet gdzieś w środku leniwego sobotniego popołudnia.

W każdym razie pocieszy mnie równomierność tego wszystkiego. Nikt nie jest wielkim zwycięzcą i nikt nie jest wielkim przegranym. Wszystko dzieje się w praniu, a my wszyscy jesteśmy równi na kursie. Nie czuję się winny, że mam faworyta, ponieważ nigdy nie jest taki sam na zbyt długo.