contador gratis Skip to content

Cichy smutek poronienia i urodzenia martwego dziecka

Cichy smutek poronienia i urodzenia martwego dziecka
Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Ostrzeżenie o wyzwalaczu: Ta historia zawiera obraz i informacje o poronieniu, urodzeniu martwego dziecka i utracie ciąży.

Mówiąc wprost, zawsze byłem wyjątkowy. Byłem absolwentem liceum magna cum laude z elitarnego uniwersytetu, a będąc na pełnym stypendium, uzyskał dwa tytuły magisterskie i doktorat. Tak więc, jeśli chodzi o macierzyństwo, spodziewałam się utrzymania tego poziomu doskonałości.

Niestety brutalnie przypomniano mi, że ze słowem wyjątkowy wiążą się dwie definicje. Jako student byłem wyjątkowo dobry; jednak jako matka byłam wyjątkowa niezwykły.

Pięć lat temu tego lata moja córka i ja staliśmy się częścią cichej statystyki: mniej niż 1% ciąż kończy się porodem martwym w Stanach Zjednoczonych, przy czym poród martwy definiuje się jako śmierć płodu po 20. tygodniu ciąży. Następnie, rok później, stałem się częścią innego potencjalnie niebezpiecznego zestawu statystyk: około 5 do 8% ciąż jest dotkniętych stanem przedrzucawkowym (tj. Zatruciem lub nadciśnieniem wywołanym ciążą); stan przedrzucawkowy jest przyczyną 15% przedwczesnych porodów.

Po raz pierwszy w życiu zawiodłem. Nie udało mi się ochronić moich dzieci – jedno zmarło w moim łonie, a drugie musiało zostać siłą usunięte dopiero w 30 tygodniu ciąży, ponieważ nie mogłam poradzić sobie z ciążą. Jaką byłam matką? Jaka kobieta nie byłaby w stanie poradzić sobie przynajmniej w 37 tygodniu ciąży?

stillbirth herjua / Shutterstock

Wraz z córką do rutynowego badania USG w 20. tygodniu ciąży miałam coś, co uważaliśmy za normalną ciążę. Mierzyła znacznie mniej niż oczekiwano. Kiedy wraz z mężem i matką wróciłam dwa tygodnie później na badanie kontrolne w celu sprawdzenia wzrostu, nie było bicia serca. Nikt z nas się tego nie spodziewał. Byliśmy w szoku. To chwila, której nikt z nas nie zapomni.

Zaraz po usłyszeniu druzgocącej wiadomości zostaliśmy wprowadzeni do gabinetu lekarskiego. Kiedy siedziałem w żałobie, przedstawiono mi dwie opcje. Pierwsza dotyczyła zabiegu dylatacji i ewakuacji, często wykorzystywanej do przerywania ciąży po 12. tygodniu. Potem nie mogłabym zobaczyć swojego dziecka, ponieważ nie byłoby nietknięte z powodu zabiegu. Albo mogłabym nakłonić mnie na szpitalnym oddziale położniczym do poddania się tradycyjnemu procesowi porodu. Skończyło się na tym, że mnie nakłoniono.

Następnego dnia z mężem i rodzicami u boku leżałam w szpitalnym łóżku przez 12 godzin pod stałym nadzorem wspaniałego personelu szpitala i monitorowana przez maszyny. Niedługo po drugiej w nocy, bez komplikacji, urodziłam córeczkę o wadze 6 uncji z 10 małymi paluszkami i 10 małymi palcami u nóg. Przez krótką chwilę trzymałem ją w ramionach. Nie była „produktem poczęcia”, jak opisał jeden z lekarzy dzień wcześniej. Miała profil mojego męża. Jej przyczyna śmierci nigdy nie została określona, ​​ale wiem, że była idealna.

Po porodzie doszedłem do siebie dobrze – to znaczy fizycznie. Śmierć mojej córki zniszczyła mnie emocjonalnie i duchowo. Zamiast wybierać szopkę, wybrałem trumnę i zaprojektowałem nagrobek.

Kilka miesięcy później zamiast rozpaczać w dniu, w którym obliczyliśmy, że będzie to narodziny naszej córki, spodziewałam się – dosłownie. Dowiedziałem się, że znowu jestem w ciąży. Przewidywano, że drugie dziecko przyjdzie na świat w okolicach rocznicy śmierci naszej córki. W naszych czasach wielkiego smutku mieliśmy nadzieję.

Cóż, ta ciąża z pewnością różniła się od poprzedniej. Miałem chorobę „o każdej porze dnia”, chorobę nie grypą, ale grypopodobną, różowe oko (po raz pierwszy w życiu) i ciśnienie krwi zaczęło pełzać. W wieku 29 tygodni znalazłem się w szpitalu ze stanem przedrzucawkowym. Zrobiłem to o tydzień i dzień, zanim wymagałem wprowadzenia, aby uratować życie moje i mojego syna.

Syn z powodu swojego wcześniactwa pierwsze dziewięć tygodni życia spędził w żłobku intensywnej terapii, ale dziś, w wieku 4 lat, jest krzepkim, małym mężczyzną. Nie ma żadnych komplikacji z powodu wczesnego przybycia. On jest naszym skarbem.

Jednak patrząc na mojego syna, pięknego i doskonałego pod każdym względem, czuję się skonfliktowany. Mam go, bo straciłem drugie dziecko. Mógłbym go nigdy nie mieć, gdyby moja córka żyła dzisiaj. Podczas gdy każdy dzień jest wypełniony radosnymi chichotami i ciepłymi przytuleniami, czai się ukryty ból. Niepokoi mnie wspomnienie zbyt szybko straconego życia.

Opowiedziałem synowi o jego starszej siostrze. Odwiedziliśmy jej grób. Rozmawiamy o niej. Jest jego osobistym aniołem stróżem, który, jestem przekonany, uratował go podczas jego burzliwego przybycia.

Chcę, żeby była częścią naszego życia, teraz i na zawsze, ale w naszej kulturze uczono nas, aby milczeć na temat poronienia i martwego urodzenia. Czy nasza cisza ma nas uzdrowić, tak jak odpuszczenie przeszłości i przejście w kierunku jaśniejszej przyszłości? Czy ruch na rzecz praw reprodukcyjnych zachęcał do tego milczenia z obawy, że ten akt żałoby humanizuje płód, a tym samym w niewygodny sposób ingeruje w prawa do aborcji?

Wraz z narodzinami mojego syna odważnie spojrzałem śmierci w twarz i właściwie zaśpiewałem Queen’s Pod presją gdy lekarze mnie rozcięli. Po śmierci mojej córki opłakiwałam w ciszy. W tej kulturze wolno mi świętować narodziny mojego syna, ale nalegam, abym zapomniał o narodzinach mojej córki. Jako feministka, jak mogę być dumna z przetrwania okoliczności jednego porodu bez drugiego? Dla własnego uzdrowienia muszę rozpoznać i potwierdzić oba. Moje dzieci w wieku 22 lub 30 tygodni były z pewnością ludźmi iz pewnością były częścią mnie. Nie będę przepraszać za mój ból. Nie zapomnę.

Przyznaję, że wzdrygam się, gdy ktoś mnie pyta, ile mam dzieci. Jak mam odpowiedzieć? Jeśli powiem jedno, czuję, że zdradzam pamięć o mojej córce. Jeśli powiem dwa, wymaga to wyjaśnienia, które sprawia, że ​​ludzie czują się niekomfortowo.

Przyzwyczaiłem się odpowiadać: „jeden na ziemi i jeden w niebie”. Nigdy więcej nie muszę wyjaśniać, ponieważ najczęściej spotykam się z prostym skinieniem lub pocieszającym gestem innych kobiet. Jednak ich oczy zdradzają ciche zrozumienie. Jako matki mamy specjalny sekret.

Na zawsze odmieniły mnie wydarzenia sprzed pięciu lat. Jestem zepsuty jak wszystkie matki, które ryzykują życiem, aby wydać swoje dzieci na świat, których ciała noszą dodatkowy ciężar i siły cielesne w tworzeniu, a następnie wyrzucaniu tego nowego życia. Nasze ciała pękają, kiedy je dostarczamy, a nasze serca pękają, gdy widzimy je po raz pierwszy. Nigdy nie będziemy tak blisko i razem, jak wtedy, gdy nosimy je w naszym łonie.

Od śmierci mojej córki minęło pięć lat. Milczałem o swoim smutku przez pięć lat, ponieważ był on niewygodny, niewygodny i brzydki. Nie będę już milczeć.

15 października to Dzień Pamięci o Ciąży i Niemowlętach. Aby uzyskać informacje o tym, jak znaleźć wsparcie i podnieść świadomość osób dotkniętych stratą, odwiedź www.october15th.com.