contador gratis Skip to content

Co sportowcy powinni wiedzieć o „mniej atletycznych” dzieciach

Co sportowcy powinni wiedzieć o „mniej atletycznych” dzieciach
Suzanne Tucker / Shutterstock

Rodzicom dziecka sportowca:

Cześć ludzie! Znasz mnie, jestem jednym z was! Przez lata spędziliśmy razem wspaniałe chwile na igrzyskach, spotkaniach i ceremoniach wręczania nagród. Wspólnie przybijaliśmy piątki, sportowe koszulki drużynowe i pracowaliśmy nad tym, by ustępstwa były jak szef!

Kochałem każdą minutę tego. Nie ma to jak usłyszeć trzask nietoperza lub szmer zwycięskiego kosza, gdy ten za piłką to Twoje własne dziecko. Opanowałem uśmiech skromnej mamy i tego, jak odwzajemniać komplementy w odpowiedzi na komentarze innych rodziców na temat mojej małej supergwiazdy. Siedzę na trybunach, promieniejąc dumą. Mój umysł szybko przenosi się do lat od teraz, do meczy w liceum, nasze dzieci znów razem na znacznie większym boisku, przed dużo większym tłumem – harcerzy, oferty, możliwości.

Z tej fantazji wstrząsają mnie jęki pary rodziców siedzących obok mnie. Jeden z naszych gwiazdorskich graczy został właśnie wycofany z gry, aby dać trochę czasu na grę raczej nieskoordynowanemu koledze z drużyny.

“Wspaniały!” Słyszę narzekanie jednego z ojców. „Idzie gra”.

Wzdrygam się, gdy szybko przeglądam trybuny w nadziei, że rodzice tego dziecka nie są w zasięgu słuchu.

Oni są.

Rozpoznaję wyraz ich twarzy. Wiem to wszystko aż za dobrze. Ja też jestem jednym z nich. Jestem też rodzicem „niezbyt atletycznego dziecka” – mówiąc ładnie.

Rzecz w tym, że on dziecko. Występuje duża różnorodność rozwojowa w zakresie zdolności atletycznych i tak się składa, że ​​nasz młodszy syn rozwijał się dużo szybciej i wcześniej niż nasz starszy syn.

Fakt, że nasz starszy syn pozostaje w tyle za swoimi rówieśnikami, naraża go na większe ryzyko rezygnacji ze sportu, zanim osiągnie pełny potencjał sportowy. Może być sfrustrowany samym sobą lub, co gorsza, jego trener, koledzy z drużyny, a nawet ich rodzice będą sfrustrowani nim, stwierdzając, że nie jest dobry, że nie zasługuje na czas na boisku lub że jest przeszkoda dla zespołu.

Oglądanie jednej z jego gier to zupełnie inne doświadczenie niż oglądanie meczów naszego młodszego syna. Oglądamy większość meczu rozgrywanego przez jego kolegów z drużyny, kiedy on cierpliwie siedzi na ławce. Kiedy jest wezwany do gry, wstrzymujemy oddech, z założonymi rękami, modląc się, aby jego krótki czas na boisku przebiegał gładko.

Podczas niedawnego meczu piłkarskiego był dość daleko w tyle za resztą drużyny, podczas gdy drużyna przeciwna była w posiadaniu piłki. Jeden z jego kolegów z drużyny przejął kontrolę i kopnął piłkę do mojego syna, który był szeroko otwarty i miał ogromną przewagę, aby przejść przez boisko i prawdopodobnie strzelić gola. Rozpoznał tę okazję, zjechał z boiska, ustawił się do bramki i cofnął się kilka kroków. Pobiegł z pełną siłą w kierunku tej piłki i dał jej wszystko, co miał. Nigdy nie widziałem go kopiącego z taką pasją, taką mocą, jak robił to w tamtej chwili.

Niestety kompletnie nie trafił w piłkę i wylądował płasko na plecach. Reszta dzieciaków przebiegła tuż obok niego, a piłka została odzyskana przez drużynę przeciwną.

Słyszałem, jak matka krzyczy: „Och, daj spokój!”

Jeden z ojców wyrzucił ręce w górę, „Masz dostał żartować! ”

Moje serce bolało od mojego chłopca, kiedy wstał i śmiał się z siebie w niezręczny, zawstydzony sposób i wskoczył z powrotem do gry.

Ta odwaga. Ta odporność. Wstać i otrzepać się, a potem wrócić do środka że – po oczywistym rozczarowaniu, jakie wyraził tłum pięciokrotnie starszy od niego. To jest dla mnie o wiele bardziej imponujące niż jakikolwiek home run, gol, kosz lub przyłożenie zdobyte przez jego brata.

Słowa tych rodziców zabolały. To była gra – a dzieci gra. Ma to być szansa na rozwój pewności siebie, charakteru i sportowej rywalizacji poprzez pracę zespołową. To jest coś, czego nie jestem skłonny mu odmówić, tylko dlatego, że nie jest tak „dobry” jak reszta drużyny.

Rodzice, możecie pomyśleć, że nie do was należy pomaganie dziecku w budowaniu poczucia własnej wartości. W porządku. Ale z pewnością nie jest twoim miejscem, aby go łamać.

Możesz argumentować, że w dzisiejszych czasach jest to problem z dziećmi. Stworzyliśmy pokolenie uprawnionych dzieci, które oczekują nagrody „za samo pojawienie się”, które oczekują czasu na zabawę, „nawet jeśli są do bani”, ale błagam inaczej. Wierzę, że stworzyliśmy pokolenie uprawnień, ale nie ma to nic wspólnego z daniem im możliwości uczenia się lub nagradzania ich wysiłków. Starania powinien być nagrodzonym. Chcemy zachęcać do ciężkiej pracy, determinacji, przepychania się i dawania z tego wszystkiego, co mają – nawet jeśli są do niczego.

Prawdziwym problemem jest nadmierne zaangażowanie tych rodziców, mikrozarządzanie harmonogramami, oczyszczanie ścieżek zapewniających, że ich dziecko otrzymuje najlepsze możliwości przy jak najmniejszym wysiłku, podnoszenie ich, gdy upadają, lub, co gorsza, tworzenie środowisko, w którym nie mogą spaść w pierwszej kolejności. To inwestowanie w najlepszy sprzęt z najwyższej półki, przewożenie ich od aktywności do aktywności, stanie z boku, jęczenie, gdy ich dziecko jest wyciągane z gry i kłótnie z trenerami, jednocześnie twierdząc, że ich dziecko jest „zbyt dobre ”Siedzieć na ławce.

[free_ebook]

Jak te dzieciaki mogą nauczyć się grać w zespole, skoro ich rodzice nauczyli je wpadać w szał, kiedy nie chcą tego robić? Że gra nie mogła i nie powinna toczyć się bez nich? Jak mogą nauczyć się szacunku, skoro ich rodzice wykrzykują nieprzyzwoitość z boku, a czasem kosztem innego dziecka?

Rodzice wysportowanego dziecka, jestem jednym z was, więc zawrzyjmy pakt. Głosuję, że pozwolimy trenerom wykonywać ich pracę. Pozwalamy sędziom i sędziom wykonywać swoją pracę. Wspieramy własne dzieci, a także ich kolegów z drużyny, niezależnie od tego, jak tego dnia wykonali. Nauczmy ich, jak podnosić się, gdy upadną. I na miłość boską, nauczmy nasze dzieci, że jeśli kiedykolwiek zobaczą upadek innego gracza, wyciągnijmy rękę i pomóżmy im się podnieść.