contador gratis Skip to content

Czego nauczyłem się w nocy Moja córka prawie umarła

mrugnięcie oka
FS Productions / Getty

Mój telefon komórkowy zadzwonił o 21:39. To była przyjaciółka mojej córki. „O UDERZONY SAMOCHODEM!” Kazałem jej powtórzyć to cztery razy, ponieważ nie mogłem pojąć, co mówi. To było tak, jakby mówiła po łacinie.

Byliśmy w mieście. Moja 16-letnia córka, dwoje jej przyjaciół, mój mąż i ja. Podwieźliśmy dziewczynki pod miejsce koncertu, w którym brały udział. Wybraliśmy się, aby uczcić naszą rocznicę romantyczną kolacją we dwoje. Mój mąż i ja byliśmy z powrotem w pobliżu miejsca imprezy, gotowi na spotkanie z nimi. Ale jakoś coś poszło okropnie, strasznie nie tak.

Na szczęście byliśmy tylko kilkaset metrów od miejsca, w którym to się stało, więc mogliśmy szybko do niej dotrzeć. Pojazdy ratunkowe już tam były, przywracając porządek, przypinając naszą córkę do bodyboardu. Żyła. Oszołomiony, krwawiący, pobity, ale żywy.

Mój mąż krzyczał na mnie przez syreny, abym zabrał inne dziewczyny do domu. Nie chciałem iść, ale wiedziałem, że muszę. Nie mogłem zostawić w mieście dwóch oszołomionych, zszokowanych i przerażonych 16-latek. Wszedłem na autopilota. Nie bardzo wiem, jak stawiam jedną stopę przed drugą. Idąc naprzód na czystej adrenalinie.

Rozległo się okrzyki taksówki i półtorej godziny jazdy pociągiem. Martwe telefony komórkowe. Brak kontaktu z mężem i światem zewnętrznym. Byłem przerażony tym, co mogło być.

Myślę, że tutaj to zgubiłem. Chociaż widziałem ją na własne oczy. Widziałem, jak siedzi i wypowiada słowa. Mimo to złe myśli wnikały w mój umysł. „A jeśli ma obrażenia wewnętrzne? A jeśli się wykrwawi? A jeśli muszę zaplanować pogrzeb? W jaki sposób rodzic wraca do domu bez dziecka? ”

Wtedy nadejdą rozsądne myśli. „Nie, nic jej nie jest, siedziała, mówiła. Ona jest w porządku. Wyzdrowieje. Wiem to.” Ale złe myśli nieuchronnie powrócą. Trwało to ponad dwie godziny. Byłem w agonii.

Podczas mojej podróży przypomniałem sobie coś, co mama dała mi wiele lat temu. To była nowenna. Trzymam go blisko, w portfelu. Wyciągnąłem go i czytałem w kółko. Brakuje linii na zagięciu po latach składania. Ale to nie miało znaczenia. Po prostu czytałem dalej, nawet jeśli część modlitwy zniknęła. Lgnąłem do wszelkiej nadziei. Modlę się, żeby moja mała dziewczynka była w porządku. Błagając o jej życie.

W końcu wróciłem na Manhattan. Do szpitala, do którego zabrano moją córkę. Noc na OIT. Maszyny podłączyły się do niej. Podskakiwałam na każdy dźwięk, jaki wydawał. Patrzyłem na ekran, aby upewnić się, że jej funkcje życiowe się nie zmieniły. A jeśli któryś z nich wzrósł lub spadł o więcej niż liczbę, siedziałem przy biurku pielęgniarki, otrzymując potwierdzenie, że wszystko jest w porządku.

Nigdy nie czułam takiego strachu, lęku i rozpaczy. Szedłem na czystej adrenalinie. Wykonywałem ruchy, podejmowałem dziwne decyzje, nie miałem sensu, nie potrafiłem ułożyć pełnych zdań. Mój język wydawał się zbyt duży dla moich ust. Odór strachu emanował ze wszystkich porów mojego ciała.

Były chwile, kiedy byłem przerażony, że mój umysł płatał mi figle. Te pierwsze godziny pokrywała mgła. Nie byłam całkiem pewna, czy to, co się dzieje, jest rzeczywiste. Wielokrotnie kwestionowałem siebie i swoje otoczenie. Boję się zapytać kogokolwiek, czy z moją córką wszystko w porządku. Boisz się wiedzieć, jaka może być prawda. Obawiam się, że moja mgiełka się rozproszy, a wynik będzie zupełnie inny.

Moje serce nie przestawało pompować pełną mocą przez dobre 24 godziny. Każdy nerw kończący się w moim ciele znajdował się na powierzchni mojej skóry, krzycząc, by się przedrzeć. Żółć w głębi gardła, niekontrolowane drżenie, potrząsanie głową, jakby chciał powiedzieć: „to nie może się dziać”.

Znajdowała się pod najlepszą opieką, w najlepszym szpitalu w mieście. Ale wciąż się bałam.

A potem detale zaczęły kapać. Powoli odrywając warstwy. Ale napinam się każdym faktem. Sprawia, że ​​sapię z przerażenia. Tak niesamowicie wdzięczna za jej obecność, jej życie. Mimo to te przerażające myśli przychodzą mi do głowy o tym, co mogło się stać.

Mówią, że została potrącona przez samochód jadący 40 mil na godzinę. Lekarze nie mogli uwierzyć, jakie miała szczęście. To był cud. Minimalne uszkodzenia. Nie złamana ani złamana kość. Możliwe krwawienie mózgu. Kilka kontuzji mózgu. Guzki i siniaki na prawie każdej powierzchni jej ciała. Kilka szwów na głowie i czole.

Aniołowie pracowali tej nocy dwukrotnie. Czuję się błogosławiony. Wszyscy robimy.

Minęły dni, zanim dźwięk głosu jej przyjaciółki ucichł. Głos, który dał mi straszne wieści. Nigdy tego nie zapomnę, ale teraz nie mam tego na myśli. Mogę zamknąć oczy, nie widząc wizualnie swojego pięknego dziecka, dziecka, na którego poród spędziłem godziny zaledwie 16 lat wcześniej, lecąc w powietrzu i uderzając o ziemię po uderzeniu pojazdu. Zajęło mi wiele dni, zanim przestałem mówić do siebie „a co jeśli?”

Wiele się nauczyłem w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Nauczyłem się być bardziej wdzięczny za swoje życie. Dowiedziałem się, że moje dziecko jest silne i ja też. Dowiedziałem się, że otaczam mnie wielu wspaniałych ludzi. Uczę się mieć więcej cierpliwości, być obecnym.

Zdałem sobie sprawę, że muszę trochę więcej popracować nad sobą. Ten „normalny” jest niedoceniany. Zdałem sobie sprawę, że nie ma miejsca na osąd. Że każdy człowiek ma swoją historię i musimy okazywać sobie wzajemne współczucie tak bardzo, jak to tylko możliwe. Zdałem sobie sprawę, że muszę uważać i spędzać każdy dzień tak, jakby był ostatnim. Ponieważ w mgnieniu oka wszystko może się zmienić.

Jestem niesamowicie wdzięczna, że ​​moja córka wyszła z tego incydentu prawie bez szwanku. Tylko utykanie. Małe przypomnienie tego, co mogło być. Jestem wdzięczny, że tego nie pamięta. To jest błogosławieństwo samo w sobie.

Czuję się najszczęśliwszą matką na świecie. Trzymam ją trochę bliżej. Doceniaj ją z każdą chwilą bardziej. Wystarczy mrugnięcie okiem. Wiem, że to prawda.