contador gratis Skip to content

Czego podróż do Disney World z moim autystycznym synem nauczyła mnie o rodzicielstwie

Czego podróż do Disney World z moim autystycznym synem nauczyła mnie o rodzicielstwie
Laura Epstein

Mój najstarszy syn, Ross, jest autystyczny. Zdiagnozowano go, gdy miał 3 lata i jest teraz szczęśliwym, dobrze prosperującym 6-latkiem, który dopiero co rozpoczął naukę w przedszkolu. Zeszłej wiosny pojechaliśmy do Disney World z moim autystycznym synem. Mój mąż, moi chłopcy, moja teść i teść, moja szwagierka i jej mąż i ja udaliśmy się do Orlando na nową przygodę do Disney World. Przygoda, która poszła znacznie lepiej, niż się spodziewałem.

Szczerze mówiąc, miałam bardzo niskie oczekiwania co do podróży, a zwłaszcza co do tego, jak bardzo Rossowi się spodoba. Byłem mile zaskoczony, jak bardzo był zaangażowany i jak bardzo mu się to podobało. Byłem również zaskoczony tym, czego nauczyłem się jako rodzic i jak to zmieniło sposób, w jaki wychowuję wszystkich trzech moich chłopców.

1. Trudno zaakceptować, że jest inny, ale muszę.

Myślę, że Ross spędził 75% czasu w Disney World w swoim wózku. Przez większość czasu miał włączone słuchawki z redukcją szumów, a filmy z Netflix były odtwarzane przez bluetooth w słuchawkach przez część tego. ALE, on to uwielbiał. Kilka lat temu szturchnąłbym go, żeby wysiadł z wózka i doświadczył parków tak samo, jak robią to moi neurotypowi chłopcy. Próbowałbym go przekonać, żeby pojechał na przejażdżki lub obejrzał więcej filmów i prawdopodobnie by się rozpłynął. Właściwie był całkiem szczęśliwy, siedząc w swoim wózku, rozglądając się, wyskakując od czasu do czasu. Miał też obsesję na punkcie szpilek handlowych. To było dla niego idealne zajęcie i nie skończyło się tak strasznie drogo, jak się spodziewałem.

W ciągu ostatnich trzech lat musiałem nauczyć się akceptować, że on będzie doświadczał rzeczy na swój własny sposób i że na swój sposób czerpie radość z rzeczy. Wciąż mówi o tym, jak niesamowita była jego podróż do Disney World i cieszę się, że sobie poradziłem i pozwoliłem mu zdecydować, jak chce tego doświadczyć.

2. Bycie trochę nachalnym jest w porządku.

Trzeciego dnia w Disney World dzieci, mój mąż i ja mieliśmy rezerwacje w Chef Mickey’s w Contemporary Hotel. Kiedy tam dotarliśmy, odkryliśmy, że wózki trzeba zaparkować na zewnątrz i nie było mowy, żeby Ross wysiadał z wózka. Ross był nadmiernie pobudzony z parków i przez cały czas na krawędzi topnienia, ale był też bardzo podekscytowany brunchem z Mickeyem.

Znajdowaliśmy się w impasie. Kiedy przyjechaliśmy, podszedłem do biurka i zapytałem, czy wolno spacerować, a oni odmówili. W desperacji zapytałam męża, czy powinniśmy po prostu pójść i wyjaśnić sytuację. Zawsze obawiam się, że będę zbyt nachalny lub będę prosić o zbyt wiele, ale on w ogóle nie boi się tych rzeczy. Zapytał więc, czy możemy przywieźć wózek dla Rossa, wyjaśnił jego sytuację, a oni się zgodzili. Mój strach przed nachalnością lub osądem zawsze powstrzymywał Rossa przed wejściem do tego, co stało się jego ulubioną częścią Disneya.

Uwaga: później dowiedziałem się, że możesz dostać przepustkę „Wózek jako wózek inwalidzki” dla Disneya i mogłem uniknąć całej sytuacji.

3. (Czasami) IDGAF.

Jak mówi Dua Lipa: „Nie obchodzi mnie ***”. Ok, może trochę robię, ale staram się mniej przejmować. Wracając do trzeciego dnia w Disney, dostaliśmy stolik z miejscem na wózek inwalidzki w Chef Mickey’s i wszystko było w porządku. Ross nie lubi wielu nowych potraw, więc był całkowicie niezainteresowany jedzeniem. Siedział w swoim wózku z podniesionym kapturem i założonymi słuchawkami. Ludzie patrzyli i – przynajmniej w mojej głowie – oceniali. Wziąłem więc głęboki oddech i zdecydowałem, że IDGAF. Zdarzyło się to więcej niż raz w trakcie podróży. Od wybierania bąbelków nad postaciami po topienie się, gdy ktoś przecina linię zjeżdżalni, zdecydowałem się przyjąć podejście, które IDGAF myśleli inni. Chciałem pomóc moim synom spędzić jak najlepsze wakacje i nie pozwolić innym przeszkadzać mi.

4. Muszę prosić o pomoc.

Być może największą rzeczą, jakiej nauczyłem się w Disneyu, dzięki której stałem się lepszym rodzicem, było to, że muszę prosić o pomoc. Staram się to wszystko robić. Niezależnie od tego, czy chodziło o prośbę o pomoc członków obsady Disneya, czy moich teściów (oglądali dzieci przez kilka nocy, aby mój mąż i ja moglibyśmy zjeść samotnie kolację), nie mogliśmy przejść przez Disneya bez dużego wsparcia. Kiedy wróciłem do „prawdziwego świata”, starałem się przypomnieć sobie tę lekcję i poprosić o pomoc, ponieważ jest to zdecydowanie łatwiejsze.