contador gratis Skip to content

Czy możemy przestać robić tak cholernie koniec roku szkolnego?

koniec roku szkolnego
SeventyFour / Getty

Jest 15:51 i wiem, że jestem kilka sekund od chaosu. Upijam łyk kawy z kofeiną i staram się zebrać jak najwięcej energii.

Słyszę, jak autobus wyjeżdża zza rogu. Pisk hamulców i drzwi się otwierają. Moje dzieci toczą się po schodach w moją stronę, a ich plecaki uderzają o nie z każdym krokiem.

Codziennie mamy tę samą rutynę. Dzieci wyjmują pudełka i teczki na lunch z plecaków i kładą je na kuchennym blacie. Potem myją ręce i jedzą przekąskę, podczas gdy ja przeglądam stosy papierów, które przynoszą do domu.

Jest tam tak wiele. Pozwolenia na wycieczkę. Ogłoszenia na specjalne dni sukienki. Przypomnienia o terminach realizacji projektów. Praca domowa. Praca oceniana. Listy pisowni. Zawinięte kawałki zeszytu.

Wygląda na to, że Sylwester właśnie zwymiotował na mój blat kuchenny z gigantycznym, kolorowym konfetti. Kolejny bałagan, który mama musi posprzątać. Każdego dnia.

Opieram się pokusie recyklingu tego wszystkiego. Naprawdę, co by się stało, gdybym to zrobił? To nie tak, żebym szedł do gabinetu dyrektora lub został zatrzymany.

To ta pora roku. Nie mów mi o tym, że to w połowie. Jeśli jako mama dajesz sobie z tym radę, nazywam to wygraną. Ja, z drugiej strony, nie mogę w tej chwili nawet w jednej czwartej tego dupy.

Mamy są tak cholernie zmęczone. Venti latte nie może nawet dotknąć naszego zmęczenia. Każdego ranka budzę się coraz później, a potem szaleńczo pędzimy jak McCallisterowie Sam w domu którzy zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie przegapią swój lot.

Dojeżdżamy na przystanek autobusowy, ja w pomarszczonej piżamie i zakrzywionym górnym supełku. Dzieci mają na sobie niedopasowane ubrania, które same wybrały, a ja próbuję zapiąć ich otwarte plecaki i upewnić się, że wrzuciły do ​​nich pudełka na drugie śniadanie.

Któregoś dnia zadzwoniłem do mamy, żeby się zameldować i nie mogłem nawet wymyślić nic do powiedzenia poza tym, jak bardzo byłem zmęczony. Nie pamiętałem nawet, co jadłem na obiad kilka godzin wcześniej. Moje powieki są tak ciężkie z wyczerpania psychicznego. Trudno mi przypomnieć sobie, jaki mamy dzień tygodnia.

Faktycznie, dopiero w zeszłym tygodniu musiałam zabrać dziecko na wizytę. Przyjechałem pięć minut wcześniej (idź, ja!) I natychmiast poinformowano mnie, że mam pełne dwadzieścia cztery godziny późno na nasze zaplanowane spotkanie. Myślę, że kobiecie było mnie żal i zaprowadziła nas z powrotem do sali egzaminacyjnej. Prawdopodobnie myślała Panie, miej litość nad tą matką!

Cały ten szalony nonsens sprawia, że ​​zastanawiam się, dlaczego nasze dzieci nie mogą mieć końca roku szkolnego tak jak my?

Oto, co się kiedyś działo. Od trzeciego do ostatniego dnia w szkole oglądaliśmy filmy od początku do końca, spożywając za dużo sztucznej kukurydzy i sody z kofeiną. Nasi rodzice nie musieli podpisywać pozwoleń na oglądanie filmów. Nauczycielka pokazała nam wszystko, co jej się podoba.

Następnego dnia musieliśmy pomóc naszej nauczycielce wyprostować jej regały, uporządkować zapasy, umyć tablicę i zdjąć tablice ogłoszeń. Nasz nauczyciel spędził cały rok znosząc nas wszystkich dwudziestu dwóch i naszą śmieszność. Mogliśmy przynajmniej rzucić połamaną kredę, zebrać lepki klej zza inspirujących plakatów ściennych z lat 80. i ułożyć nasze podręczniki.

Ostatniego dnia mieliśmy na placu zabaw sztucznie barwiony cukier i lekkomyślny festyn, zorganizowany przez rodziców. Czy byli zainteresowani naszymi akrobacjami na barach małp? Nie! Stali wokół i plotkowali ze sobą. Nie zrobili tysiąca zdjęć ani filmów, ponieważ jedynym sposobem na to było noszenie dwudziestofuntowej kamery lub gigantycznego aparatu.

Voila. Koniec szkoły. Wesołego lata, dzieciaki! Cześć.

W dzisiejszych czasach obchody końca roku rozpoczynają się pod koniec kwietnia i trwają do ostatniego dnia. Każdego dnia jest coś wyjątkowego, nietypowego i wyczerpującego. I jeśli mam być szczery, nienawidzę tego.

Mam czworo dzieci, z których troje jest w wieku szkolnym, a jedno uczy się w domu. Jeśli poprawnie obliczyłeś matematykę, zdajesz sobie sprawę, że mam teraz tylko dwoje dzieci w szkole publicznej i nadal nie mogę nadążyć.

Myślę, że nauczyciele wykonują niesamowitą pracę, próbując zapewnić naszym dzieciom niesamowite wspomnienia i doświadczenia edukacyjne, jednocześnie wykonując ich liczne obowiązki zawodowe. Poważnie, nauczyciele nie zarabiają wystarczająco dużo. Nawet nie blisko.

O tej porze roku współczuję im jeszcze bardziej. Ponieważ wiem, że nie tylko jedno z moich dzieci nie radzi sobie ze zmianami w rutynach i harmonogramach. To dużo dzieciaków. A kiedy skończą z rockmanami, rodzice i nauczyciele są skazani na zagładę przez wiele dni. Nauczyciele mają solidny miesiąc na tym, co nazywam Dysregulation Station.

A co do rodziców? Tak wiele z tych specjalnych wydarzeń, takich jak wycieczki, zachęca (a czasami wymaga) rodziców do udziału. Dla tak wielu z nas jest to prawie niemożliwe. Niektórzy rodzice pracują w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin poza domem. Inni, jak ja, pracują w domu i wychowują młodsze rodzeństwo. I oczywiście wielu z nas nie ma w pobliżu rodziny, która mogłaby wkroczyć i nas uratować.

Utknęliśmy. Sam. I wyczerpany. Zżera nas poczucie winy rodzicielskiej.

Jest kilku „dobrych rodziców”, którzy pokazują wszystko z torbami nietypowych smakołyków i rękodziełem w stylu Pinterest. Z goryczą zakładam, że wszyscy czterej dziadkowie mieszkają w pobliżu, aby pomóc, gdy są potrzebni.

Reszta z nas, większość, może przynajmniej zdążyć na jakieś wydarzenie lub dwa i nie narzekać na to, że dni wolne są wykuwane ani na opiekunkę, za którą płacimy 15 dolarów za godzinę, ale to trudne.

Dodatkowo, kiedy się pojawiamy, nasze dzieci decydują, że jest to ich okazja, aby nas przylgnąć lub całkowicie nas zignorować. Wiele razy, kiedy okazałem się „dobrym” rodzicem, zadawałem sobie pytanie: dlaczego w ogóle tu jestem? Sądzę, że nasze małe aniołki odpłacają nam za to, że ich obiad tego dnia składał się z przejrzałego banana, pomarańczy i paczki połamanych krakersów z masłem orzechowym.

W tym momencie jestem poza szaleństwem. Na przykład wczoraj wieczorem moja córka zapytała, czy mogłaby zrobić własny lunch. Byłem zachwycony. Zwykle mam bzika na punkcie organizacji i przygotowań. Ale te oczywiście wygasły w kwietniu.

Wybrać własne ubrania? Tak.

Potrzebujesz podpisania pozwolenia? Zapytaj swojego tatę.

Chcesz się uczyć do testu pisowni? Zapytaj też swojego tatę.

Potrzebujesz wyprać swoją zieloną koszulę na jutrzejszy Zielony Dzień w szkole? Wiesz, gdzie jest pralnia i detergent.

Potrzebujesz obiadu w worku na jutrzejszą wycieczkę? Nie słyszałeś, jak mówiłem, żebyś poprosił tatę?

Czuję, że zbliżam się do lata w zwolnionym tempie, ale nie mogę tego pojąć. Więc po prostu parzę więcej kawy, ustawiam kolejny alarm i nie śpię zbyt późno, przygotowując się do chaotycznego cyrku następnego ranka, w tym sprzątając wszystkie okruchy, naczynia i wycieki z dzieciaka, który przygotował własny lunch.

Już prawie koniec, ludzie. Ale do tego czasu naprawdę potrzebujemy szans, aby zawsze być na naszą korzyść. Jeśli dowiesz się, jak to zrobić, daj mi znać.