Dlaczego czuję się winny, że nie chcę więcej dzieci

Dlaczego czuję się winny, że nie chcę więcej dzieci

Dlaczego czuję się winny, że nie chcę więcej dzieci
Lise Gagne / iStock

W miesiącach po tym, jak przyniosłyśmy do domu nasze pierwsze dziecko, nosiłam koronę nowego macierzyństwa z dumą, a nawet przekonaniem o własnej nieomylności. Jako matka zaakceptowałam swoje powołanie i urodziłam cudowne dziecko, które otrzymało korzyści płynące z mojej niepodzielnej uwagi jako matki pozostającej w domu. Zamierzałem zastosować wszystkie filozofie edukacyjne i dyscyplinarne, których nauczyłem się na studiach podyplomowych, aby uczynić to dziecko dobrze wychowanym, bystrym i kreatywnym. Byłem bliskim rodzicem, który zwracał na siebie uwagę za każdym razem, gdy moje dziecko płakało, w dzień lub w nocy. Była moim tabula rasa i po prostu w głębi duszy wiedziałem, że jestem mistrzem rzeźbiarskim.

Wyobraziłam sobie, że jestem tak utalentowana w tej sprawie macierzyństwa, że ​​będę to robić wielokrotnie. Mniej więcej w tym czasie zacząłem czytać blogi pisane przez inne mamy. Moimi ulubionymi są te, których autorami są kobiety, które wychowały pięć lub sześć dobrze przystosowanych dzieci, prowadziły własne kreatywne firmy i wciąż miały czas na stylizację włosów. Zainspirowały mnie one i wyobraziłam sobie własny dom pełen kochających maluchów, chętnych do zadowolenia mamy. Przypuszczałem, że mogę być tą kobietą. W końcu osiągnąłem wszystko, co zamierzałem zrobić w ciągu ostatnich 26 lat.

Ale było coś, czego nie brałem pod uwagę: dzieci cię złamią.

Moje dziecko nie okazało się jednym z tych „dobrych dzieci”, które przesypiają całą noc, łatwo dostosowuje się do nowych ludzi i otoczenia oraz wykazuje naturalną skłonność do zadowolenia swoich rodziców. Zamiast tego dostałam porywające, „bardzo potrzebujące” dziecko, które wciąż budziło mnie sześć do ośmiu razy w nocy, aż w końcu się załamałam i „Ferberyzowałam” ją w wieku 15 miesięcy (tyle, jeśli chodzi o rodzicielstwo bliskie!). I to dziecko zmieniło się w małe dziecko, które zdecydowało, że tak jest nie zamiar posprzątać jej zabawki bez względu na rozsądne prośby lub nierozsądne groźby, jakie poczyniłem.

Więc co ja zrobiłem? Poszłam i urodziłam kolejne dziecko – jeszcze jedno dziecko o wysokich potrzebach, dodam (nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że mój mąż i ja jesteśmy bardzo potrzebującymi dorosłymi). Z pewnością nie „próbowałem ponownie”, że tak powiem, aby sprawdzić, czy nie będę miał więcej szczęścia, aby zmusić drugie dziecko do dostosowania się do mojej wizji typu dziecka, jakie powinno rodzić moje natchnione rodzicielstwo. Po prostu nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zatrzymać się na jednym. Prawdę mówiąc, byłam przekonana, że ​​będę mieć co najmniej troje dzieci aż do pierwszych urodzin mojego dziecka, mniej więcej wtedy, gdy jej osobowość zaczęła się prześwitywać i zdaliśmy sobie sprawę, że w kartach dla nas nie ma „dobrych dzieci”.

Ale teraz, mając 32 lata, wychowując dwie młode dziewczyny w Teksasie, gdzie duże rodziny są normą, często jestem pytany: „Kiedy będziesz mieć inną?”

Jak można uprzejmie powiedzieć, że desperacko kochają swoje dzieci, ale nie chcą więcej?

Macierzyństwo miało być tym wszechogarniającym, ale nieskończenie satysfakcjonującym przedsięwzięciem. Kiedy porzuciłem karierę pedagoga, byłem gotów całkowicie poświęcić się temu procesowi i byłem pewien, że zapewni to wszystko, czego mogłem wymagać. Czy to nie jest mit macierzyństwa?

Zostanie matką oznaczało dla mnie odłożenie na bok własnej tożsamości: koniec wtorek wieczorne lekcje baletu, koniec piątek noce w barze, koniec z czytaniem dla przyjemności, nigdy więcej niedziela brunche z koleżankami, koniec wakacji w Paryżu. Wszystko się zatrzymało.

I przez chwilę nie przeszkadzało mi to. Poświęciłam się temu, by to macierzyństwo było słuszne i całym sercem wierzyłam, że najlepszym sposobem na osiągnięcie tego jest uczynienie szczęścia i dobrobytu moich dzieci moim jedynym priorytetem. Spędziłam ostatnie pięć lat w czymś, co można opisać jedynie jako „mgiełka” macierzyństwa, czując się, jakbym po prostu trzymał się zmysłów na włosku. Ale widzę, że mgła się unosi i powoli zaczynam czuć, że wracam do życia, gdy moje dzieci stają się bardziej niezależne. Nazwijcie mnie samolubnym, ale nie jestem gotowy, aby ponownie wejść we mgłę z noworodkiem.

Poza tym istnieje stopień chaosu, który przynosi inne dziecko. Jestem osobą, której mózg wydaje się rozproszony, kiedy jej dom jest wrakiem. Zaczynam rozumieć, że po prostu nie jestem stworzony dla stert zabawek, gór prania i naczyń, które przychodzą z gromadką dzieci. Nie jestem typem kobiety, która może łatwo zignorować chaos, zamiast tego usiąść i zagrać w grę planszową ze swoimi dziećmi.

I masz to: nie chcę więcej dzieci, ponieważ jestem samolubny i spięty, przynajmniej tak to jest. Matki mają być w stanie w jakiś sposób stłumić własne potrzeby, pragnienia i preferencje, aby cieszyć się życiem przez całe życie, ponieważ są rodzicami. Ale to nie tylko zabawa i gry. To dużo bezsennych nocy i mglistych dni – dużo czasu na palniku twojego własnego życia.

To, co mnie naprawdę przeraża, to to, że wierzę, że pewnego dnia spojrzę wstecz na te lata i zrozumiem, że były one najcenniejsze w moim życiu: posiadanie dzieci w domu, które można kochać i opiekować się nimi, przy niewielkim wpływie z zewnątrz. Może to, co ma nadejść, jest jeszcze trudniejsze. A może spojrzę wstecz i żałuję, że nie byłem taki samolubny – żebym miał trzecie dziecko, kolejną osobę w moim życiu do pokochania. To walka, zwłaszcza wiedząc, że zegar tyka.

Dlatego zadaję sobie pytanie: czy znajomość swoich ograniczeń czyni mnie złą matką? Czy kocham swoje dzieci mniej, jeśli przyznam się, że nie chcę ich sześcioro, czy też jestem szczęśliwszy i bardziej kochający? Znam odpowiedź, ale nie powstrzymuje mnie to od poczucia winy, mówiąc: „Skończyliśmy”.