contador gratis Saltar al contenido

Dlaczego intensywne rodzicielstwo jest tak problematyczne

GettyImages-dv1302057
RobVanPetten / Getty

Po prostu poszedłem do Amazona i szukałem „książek dla rodziców”. Otrzymałem ponad 50 000 wyników. Nie szukałam rady, a jedynie potwierdzenie, że sposobów na wychowanie dzieci są dosłownie tysiące. Porady ekspertów, nasze własne doświadczenia i rodzice, którzy przeszli przez to przed nami, wpływają na oczekiwania, jakie stawiamy sobie, naszym dzieciom, nasze interakcje z nimi i możliwości, jakie chcemy im dać. Czasami jesteśmy tak pochłonięci tym, co powinniśmy zrobić, że nie widzimy wpływu tego, co faktycznie robimy.

Wydaje się, że coraz większa liczba rodziców, a szczególnie matek, wyczerpuje siebie i swoje budżety tak zwanym „intensywnym rodzicielstwem”.

Intensywne rodzicielstwo jest po prostu bardziej błyszczącą wersją rodzicielstwa helikopterowego; jest to ciągły nacisk, aby angażować się w zajęcia naszych dzieci i zapisywać je na wszystkie sporty, wszystkie lekcje i wszystkie możliwości, jakie można kupić za pieniądze w jak najwcześniejszym wieku. Chodzi o to, że dzięki wczesnym korzyściom nasze dzieci osiągną sukces w późniejszym życiu, ale sukces jest definiowany przez status ekonomiczny. Jako rodzice chcemy, aby nasze dzieci prowadziły taki sam lub lepszy styl życia niż ten, który zapewniamy, ale badania wykazały, że tylko około połowa naszych dzieci zarabia dziś więcej niż ich rodzice.

W porządku. Więc dlaczego tak bardzo się staramy?

W swojej książce Kulturowe sprzeczności macierzyństwa, autorka Sharon Hays tak opisała intensywne rodzicielstwo: „zorientowane na dziecko, kierowane przez ekspertów, absorbujące emocjonalnie, pracochłonne i kosztowne finansowo”.

Rodzice z różnych środowisk społeczno-ekonomicznych i rasowych odczuwają presję, aby osiągnąć ten status rodzicielski.

Plik Nieustępliwość współczesnego rodzicielstwa, artykuł w The New York Times tak opisuje to ciśnienie: „Zaczyna się w łonie matki, kiedy mówi się matkom, aby unikały wędlin i kawy, aby nie zaszkodzić dziecku. Następnie: elektroniczne nianie wideo. Domowe jedzenie dla niemowląt. Tort urodzinowy bez cukru. Zajęcia muzyczne dla maluchów. Wyłącznie karmienie piersią. Spryskanie dziecięcych dłoni środkiem odkażającym i pokrycie ich „naturalnym” filtrem przeciwsłonecznym. Organizowanie imprez urodzinowych idealnych na Pinterest. Jedzenie obiadów w szkolnych stołówkach swoich dzieci. Dzwonienie do pracodawców po rozmowie kwalifikacyjnej z dorosłymi dziećmi ”.

Jednak wiele białych rodzin z wyższej klasy średniej łapie przynętę, jeśli chodzi o intensywne rodzicielstwo. Rodzice z klasy średniej ledwo nadążają, a biedni rodzice zdecydowanie nie. Artykuł NYT opowiedział historię Stacey Jones, czarnej matki z klasy średniej, która wybrała czarną dzielnicę, aby wychować swoich synów, aby uniknąć rasizmu w młodym wieku. Oznaczało to oddalenie się od wydarzeń pozalekcyjnych i możliwość zbierania informacji od innych rodziców przy takich okazjach.

Przyznam, że dałem się wciągnąć w chęć zapewnienia moim dzieciom jak największej ilości doświadczeń. Wracają do domu z broszurami co kilka miesięcy ze szczegółami na temat programów wzbogacania życia oferowanych przez nasze parki i dział rekreacji. Podoba mi się, że te programy istnieją. Ale nienawidzę tego przyciągania, kiedy czuję, że muszę zapisywać na nie moje dzieci. Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o rodzicielstwo, wywieram na sobie poczucie winy i presję. Zamiast pozwalać moim dzieciom (siedmioletnim i pięcioletnim bliźniakom) wymyślić sobie gówno lub powiedzieć “ nie ”, zwykle narzekam na projekt, który chcą, żebym z nimi wykonał, zamiast wykonać zadanie Byłem w trakcie robienia. Przeglądam zajęcia pozalekcyjne, zastanawiając się, czy w budżecie znajdę zapisanie wszystkich trzech moich dzieci na zajęcia plastyczne.

Chcę wychowywać wolne (ish) dzieci z wytrwałością i inteligencją emocjonalną. Chcę, aby uzyskali niezależność i kreatywność z własnym napędem. Chcę, żeby doświadczyli rozczarowania i wyciągnęli wnioski z porażek. Ale wiem też, że czasami wchodzę w to z pragnieniem, aby byli szczęśliwi. Wiem, że czasami staram się zapobiec ich fizycznemu i emocjonalnemu bólowi. I często kusi mnie, aby wydać 250 dolarów dla 3 dzieci na zajęcia zumby przez sześć tygodni, ponieważ zabawa, zdrowie, a co jeśli jedno z nich ma talent do tańca lub nauki aerobiku i nikt z nas nigdy się o tym nie dowie bez programu wzbogacającego ?

Ale nasz budżet nie pozwala na tego typu dodatki dla moich dzieci. Biorą udział w rekreacyjnych zajęciach sportowych i lekcjach pływania, więc mają swój udział w możliwościach, ale ja i mój partner nie przesadzamy w imię przyszłych sukcesów naszych dzieci. Nie możemy. Nie mamy nawet założonych dla nich kont oszczędnościowych na uczelni.

Intensywne rodzicielstwo wydaje się być przywilejem w najlepszym wydaniu, a jednocześnie wywiera presję na nas wszystkich, abyśmy starali się nadążyć.

Dzięki 50 000 książek dla rodziców, podcastów i kanałów w mediach społecznościowych codziennie otrzymujemy zewnętrzne komunikaty i naciskamy, aby dawać naszym dzieciom to, co najlepsze. Z biegiem czasu wydaje mi się, że po prostu staram się nadążyć za tym, co robią wszyscy inni, a nie robię tego, co najlepsze dla moich dzieci. Ignoruję swój wewnętrzny głos, który każe mi pozwolić im się nudzić, sfrustrować i pokryć siniakami – to trzy miejsca, z których wyłoniły się moje najlepsze i najbardziej twórcze wspomnienia.

Mam też inne spojrzenie na sprawy oparte na własnych doświadczeniach z dzieciństwa. Dorastałem w biedzie i znęcaniu się. Nie to, żebym chciał, żeby moje dzieci też tego doświadczyły, ale często widzę, jakie mają to dobre. Do mnie już mają prawo. Nie chcą niczego i mają więcej, niż potrzebują. Nie będę nadmiernie wykorzystywać czasu ani środków finansowych, aby pomóc im uzyskać większe uprawnienia. Muszą zarobić (niektóre) na swoje zalety, a nie mieć wszystkiego pod ręką.

Moje dzieci mogą kiedyś zarobić więcej pieniędzy niż ja, ale nie będzie to spowodowane tym, że byłem „intensywnym rodzicem”, który zainwestował całe nasze oszczędności w ich działalność. Dla mnie ich sukcesu nie mierzy się w dolarach. Będzie w szczęściu i umiejętności rozwiązywania problemów oraz nawiązywania zdrowych i trwałych relacji.

Nie chcę, aby moje dzieci były dobre w pozaszkolnych zajęciach w życiu; Chcę, żeby były dobre w życiu.