Saltar al contenido

Dlaczego kobiety muszą przestać ze sobą walczyć

walka kobiet

walka kobiet Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, miałem przyjaciółkę, do której zadzwonimy do Amy. Amy była zaciekła i zabawna i wiedziała wszystko, skąd można dostać najlepsze pierogi 3 rano gdzie można zobaczyć jakiś zespół, który mógł lub nie otwierał Nirvany. Była jak nikt, kogo kiedykolwiek spotkałem.

Pewnej nocy Amy i ja byliśmy w barze, a uroczy facet przeszedł obok niego bez zatrzymywania się. Zamiast tego podszedł do dziewczyny, która była atrakcyjna w bardziej konwencjonalny sposób – blond włosy, wszędzie wyskakujący dekolt. Widząc, jak śmieją się razem, Amy rzuciła się ostrą diatrybą – o włosach dziewczyny, jej dekolcie, jej rzekomym (braku) inteligencji. Byłem zdumiony. Wszystko, co zrobiła ta dziewczyna, to ubieranie się w nadziei spotkania z miłym facetem. Czy tak bardzo się różniła od któregokolwiek z nas?

„Dlaczego jesteś taki zły jej? ” Zapytałam. “Nie powinieneś być zły na faceta, że ​​cię nie zauważył?”

Moje pytania padły na głuche. Amy nadal rozrywała tę bezimienną dziewczynę każdemu, kto chciał słuchać. A tego typu zachowanie nie było unikalne dla Amy. Kiedy inna przyjaciółka była bliska ukończenia Wharton z ciężko zarobionym MBA, poszła na rozmowę kwalifikacyjną. Słyszała, jak dziewczyna w swoim programie śmieje się z niej z przyjacielem: „Nigdy nie dostanie pracy. Spójrz na jej strój do wywiadu. Spójrz na jej makijaż. Nie ma mowy.” A potem, oczywiście, był czas, kiedy facet, z którym się spotykałem, oświadczył, że nigdy nie będzie mógł pracować dla kobiety – a wszystkie obecne kobiety szybko zgodziły się, że nie mogą.

Cóż, teraz wszyscy jesteśmy dorośli. Kobiety, które znałem w wieku dwudziestu lat, mają teraz około trzydziestki, a wielu z nas jest teraz żonami i matkami. I nie dziwi mnie, że widzę to samo oceniające zachowanie – tę samą konkurencję, tę samą krytykę, ten sam brak wsparcia. Z wyjątkiem tego, że przeszedł od ścigania facetów i rozpoczynania kariery do wyborów, których dokonujemy jako mamy: praca a pozostawanie w domu, karmienie piersią a odciąganie, wspólne spanie versus płacz.

To ta sama bitwa kobieta z kobietą, tylko na innej arenie.

Oczywiście nie wszystkie mamy są takie, podobnie jak nie wszystkie kobiety po dwudziestce dźgają się w plecy, by spotkać facetów w barach. Ale biorąc pod uwagę cały szum związany z „wojnami mamusów” oraz całym osądem i negatywnością, z jakimi mamy do czynienia jako mamy, czas na inne podejście. Jeśli chcemy, aby mamy bardziej się wspierały, musimy zacząć wcześniej.

Musimy zacząć od naszych córek.

Musimy nauczyć je cenić swoje kobiece przyjaźnie, niezależnie od tego, czy są przedszkolakami malującymi razem obrazy, czy nastolatkami chichoczącymi podczas piżamy. Aby je poprawić, gdy słyszymy, jak nazywają inną dziewczynę „brzydką” lub „grubą”. Aby zachęcić ich do kibicowania podczas meczu softballowego ich przyjaciela. Aby wyłączyć programy telewizyjne, w których dziewczyny nie szanują się nawzajem.

Musimy spojrzeć na nasze własne zachowanie. Ponieważ zauważają. Słyszą, jak nazywamy kobietę „suką” lub krytykujemy ją za publiczne karmienie piersią. Widzą, gdy pomagamy mamie borykającej się z maluchem w sklepie spożywczym – i gdy przewracamy oczami. Słyszą, kiedy narzekamy, że przełożona jest „na szmatach”. Zauważają, kiedy prowadzimy wojnę z innymi kobietami, nawet jeśli nie widzą ani nie rozumieją naszych własnych blizn bojowych i wpływu, jaki wywarły na nas te rany.

Nie musimy być „podłymi dziewczynami”, którymi byliśmy w młodości. Miejmy nadzieję, że ucząc nasze córki w młodym wieku postrzegania innych dziewcząt jako sojuszników, a nie wrogów, wyrosną na kobiety, które gdy zostaną matkami, będą pomagać innym mamom i wspierać je. Miejmy nadzieję, że przy odpowiedniej zachęcie i wskazówkach od nas „wojny mamusi” będą czymś zabawnym, o czym czytają w starych wpisach na blogach i zajęciach z socjologii, i będą wydawać się dziwne i archaiczne, jak telefony z klapką lub MySpace.

A jeśli chodzi o tę zmysłową kobietę w barze, która doprowadzała moją przyjaciółkę do szaleństwa – cóż, prawdopodobnie jest teraz też mamą. Z tego co wiem, ona też chowa się w łazience i popija lody, kiedy jej maluch wpada w furię z piekła rodem. Życzę jej wszystkiego najlepszego.