contador gratis Skip to content

Dlaczego moje najstarsze urodziny zawsze będą ważniejsze niż moje najmłodsze urodziny

najstarszy
Tiara Fowler

Sześć lat. Minęło sześć lat od urodzenia mojego pierwszego dziecka. Wyciągnąłem telefon dzień przed urodzinami mojego syna z zamiarem napisania ogólnego: „Nie mogę uwierzyć, że jutro skończy sześć lat. Wydaje się, że to było wczoraj, kiedy przywieźliśmy go do domu. Człowieku, czas leci. ”

Wszyscy widzieliśmy ten post, prawda?

Ale kiedy tak siedziałem, próbując być trochę mniej podstawowym i wyrazić swoje emocje słowami, nie mogłem. NAPRAWDĘ NIE WIERZĘ, ŻE MOJE DZIECKO ODBYWA SIĘ SZEŚĆ JUTRO. ŻYWO PAMIĘTAŁAM, ABY WCZEŚNIEJ WCZEŚNIEJ, JAK BYŁO PRZYNIESZ GO DO DOMU ZE SZPITALA. ZBYT SZYBKO. ŚWIĘTA GÓWNO, JESTEM MAMĄ OD SZEŚCIU LAT. Czy robię to dobrze?

Każdego roku w połowie lipca walczę. Szczerze mówiąc, jest to połączenie radości, niepokoju i może odrobiny smutku. Teraz moje drugie urodziny są w listopadzie i emocje nie są tak intensywne.

Czemu? Nie kocham go mniej. Jeśli już, moje drugie dziecko jest „łatwym dzieckiem”. Dlaczego więc jego urodziny nie wywołują takiej samej odpowiedzi ode mnie? Każdego roku zastanawiałem się nad tym, ale po prostu odrzuciłem tę myśl i zrzuciłem swój niepokój na przypadkowe rzeczy… okresy, rozwody, stres itp. Ale oto jestem, rok szósty, toczący tę samą bitwę. CO DO DIABŁA JEST ZE MNĄ NIE TAK?

Czy urodziny mojego pierwszego dziecka są naprawdę ważniejsze niż urodziny mojego drugiego dziecka?

Tak. Tak to jest.

Nigdy nie zapomnę momentu, w którym lekarz podał mi termin porodu.

„Wygląda na to, że 27 lipca to dzień dziecka!”

Dla lekarza był to „dzień dziecka”. Dla mnie była to data, w której zamierzałam zostać mamusią dla drogocennej córeczki (bo od najmłodszych lat wiedziałam, że będę miała tylko dziewczyny… poświęćmy tylko chwilę i się pośmiejmy… LOL). Byłem podekscytowany, ale taki naiwny. Miałam 23 lata i byliśmy małżeństwem tylko przez 9 dni, zanim dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Wprowadziłam się do mojego nowego męża i tego samego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jak to się dzieje ze spowolnieniem?

W tamtym momencie nie mieliśmy czasu na naukę wspólnego życia, mieliśmy termin, w którym musieliśmy czuć się ze sobą komfortowo: 27 lipca. Nie było czasu na zastanawianie się, co chcę zrobić ze swoim życiem, miałem termin, w którym musiałem podjąć dobrze płatną pracę i się jej trzymać: 27 lipca. Nie było czasu na kłótnie, pracę nad problemami, nadziejami i marzeniami itp. MUSIAŁAM BYĆ ODPOWIEDZIALNYM I ŻYWNYM DOROSŁYM DO 27 LIPCA! Koniec dyskusji.

20 lipca o 16:02, po ośmiu łatwych godzinach porodu i dwudziestu minutach parcia, urodziłam chłopca o wadze 8 kg i 4 uncji. Chociaż byłem zachwycony, byłem również przytłoczony masową odpowiedzialnością, która spoczywała w moich ramionach… dosłownie. Pamiętam, jak siedziałem z synem dwa dni po jego urodzeniu i byłem zdumiony faktem, że szpital pozwolił mi po prostu brać to dziecko. Nie ma testu IQ? Brak sprawdzania przeszłości? Po prostu wychodzimy ze szpitala i to wszystko. Co?!

W pierwszym roku jego życia zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia, co robię. Nie tylko nie wiedziałem, co robię, nie wiedziałem, kim jestem. Życie to nauka na bieżąco, ale kiedy dostajesz termin, nie możesz już uczyć się spokojnie. Nagle musiałem to rozgryźć.

Wszystkie rzeczy, które odłożyłem i zakopałem do 27 lipca, wypływały na powierzchnię. Pierwszy rok był ciężki. Naiwność minęła i poczułem się jak nagie dziecko wrzucone do lasu w środku zimy. Nie wiedziałem, kim jestem. Tam, gdzie musiałem iść. Co miałem robić ze swoim życiem. Jak miałem ukształtować osobę, skoro nie byłem nawet blisko bycia tym, kim powinienem być? Na szczęście pierwszy rok to tylko przetrwanie i jakoś przetrwaliśmy.

Zanim nadeszły jego pierwsze urodziny, byłam wyczerpana i w ciąży, jeszcze raz. Ale powiem, że dorosłem. Nie byłem już naiwny, ale nadal nie miałem wszystkich odpowiedzi, których potrzebowałem. Kochałem swojego syna i byłem podekscytowany spotkaniem z moim najnowszym dzieckiem, ale nie mogłem się powstrzymać od poczucia, że ​​przegapiłem „termin porodu”. Data, do której miałem się pozbierać. To uczucie zjadało mnie prawdopodobnie przez pierwsze trzy lata jego życia, aż w końcu zaskoczyło… postęp był częścią tego procesu.

Każdego roku, gdy zbliża się 20 lipca, dokonuję ponownej oceny i samooceny. To trochę tak, jakby co roku wystawiać sobie ocenę najważniejszej pracy, jaką kiedykolwiek będę miał.

20 lipca to rocznica dnia, w którym moje obowiązki i priorytety stały się ważniejsze niż rachunki i banknoty samochodowe.

20 lipca to rocznica dnia, w którym zaczęłam żyć dla kogoś innego niż ja.

20 lipca to rocznica dnia, który zmusił mnie do znalezienia celu. Tak łatwo jest dać się wciągnąć w codzienne życie, ale kiedy odnajdujesz siebie i poznasz siebie, rozumiesz, że trafiłeś na tę ziemię z jakiegoś powodu i zawdzięczam to moim dzieciom, aby to rozgryźć.

Po urodzeniu syna nie mogłam co rano patrzeć w jego duże brązowe oczy i czuć się spokojna, idąc do pracy i spędzając 40 godzin tygodniowo z dala od niego… zwłaszcza robienie rzeczy, które nie motywowały mnie do rozwoju. Wiedziałem, że muszę zacząć liczyć swoje życie.

Więc widzisz, urodziny mojego najstarszego dziecka zawsze będą najważniejsze, ponieważ jest to rocznica dnia, w którym rozpocząłem podróż, którą będę podróżować do końca życia. Sześć lat temu trzymałem cenne dziecko i obiecałem, że go poprowadzę. Ale żeby go poprowadzić, musiałem się odnaleźć. Mogę śmiało powiedzieć, że po latach poszukiwania duszy, odkrywania siebie i niszczenia wszystkiego, co myślałem, że „powinienem” robić, w końcu znalazłem się. Wciąż wędruję, ale już nie jestem zagubiony.

Są urodziny mojego syna, ale jest to rocznica dnia, w którym otrzymałem mój najcenniejszy prezent… możliwość bycia wychowawcą, przywódcą, mamą.

Dałem mu życie, a on nadał moje znaczenie.