contador gratis Skip to content

Dlaczego obejmuję winę mamusi

radzenie sobie z winą-matki

Poczucie winy mamusi. Zanim urodziłam dzieci, to była tylko fraza, na którą mogłam przewrócić oczami. Po urodzeniu dzieci stała się żywą istotą, która mogła pożreć mnie żywcem, jeśli nie będę ostrożny.

Zanim urodziłam dzieci, od czasu do czasu czułam się z czegoś winna. Odkąd mam dzieci, nie przestałem czuć się winny…

Nie spędzałem wystarczająco dużo czasu na zabawie z dziećmi.

Nie sprzątnąłem domu, bo bawiłem się z dziećmi.

Sprzątnąłem dom i teraz nie pozwolę dzieciom bawić się, bo to zepsują.

Nie wyprowadziłem ich na zewnątrz, żeby się pobawiły i jest pięknie.

Wyprowadziłem je na zewnątrz, żeby się pobawiły, a teraz mają ukąszenia.

Czytam z najstarszymi znacznie częściej niż z dwójką młodszych.

Nie jestem wystarczająco surowy.

Jestem zbyt surowy.

Pozwoliłem im jeść cukierki.

Nie pozwalam im jeść cukierków.

Ukrywam przed nimi cukierki, żeby móc je zjeść.

Nie planuję zajęć edukacyjnych dla dzieci na co dzień.

Kogo ja oszukuję? Nie planuję zajęć edukacyjnych dla dzieci.

Nie karmiłam wystarczająco długo piersią.

Moja dieta ciążowa jest prawdopodobnie winna alergii pokarmowych mojego średniego dziecka.

Pozwoliłem im oglądać za dużo telewizji.

Czasami używam telewizora jako opiekunki do dzieci.

Poszedłem na zakupy bez nich, mimo że płakali pod drzwiami, żeby ze mną iść.

Powinienem być szczęśliwy przez cały czas, ponieważ mogę zostać w domu z moimi dziećmi, a inne mamy zabijałyby, by znaleźć się w mojej sytuacji.

Za dużo krzyczę.

Byle co może stać się powodem do poczucia winy.

Większość ludzi powiedziałaby, że koniec z poczuciem winy mamy, z pewnością nie jest to pomocne ani produktywne. Problem w tym, że pozbycie się poczucia winy jako matki jest prawie niemożliwe. Zamiast tego przyjmuję poczucie winy mojej mamy.

Ze sposobu, w jaki to widzę, jeśli nigdy nie doświadczam poczucia winy mamy, ma miejsce jedna z dwóch rzeczy:

1. Osiągnąłem doskonałość (i wiem, że tak nie jest!) 2. Przestałem się przejmować (i modlę się, że nigdy tak nie jest!)

Zamiast tego wybieram poczucie winy, ponieważ pozwala mi to zrobić dwie rzeczy:

Przyjąć, że nie jestem doskonały. Och, staram się. Albo przynajmniej próbuję sprawiać wrażenie, że jestem. Ale nie jestem. A kiedy zaakceptuję, że nie jestem, mogę zająć się ważnym zadaniem, jakim jest kochanie moich dzieci jako niedoskonała mama. Co oznacza, że ​​mogę je nauczyć od najmłodszych lat, aby nie oczekiwały doskonałości od niedoskonałych ludzi, w tym od nich samych. Mogę im dać przykład, jak zadośćuczynić, gdy ta niedoskonałość prowadzi do zranienia, co nieuchronnie będzie skutkować.

I to pozwala mi zrozumieć, że mi zależy. To znaczy, gdybym się nie przejmował, nie miałbym nic do poczucia winy. Fakt, że czuję się głupio winny z powodu wszystkiego i wszystkiego, dowodzi, że naprawdę chcę robić to, co najlepsze dla moich dzieci. Już sama ta świadomość pozwala mi odetchnąć z ulgą.

Więc następnym razem, gdy poczucie winy mamy skradnie się za mną, gotowa ugryźć, odwrócę się, by stawić temu czoła. Przytulę go i podziękuję za przypomnienie, jak bardzo kocham swoje dzieci. Obiecuję zrobić jedną rzecz (lub przestać robić jedną rzecz), z powodu której czułem się winny. A potem powiem mu, żeby poszedł na wycieczkę.

Ponieważ wiem, że znowu skubie mnie w ramię, zanim jeszcze się odwrócę.