contador gratis Skip to content

Dlaczego otwarcie rozmawiamy o śmierci w naszej rodzinie

nie boi się mówić o śmierci
Jamie Lincow

Śmierć nie jest tematem tabu w naszym domu i nie udaję, że chronię moje dzieci przed prawdą o śmiertelności. Byłam zmuszona zaakceptować gorzką rzeczywistość, gdy mój ojciec zmarł wkrótce po moich 22. urodzinach. Miał zaledwie 49 lat i wciąż jeszcze wiele lat dzieliło go od odprowadzenia mnie do ołtarza lub trzymania swoich przyszłych wnuków; jednak moi synowie i ja często o nim rozmawiamy i rozpoznają, że jest ich biologicznym dziadkiem.

Czasami moi chłopcy będą zadawać pytania o ulubione potrawy mojego taty lub sporty, które lubił uprawiać, a ja zawsze szybko wskazuję jedną z jego ulubionych piosenek, gdy pojawia się w radiu, lub opowiadam im zabawną historię z mojego dzieciństwa, która podkreśla jego kochający zabawę charakter. Pokazałem im zdjęcia, a nawet odtworzyłem stare taśmy 8 mm, żeby mogli zobaczyć go w akcji. Pragnę, aby go rozpoznali, poczuli, że go „znają”, ponieważ pomaga to utrzymać go przy życiu w naszych rozmowach, a zwłaszcza w moim sercu. Z miłością nazywamy go „Dziadkiem Stu”, chociaż nigdy tak naprawdę nie dowiem się, jakie przezwisko wybrałby mój tata, nazywając siebie swoim dziadkiem.

Moi dziadkowie byli długowieczni i żyli, by spotkać się z moimi dziećmi, ale do końca życia mieszkali w Stanach, a mój dziadek zmarł, kiedy moi chłopcy byli jeszcze za młodzi, by go pamiętać. Rozmawiamy o nim i wspominamy wspomnienia, które stworzył razem z chłopcami, ale tylko mój najstarszy syn ma o nim słabe wspomnienie. Jednak kiedy moja babcia wróciła w nasze okolice po śmierci męża, moi trzej synowie mieli okazję poznać ją i pokochać jako swoją prababkę „Nianię”.

Mieszkała we wspólnocie emerytów przez cztery lata, kiedy była sama i z powrotem w sąsiedztwie. Chłopcy uwielbiali chodzić do jej domu, biegać po korytarzach, jeść jej przekąski i po prostu przebywać w jej towarzystwie. Uwielbiałem patrzeć, jak wchodzą z nią w interakcję i wspominałem własne dzieciństwo, gdy patrzyłem, jak uczy ich, jak grać w bierki lub wojnę swoją ulubioną talią kart.

Moi chłopcy rozpoznali, ile ma lat, a kiedy obchodziliśmy jej 90. urodziny, wiedziałem, że lepiej nie brać jej obecności za pewnik. Mieliśmy szczęście, że była z nami i nadal uczyłem moich chłopców częstego dzwonienia do niej, częstych odwiedzin i doceniania czasu spędzonego z nią, ponieważ ona też w końcu dołączyła do innych w niebie.

Moi chłopcy nigdy nie wzdrygnęli się, słysząc te komentarze o śmierci. Nigdy nie płakali i nigdy we mnie nie wątpili. Zadali milion egzystencjalnych pytań o niebo, Boga i życie pozagrobowe. Obchodziłem każdego z ostrożnością i zapewniłem ich, że nikt nie jest sam po śmierci. Niestety zeszłego lata, kiedy niania zachorowała w wieku 92 lat, musieliśmy wielokrotnie powracać do tych pytań. Kiedy dowiedzieliśmy się, że zostało jej tylko kilka dni życia, chciałem, aby moje dzieci zrozumiały, co się dzieje, bez tego, że doświadczenie wydawało się im zbyt chorobliwe.

Razem z mężem postanowiliśmy pozwolić chłopcom (wtedy 9, 6 i 4) zobaczyć się z Nianią, która wtedy była jeszcze spójna. Chociaż nie wyglądała jak kobieta, którą pokochali, wciąż rozpoznawała ich twarze i jak zawsze częstowała ich cukierkami. Moi chłopcy się nie bali. Trzymali ją za rękę, rysowali dla niej obrazy, przytulali ją na pożegnanie i byli w pełni świadomi, że jej koniec jest bliski. Niemniej jednak prosili, aby wracać ze mną codziennie, aż w końcu nadszedł jej ostatni czas.

W tym przypadku pozwoliłem moim dzieciom widzieć mnie w najbardziej bezbronnej sytuacji. Widzieli, jak płaczę i płaczę, a ja nie chroniłem ich przed zimną rzeczywistością, która miała miejsce. Nie żałuję decyzji o włączeniu ich do tego wydarzenia cyklu życia. Wszyscy znaleźliśmy w sobie pociechę i nadal znajdujemy ukojenie, rozmawiając o Niani i przeżywając na nowo zabawne wspomnienia, które razem stworzyliśmy.

W zeszłym tygodniu mój środkowy syn był w sklepie i wskazał magnes, który, jak sądził, pokochałaby niania. „Szkoda, że ​​nie kupiliśmy go do jej kolekcji magnesów” – powiedział. „Ja też” – odpowiedziałem z pełnym sercem i uciskającym gardło.

Chociaż staram się chronić swoje dzieci przed negatywnością i złem na świecie, nie mogę powiedzieć tego samego o doświadczeniu śmierci. Akceptując to i otwarcie o tym rozmawiając, moje dzieci rozpoznają swoje emocje i uczą się z nimi radzić. Budują odporność i umiejętności radzenia sobie, a razem tworzymy książkę pamięci o naszych zmarłych bliskich, która pozostanie na wieczność w naszych umysłach i sercach. Mam nadzieję, że oni również przekażą te wspomnienia swoim dzieciom i przyszłym pokoleniom naszej rodziny.