contador gratis Skip to content

Dlaczego podziwiam moje 12-letnie transpłciowe dziecko

podziwiaj moje transpłciowe dziecko
nito100 / Getty

“Fin!” Nauczyciel mojego syna mówi – głośno – na początku jednej z jego zajęć wzbogacających. „Słyszałem, że jesteś transpłciową. Nie mam pojęcia! Czy twoja siostra też to ma?

Mój 12-letni syn, oniemiały, wpatruje się w starszą kobietę. Milczy tak długo, że powtarza pytanie.

„Czy twoja siostra też ma transpłciowość?”

„To nie jest choroba” – odpowiedział mój syn. „I nie, ona nie jest transpłciowa”.

Dyskomfort Finn musiał przekazać się nauczycielce, ponieważ zniżyła głos. „Czy powinienem nic nie mówić?” zapytała.

“Nie, jest w porządku.”

Chociaż mój syn wszedł do szkoły jako niejawny lub „podstępny”, podzielił się faktem, że był transpłciowy z kilkoma przyjaciółmi. Nieuchronnie inne dzieci usłyszały to pocztą pantoflową i miały kilka pytań.

– Więc kiedyś byłaś dziewczyną?

„Nie, nigdy nie byłam dziewczyną” – odpowiedział Finn.

“Więc chcesz być dziewczyną?”

“Nie!”

„Czy masz penisa?”

“Nie twój interes.”

Jego koledzy z klasy stracili potem zainteresowanie całym tematem. Czasami dostaje pytania, ale jego rówieśnicy w większości przyjmują fakt, że jest transpłciowy. Moja teoria jest taka, że ​​odkąd znali go jako Finna, chłopca, od momentu, gdy spotkali się kilka lat temu, postrzeganie go jako innego / innego / kobiety nie jest tak naprawdę możliwe.

Wiele z tych samych pytań – i nie tylko – zadaje nauczycielowi.

„Czy dostałeś strzał?” pyta nauczyciel.

„Jest więcej niż jeden strzał” – mówi mój syn.

„Więc jeszcze nie przeszedłeś okresu dojrzewania?”

„Uhhhhh…”

„Czujesz się nieswojo, prawda?”

Potakuje.

Kiedy mój syn przekazuje mi tę rozmowę, może stwierdzić, że jestem wściekły. Nie powinien być zmuszony do wygłaszania wykładu „Trans 101” z dorosłymi w swojej szkole – ani z nikim innym.

„Mamo, proszę, nie mów nic szkole. Lubię nauczyciela; ona jest ładna. Nie była ignorantką, była po prostu ciekawa ”.

Mój syn odegrał wiele ról ze swoim terapeutą oraz ze mną i moim mężem w domu. Wie, że nie musi odpowiadać na osobiste pytania. „Czy masz penisa?” „Jakie było Twoje stare imię?” „Będziesz mieć operację?” Po prostu nigdy nie wyobrażałem sobie, że osoba zadająca mu tego typu pytania będzie nauczycielem w jego szkole.

Kilka tygodni po tym, jak to się dzieje, znana mi kobieta, która prowadzi organizację non-profit wspierającą rodziny transpłciowe, dzwoni w sprawie niezwiązanej z tym problemem. Pyta mnie, czy uważam, że szkoła wykonała odpowiednią pracę, edukując personel na temat dzieci transpłciowych.

Śmieję się głośno.

Mówię jej o tym, że awatar iPada mojego syna nadal jest kobietą, pomimo zmiany imienia i nazwiska oraz oznaczenia płci.

Opowiadam jej o komputerze w kawiarni, który przez większą część roku działał domyślnie na jego starej fotografii i nazwisku. Jeden z kasjerów zwrócił monitor w stronę mojego syna i wszystkich stojących za nim, mówiąc: „Czy to ty?” Zaprzeczył i wyszedł z szeregu. Nie jadł tego dnia i nie kupiłby lunchu, dopóki nie mogłem zagwarantować, że to się więcej nie powtórzy.

Następnie opowiadam jej o rozmowie z nauczycielem.

„Wygląda na to, że potrzebują dużo więcej edukacji” – mówi z westchnieniem.

Jestem wdzięczny jej i wszystkim osobom, które działają na rzecz mojego syna i innych osób transpłciowych oraz ich rodzin. Jestem wdzięczny jego terapeucie za udostępnienie mu narzędzi do radzenia sobie z niezwykle osobistymi – i często inwazyjnymi – pytaniami, które ludzie zadają mu na temat bycia trans.

Przede wszystkim jestem wdzięczny za dobrze przystosowanego, szczęśliwego dzieciaka, który koncentruje się na dobroci w ludziach.