contador gratis Skip to content

Dlaczego rodziny z dwojgiem rodziców to za mało

kierownictwo rodzin nuklearnych
Straszna mama i H. Armstrong Roberts / ClassicStock / Getty

Jestem zdumiony liczbą ludzi, którzy utożsamiają posiadanie męża i „nuklearnej rodziny” z posiadaniem idealnej struktury rodzinnej. Chociaż dorastałem z samotną matką i wieloma krewnymi, którzy pozytywnie przyczynili się do mojego rozwoju, byłem przekonany, że w jakiś sposób to przegapiłem, ponieważ brakowało mi obecnego ojca.

Po latach jestem dorosłą kobietą, żoną i matką dwójki dzieci. Ale moje życie nie jest łatwiejsze niż życie mojej matki; jest po prostu inny.

Ponieważ mój mąż ma pracę wymagającą częstych podróży, spędzam dużo czasu sama z dziećmi, podobnie jak moja mama. Ale w przeciwieństwie do mojej mamy nie mam takiego wsparcia rodziny jak ona.

Niedawno kwestionowałem pojęcie „nienaruszonej rodziny nuklearnej” jako klucza do udanego rodzicielstwa – i doszedłem do wniosku, że nasz priorytet nad indywidualizmem i rodziną nuklearną to bzdury.

Wydaje się, że jako Amerykanie preferujemy indywidualistyczny styl życia i nadajemy mu priorytet. Opuszczamy nasze rodziny, robimy własne rzeczy i mamy obsesję na punkcie samowystarczalności i niezależności.

Ale to nie są zwyczaje ani tradycje, które chcę, aby moje dzieci przyswoiły sobie. Oczywiście chcę, aby moje dzieci były niezależne i jestem wdzięczny, że moje dzieci mają relacje z ojcem w sposób, w jaki nigdy nie miałem z moim. Ale to nie znaczy, że ich ojciec i ja moglibyśmy kiedykolwiek być wszystkim, czego potrzebują. Potrzebują więcej niż my.

W tym momencie mojego życia czuję się tak, jakbym został okłamany. Regularnie mówiono mi, że to, co robiła moja matka, wychowując nas z dalszą rodziną, a nie rodziną nuklearną, było złym sposobem na życie. Ale pod wieloma względami to zbiorowe podejście do wychowywania dzieci było o wiele bardziej korzystne dla zdrowej rodziny niż moja obecna sytuacja. Bo chociaż moje dzieci wychowuje dwoje rodziców, często jestem sama (kiedy mój mąż pracuje daleko od domu) i nie mamy w pobliżu dalszej rodziny. Mając taką możliwość, chętnie powróciłbym do tradycji zbiorowego wychowywania dzieci i wychowywałbym je w środowisku wiejskim.

Nie zrozum mnie źle, posiadanie dwóch osób do wychowania dziecka jest często łatwiejsze niż posiadanie tylko jednej. Ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek było to zamierzone tylko dwoje ludzi do wychowywania dzieci.

Rodzicielstwo – i ogólnie życie – tak wiele od nas wymaga. Nie możemy tego zrobić sami. Nigdy nie mieliśmy do tego celu. Ale bez szerszego zrozumienia niedociągnięć indywidualizmu będziemy nadal postrzegać naszą potrzebę wspólnoty i wsparcia jako deficyty w nas samych.

To uderza szczególnie mocno dla mnie jako czarnej kobiety. Wielokrotnie jesteśmy napiętnowani dalszymi rodzinami. Mówi się nam, że sposób, w jaki kochamy i rozwijamy się, jest zły. Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek zaakceptowałem kłamstwo, że rodzicielstwo w rodzinie nuklearnej jest „właściwą” drogą lub że tak długo zajęło mi dostrzeżenie korzyści z wychowywania dzieci w połączeniu z siecią innych, którzy są zainwestowani w sukces tych dzieci.

Wielu z nas kwestionuje pojęcie indywidualizmu w życiu rodzinnym, kiedy na przykład prosimy rodzeństwo, aby zachowywało się jak rodzice podczas naszej nieobecności lub wysyłamy nasze dzieci do domu dziadków, abyśmy mogli udać się na randkę. Wybór rodziców chrzestnych to kolejny potężny sposób na rzucenie wyzwania mentalności „dwoje rodziców może zrobić wszystko”.

Jasne, zaufanie do naszych dzieci komuś innemu jest przerażające. Ale myślenie, że powinniśmy być w stanie zrobić to wszystko sami, jest niepraktyczne. Chociaż mamy indywidualne gospodarstwa domowe, ostatecznym celem jest dla nas dorastanie i bycie produktywnymi członkami społeczeństwa. Abyśmy mogli wnosić wkład do społeczeństwa w sposób, który pomaga „zbiorowemu my”, potrzebujemy siebie nawzajem.

A co by było, gdybyśmy nauczyli się inaczej patrzeć na wychowanie dzieci w społeczności? Być może zamiast mówić negatywnie o rodzicach, którzy potrzebują dodatkowej pomocy, wspieramy wszystkich rodziców – zwłaszcza tych, którzy mają trudności – wkraczając, gdy sytuacja staje się trudna.

Myślę, że zrobilibyśmy więcej niż pomoc rodzicom w potrzebie. Przynieślibyśmy również korzyści całemu społeczeństwu. Nietrudno sobie wyobrazić, że im bardziej aktywną rolę odgrywamy w wychowywaniu wszystkie dzieci, tym bardziej będziemy odpowiedzialni za siebie nawzajem – i tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będziemy sobie nawzajem krzywdzić.

Zamiast tego karmimy nasze dzieci kłamstwem, że wszystko będzie lepsze, jeśli tylko wybierzemy odpowiedniego partnera, który pomoże nam wychować nasze dzieci. Jedna osoba nigdy nie wystarczy, aby zapewnić naszym dzieciom wszystko, czego potrzeba, aby przygotować się na emocjonalne wzloty i upadki, które towarzyszą dorastaniu. Jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci kolorowych, które często wychodzą z sytuacji, w której brakuje pokoleniowego bogactwa i pozycji społecznej. Nasze dzieci potrzebują wszelkiej pomocy, jaką możemy udzielić, a ten potencjał mogą osiągnąć tylko wtedy, gdy wszyscy pomożemy.

Oczywiście moje życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby mąż częściej przebywał w domu. Ale nadal trudno byłoby być geograficznie odizolowanym od rodziny. Problemem nie jest wychodzenie z domu; problemem jest odosobnienie, które odczuwa wielu rodziców w naszym społeczeństwie. Wyobraź sobie, że znaleźliśmy sposób na współpracę, aby rodzicielstwo było mniej izolujące i bardziej wspierające.

Istnieje powszechne przekonanie, że życie jest łatwiejsze, jeśli masz dwoje rodziców. Ale podczas gdy niektórzy moi samotni przyjaciele zazdroszczą mi, że poślubiłem ojca moich dzieci, patrzę na nich z zazdrością, obserwując, jak ich wioska rozrasta się i łączy, aby pomóc wychować ich dzieci. Bo koniec końców, im więcej miłości jest dostępna dla naszych dzieci, tym lepiej wszyscy będziemy.