contador gratis Skip to content

Dlaczego sporty młodzieżowe są trudniejsze dla rodziców niż dzieci

Niespokojna mama sportowa
RapidEye / Getty Images

W każdą sobotę sezonu koszykarskiego można mnie spotkać siedzącego nerwowo na skraju niektórych trybun, z niespokojnym wzrokiem wlepionym w boisko. Mój syn nie gra o szansę w NBA, przed harcerzem z college’u ani nawet po to, by wygrać ważny turniej stanowy – ma osiem lat i gra raz w tygodniu w drużynie YMCA. Ale patrzeć, jak patrzę mumożna by pomyśleć, że wiele zależało od jego występu.

Bez względu na to, jak bardzo staram się to utrzymać, krzywię się, wzdycham i eksploduję z radosnym, echem „WOOHOO!” kiedy robi strzał. Ani trochę nie przesadzam, kiedy mówię, że moje serce bije przez cały czas – tak bardzo, że monitor fitness, który noszę na nadgarstku, dosłownie liczy to jako trening. Mówię sobie, żeby być spoko, że on po prostu gra w fajną grę bez stawek, że powinienem naprawdę CTFD. Ale dla mnie – i dla każdego rodzica, który kiedykolwiek chciał, aby jego dziecko odniosło sukces – stawka jest wysoka. Ponieważ nie chodzi o samą wygraną. Chodzi o uczucia mojego dziecka, które są dla mnie ważniejsze niż jakakolwiek nagroda na ziemi.

Wiem, jak mój syn reaguje, gdy jego drużyna przegrywa. Obwinia się, biorąc porażkę osobiście, rozczarowany, że nie grał tylko trochę lepiej – nawet gdy grał najlepiej, jak potrafił. Oczywiście zawsze mu przypominam, że nie może wygrać każdego meczu i zwracam uwagę na wspaniałe chwile, jakie przeżywał jego zespół pomimo porażki i jak dużo radości sprawia mu gra. A jego rozczarowanie nigdy nie trwa długo, ale bez względu na to, jak krótkotrwałe, początkowe przygnębienie w jego dużych, ponurych brązowych oczach jest zawsze jak cios w brzuch.

Pamiętasz, jak rodzice gimnastyczki Aly Raisman nerwowo (i uroczo) obserwowali jej rywalizację na igrzyskach olimpijskich? Zdjęcia i wideo z ich reakcji stały się wirusowe; w ich kuliznach, pochyleniach i chwytaniu się za siedzenie, wszyscy widzieliśmy trochę siebie. Ponieważ jak wie każdy rodzic, który kiedykolwiek oglądał swoje dziecko na zawodach lub występach, jest to absolutnie denerwujące. Olimpiada czy nie.

Jako rodzice, nasze uczucia wyraźnie odzwierciedlają to, co czują nasze dzieci. Ich nadzieje są naszymi nadziejami. Ich złamane serce to nasz zawód. A kiedy wysyłamy ich na boisko, boisko lub scenę, denerwujemy się dla im. Każdy instynkt każe nam chronić ich przed wszystkimi złymi rzeczami, a jednak jesteśmy tutaj: siedzimy bezradnie na widowni, pozbawieni wszelkich możliwości ochrony ich przed całkowitym upadkiem w płomieniach, oferując wsparcie, ale niewiele więcej.

Albo będą latać, albo spadać, a my – ludzie, którzy są najbardziej zaangażowani emocjonalnie w wynik – jesteśmy tymczasowo zredukowani do roli widza, który nie jest w stanie nic zrobić poza staniem z tyłu i patrzeniem. Nikt inny nie wie więcej o tym, jak ciężko pracowali, ile wysiłku włożyli w to, co robią. Nikt inny nie chce więcej, aby wyszli zwycięscy i uśmiechnięci. Nikt inny nie musi ich pocieszać, kiedy tego nie robią.

Moje dziecko po prostu gra w trzecią klasę koszykówki, która jest sportem stosunkowo mało ryzykownym, a ja nadal obserwuję przez palce znaczną część meczu. Nie wyobrażam sobie bycia rodzicem, którego dziecko rywalizuje w czymś, co wiąże się z bardzo realną szansą na kontuzję. Dodanie tego do presji emocjonalnej sprawiłoby, że wiłbym się w niekontrolowany sposób na moim miejscu (lub w ogóle wyskoczyłby z niego).

Jak większość dzieciaków, mój jest ambitnym marzycielem i chce grać w koszykówkę w liceum i college’u, a następnie przejść do NBA. Wiem, że realistycznie rzecz biorąc, będzie bardziej prawdopodobne, że skończy pracę biurową, być może będzie trenerem drużyny koszykarskiej swojego dziecka w wieku podstawowym, a ja nigdy nie będę musiał siedzieć (skręcać się?) Na boisku na zawodowym meczu koszykówki. Ale nawet jeśli to zrobię, nie będzie to trofeum ani tytuł, o który się martwię, bez względu na to, jak prestiżowy. To moje dziecko, zawsze moje dziecko i szczery przymus rodzica, aby chcieć tylko dobrych rzeczy w jego imieniu.