Saltar al contenido

Dlaczego zabiłem mojego byłego męża

lalka voodoo z byłym mężem

lalka-voodoo-byłego męża Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Rozwód wieje. Po prostu nie ma łatwego sposobu, aby to ująć. Nie jestem pewien, jak większość ludzi to przeżywa, nie mówiąc już o zaufaniu komuś sercem i ponownym ślubie. Czasami myśl o tym wprawia mnie w zakłopotanie. Kiedy ludzie pytają, jak przezwyciężyłem smutek i złość, które miałem po rozwodzie, odpowiadam, że to był wybór. Musiałam zdecydować się zabić mojego byłego męża.

Ominięcie wszystkich brzydkich rzeczy, które mają miejsce pod koniec małżeństwa, jest trudne. Przechodzenie przez pętlę kręcącego się filmu, która nieustannie odtwarzała się w mojej głowie, pętla każdej bolesnej rzeczy, która została powiedziana i zrobiona, było bolesne. Porzucenie, które czułam, było zagmatwane. Czasem przejście obok tego wydawało się niemożliwe. Było to niemożliwe, ponieważ nie mógł powiedzieć nic, co mogłoby kiedykolwiek naprawić to, co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku naszego małżeństwa. Zmienił się. Mężczyzna, któremu złożyłem śluby i któremu się zobowiązałem, zmienił się. Odszedł, a pozostał człowiekiem, którego ja i ci, którzy go dobrze znali, ledwo mogliśmy rozpoznać.

Żal zmienił mojego ówczesnego męża. Łatwo jest zrozumieć, dlaczego nastąpiła zmiana. Nagle stracił mamę. Wszyscy to zrobiliśmy. To było tragiczne i bolesne dla wszystkich. Wszyscy się smuciliśmy. Zasmuciliśmy się; zasmucił się; zmienił się. Był zły i karał bliskich mu słowami, które przeszywały mnie do głębi. A potem wyszedł. Jeśli spojrzę na nasz związek z jakiejkolwiek perspektywy, zobaczę, że opuścił mnie miesiące i miesiące wcześniej… ale wtedy czułam się zaślepiona.

Kiedy to było zrobione… kiedy to było naprawdę skończone i pozwoliłem sobie odpuścić, zaakceptować fakt, że osoba, którą poślubiłem, nigdy nie wróci, musiałem wymyślić, co robić. To, co się stało, było zrobione, więc musiałem zrobić wszystko, co konieczne, aby przejść dalej dla moich dzieci i dla mnie. Musiałem znaleźć sposób, żeby jakoś przez to przejść i znowu się poskładać.

Więc psychicznie zabiłam męża. Zabiłem pomysł, że mężczyzna, którego kiedyś poślubiłem, wciąż istnieje. Zabiłem wizje naszej wspólnej przyszłości. Zabiłem marzenia, które dzieliliśmy i życie, które razem budowaliśmy. Zabiłem tę część mojego życia, która nie była już możliwa. Zasmuciłem osobę, która już nie istniała, i uwolniłem go. Przyjąłem nową wersję mężczyzny, którego poślubiłem, jako zupełnie inną osobę. Stara wersja już nie istniała, więc musiałem przestać porównywać nową wersję do tej, którą kiedyś tak dobrze znałem. On poszedł. On już nie istniał. On umarł.

Mentalne zabicie go, osoby, którą kochałem, i pozwolenie sobie na opłakiwanie tej straty, pozwoliło mi pójść naprzód z nieznajomym, który go zastąpił.

Nadal pozwala mi zachować uśmiech na twarzy i złość z dala od serca.

Pozwala mi patrzeć w przyszłość i nigdy nie patrzeć wstecz.

Pozwala mi z szacunkiem rozmawiać z chłopcami o ich ojcu, wyobrażając sobie mężczyznę, którego kiedyś szanowałem i kochałem.

Opłakując stratę męża, zabijając go w myślach, mogę opłakiwać tę stratę i rozpocząć nowy rozdział.

„Opaska” będzie w jakiś sposób przeplatana przez każdy rozdział mojego życia, kiedy chłopcy są jeszcze młodzi, ale teraz mogę iść do przodu bez oglądania się za siebie.

A przyszłość wygląda dobrze.

I dzięki temu czuję się lepiej.

A następny rozdział mojego życia czeka…

Powiązany post: List otwarty do mojego byłego męża