contador gratis Skip to content

Dlaczego zadowalanie się „wystarczająco dobrym” czyni mnie lepszą mamą

zadowalanie się-wystarczająco dobrym-czyni-mnie-lepszą-mamą-opisaną

© Shutterstock

Słyszałem kiedyś, że bycie matką oznacza nauczenie się życia z sercem na zawsze unoszącym się poza ciałem. Jest to prawdą na więcej sposobów, niż mogłem sobie wyobrazić. Wraz z ciągłym zmartwieniem, w który jako matki angażujemy się, gdy tylko zaczynamy rodzicielstwo, oczekuje się od nas również, że dokonamy niemożliwego.

Oczekiwania, jakie mają wobec nas inni, są nie tylko całkowicie oburzające, ale wręcz nieosiągalne. Zapomnij o „nadążaniu za Jonesami”… staramy się nadążyć za Cleavers! Cóż, nowinki mamusie – Barbara Billingsley (aktorka, która grała June Cleaver) spędziła swoje prawdziwe życie jako mama jako rozwiedziona samotna kobieta, po prostu próbując utrzymać głowę nad wodą. Nawet June Cleaver nie może być June Cleaver, więc dlaczego mielibyśmy to robić?

Jako mamy mamy zadbać o wszystkie podstawowe potrzeby drugiego człowieka. Musimy także być ich osobistymi artystami, jednocześnie utrzymując nieskazitelne gospodarstwo domowe wolne od wszelkich zagrożeń, brudu i kurzu. Musimy nauczyć nasze dzieci doskonałych manier, a jeśli wpadną w złość (sap!), Oczekuje się od nas odpowiedniej reakcji w oparciu o filozofię dyscypliny osobistej każdego widza.

Musimy mieć idealne małżeństwo, idealny dom, minivana i samochód sportowy. Musimy mieć nieskończoną cierpliwość, nigdy nie tracąc panowania nad sobą i nie podnosząc głosu. Kolacja musi być zdrowa, organiczna i nigdy nie przetworzona – och, i musi wyglądać, jakby należała do Pinteresta. Nigdy nie wolno nam pozwalać naszym dzieciom oglądać telewizji ani mieć żadnych urządzeń elektronicznych, a nawet nie zaczynać od perfekcyjnie zaplanowanych czynności, które mają bez wysiłku prowadzić nas przez cały dzień.

Oczekuje się, że osiągniemy to wszystko, a nawet więcej, bez snu, majacząc z wyczerpania, zero czasu na doładowanie się i, najczęściej, bardzo mało wsparcia z zewnątrz. O tak, i nie zapomnij o tym idealnym uśmiechu, abyśmy mogli opublikować wszystkie kamienie milowe naszego wspaniałego małego pakietu na Facebooku.

Więc co daje mamom? Dlaczego karmimy się tym SZALONYM postrzeganiem wszystkiego, co „powinniśmy robić”, a czego nigdy nie możemy w pełni osiągnąć? Co gorsza, dlaczego tak mocno wkurzamy siebie nawzajem i swoje wybory rodzicielskie? Czy nie staramy się po prostu robić wszystkiego, co w naszej mocy? Czy nie wszyscy chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci?

Wartości, które mam nadzieję zaszczepić mojemu dziecku, dotyczą sportowego współzawodnictwa, a nie samokontroli. Kiedy innym ludziom powodzi się dobrze, nauczę go, jak ich kibicować, a nie knuć, aby ich pokonać. Kiedy mu się uda, nauczę go, by trzymał się blisko ludzi, którzy cieszą się z jego sukcesu.

Dlatego ślubuję dawać przykład. Nie ma absolutnie nic złego w odrobinie przyjacielskiej rywalizacji w życiu; jednak w świecie rodzicielstwa zaszło to za daleko. Rzucam tutaj flagę. Poddaję się temu, że nigdy nie będę najlepszym piekarzem na szkolnej wyprzedaży wypieków. Nigdy nie urządzę najlepszego przyjęcia urodzinowego, na jakie ma nadzieję czterolatek. Nigdy nie dam dziecku wszystkiego, czego zapragnie jego małe serce. Wiesz co jeszcze? Cieszę się. Może nie jestem najlepszą mamą w oczach świata, ale w oczach mojego syna jestem jego światem. To mi wystarczy!