contador gratis Skip to content

Dlaczego zawężenie kręgu przyjaciół uczyniło mnie szczęśliwszym

Zawęziłem krąg przyjaciół i nigdy nie byłem szczęśliwszy
Zobacz Apart / Shutterstock

Kiedy byłam w piątej klasie, po raz pierwszy zasmakowałam traktowania wrednej dziewczyny. Będąc nowym dzieckiem i przeprowadzając się do miasta z innej części kraju, w mojej nowej klasie ciężko się przystosowałem. Dziesięcioletnie dziewczyny potrafią być okrutne, a ja często bezlitośnie drażniłem się z moim ubraniem, włosami i jankeskim akcentem. Tęskniłem za przyjaciółmi w domu i byłem nieszczęśliwy.

Pewnego szczególnie złego dnia, po tym, jak dokuczanie i chichotanie wydawało się zbyt trudne do zniesienia, mama posadziła mnie i wyjaśniła „prawdę” o kobietach i przyjaźni. Delikatnie powiedziała mi, że będę miał w życiu wielu znajomych, ale kiedy wszystko zostanie powiedziane i zrobione, będę miał tylko kilku przyjaciół „Lewej Ręki”.

Powiedziała mi, że pewnego dnia zdam sobie sprawę, że mógłbym policzyć liczbę ludzi, którzy poruszą dla mnie niebo i ziemię na mojej lewej ręce. Wyjaśniła, że ​​przyjaźnie dotyczą jakości, a nie ilości, i że dziewczyny, które bezlitośnie mi dokuczały w piątej klasie, nie należą do tych, które uważam za bliskie przyjaciółki. Moja 10-latka zmagała się z poglądem, że przyjaźń to nie liczba dziewczyn podążających za tobą na placu zabaw, i wątpiłem w jej rady.

Kiedy dorastałem i wkroczyłem w erę mediów społecznościowych, życie stało się morzem e-maili, SMS-ów i powiadomień od ludzi z mojej przeszłości, o których sądziłem, że już dawno odeszli. Wraz z pojawieniem się Facebooka nagle te wredne dziewczyny z piątej klasy chciały podzielić się ze mną zdjęciami swoich nowych dzieci i prawie codziennie słyszałem od znajomych z liceum i college’u.

Kiedy miałem dzieci, dodałem mamę przyjaciół do mojej dużej, stale rozwijającej się sieci społecznościowej. Praca wolontariacka pozwoliła mi nawiązać kontakt z innymi mamami, a moje dni wypełniały komisje, imprezy w klasie i wycieczki terenowe. Wszędzie, gdzie się odwróciłem, otaczały mnie przyjacielskie pogawędki, osobiste lub internetowe, a jednak kiedy naprawdę spojrzałem na relacje w moim życiu, zdałem sobie sprawę, że moja mama mogła mieć rację. Chociaż nigdy nie brakowało mi kogoś, z kim mógłbym porozmawiać, przez cały dzień czułem się samotny, nawet otoczony ludźmi. Moje życie nie było wypełnione tak bardzo, jak wypełnione po brzegi intensywnymi spotkaniami.

Kiedy patrzyłem na listę znajomych na Facebooku, która liczyła kilkaset osób, zdałem sobie sprawę, że otaczają mnie przyjaźni ludzie, ale niekoniecznie prawdziwi przyjaciele. Kiedy dotarło do mnie, że to uświadomienie sobie, było przygnębiające, a nawet denerwujące. Jak mogłem pozwolić, by moje życie wypełniło się ludźmi, którzy choć znali mnie społecznie, nie znali moich głębokich pasji, aspiracji i celów życiowych?

Nie znali myśli stojących za moimi działaniami i zauważyłem, że pojawiło się zjadliwe zachowanie, ponieważ ludzie nie poświęcali czasu na rozwiązanie sporu. Dokładnie przyjrzałem się moim przyjaźniom i związkom i na pewno miałem przyjaciół z Lewej Ręki, którzy utknęli ze mną na dobre i na złe. Ci przyjaciele, którzy widzieli mnie w najgorszym momencie, a mimo to odbierali telefony. Ci przyjaciele, którzy nie uważali mnie za tylko kciuk w górę na zdjęciu na Facebooku lub tag na zdjęciu z imprezy szkolnej.

Zrozumiałem również, że hałas wypełniania mojego świata znajomymi i przyjaznymi ludźmi uniemożliwia mi kultywowanie i utrzymywanie relacji z przyjacielem Lewej Ręki. Być może dzięki mądrości, która pojawia się po czterdziestce, stwierdziłem, że nie jestem już skłonny przedkładać ilości ponad jakość, jeśli chodzi o moje przyjaźnie. Moje dzieci się starzeją, a ja skupiam się bardziej na karierze, którą kocham. Nie mam już czasu na bzdury, które towarzyszą utrzymywaniu relacji po prostu na pokaz lub na uprzejmość.

W zeszłym roku ograniczyłem krąg przyjaźni do maleńkiej sieci zaufanych przyjaciół i nigdy nie byłem szczęśliwszy. Moi przyjaciele, ci, którzy wzbogacają moje życie i napełniają mnie radością, stali się dla mnie priorytetem i wiem, że ja też jestem jednym w ich życiu. Powiedziałem „nie” wypełnianiu mojego życia bezsensownymi interakcjami i ludźmi, którzy zaśmiecają moje życie niepotrzebnym dramatem na rzecz kręgu przyjaciół, którzy podnoszą mnie na duchu i wypełniają moją duszę, gdy jestem wyczerpany. Mój kalendarz towarzyski jest obecnie znacznie spokojniejszy, ale moje życie jest pełniejsze niż kiedykolwiek.

Nie przejmuję się już tym, ilu mam przyjaciół, i nie przepraszam za to, że nie poświęcam czasu na jednostronne lub wysysające duszę relacje. I za każdym razem, gdy patrzę na swoją lewą rękę od czasu przedefiniowania mojej sieci społecznościowej, przypomina mi się, że mam przyjaciół, którzy mnie wspierają i nigdy nikomu nie powiedzą, jaki jestem naprawdę, po kilku zbyt wielu chardonnay (wiesz, kim jesteś ). Teraz wiem też, jakie mam szczęście, że mam przyjaciół z Lewej Ręki i zamierzam złapać ich obiema rękami i nigdy nie puścić.

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polub naszą nową stronę na Facebooku, To osobiste, wszechstronne miejsce do dyskusji na temat małżeństwa, rozwodu, seksu, randek i przyjaźni.