Dlatego pozwalam dzieciom spać po śnie

Dlatego pozwalam dzieciom spać po śnie

Pora snu
NataliaLeb / Getty

W moim salonie panuje porządek. Moje dzieci krzyczą ze śmiechu, podskakują i radośnie przewracają się, wyskakując poza zasięg swojego taty – który wygląda na to, że sam dobrze się bawi. Kiedy marzyłem o własnej rodzinie, wyobrażałem sobie taki rodzaj więzi (dobrze, może nie całkiem tak głośno, ale nieważne). Obserwuję z holu, śmiejąc się razem z nimi, moje serce puchnie od wszechogarniającej miłości, którą może poznać tylko matka obserwująca swoją rodzinę.

Jest tylko jeden problem z tym scenariuszem: jest 8:45 w wieczór szkolny, a większość z nich miała leżeć w łóżku piętnaście minut temu.

Nie byłby to tak duży problem, gdyby moje dzieci były starsze, ale tak nie jest – moje najmłodsze są dopiero w przedszkolu, a najstarsze ma dwanaście lat – i jestem pedantem, jeśli chodzi o regularne spanie. Wiem, jak ważny jest dobry sen w nocy (i jak marudny są rano, jeśli go nie dostają). Ale jak to się ma do znaczenia czasu dobrej jakości? Ponieważ wydaje się, że pora snu to jedna z najlepszych okazji, aby wcisnąć w to trochę tego: to jak magiczne okno na ich świat, te cenne chwile, kiedy się otwierają i dzieje się to, co dobre.

Każdy, kto ma dzieci, wie, że jest mistrzem w opóźnianiu snu. Kiedy idę do siebie, nagle są „spragnieni” lub „głodni” (dzwonię do BS w obu przypadkach) lub zapomnieli zrobić coś bardzo ważnego, żargon poczekaj do rana. Kiedyś denerwowało mnie to bez końca, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że ich pragnienie przedłużenia czuwania sprawia, że ​​są bardziej otwarci na rozmowę. Te same skulone dzieci, które odpowiadają „dobrze”, gdy pytam „Jak minął dzień?” nagle są szczęśliwi, że godzina po godzinie opowiadają o tym, co wydarzyło się w szkole.

Zrobią wszystko, by nie zasnąć, od głupich, beztroskich rozmów po zaskakująco głębokie rozmowy. Opisują nowe pomysły, dzikie i naciągane, a ja podziwiam głębię i zakres ich wyobraźni. Szepczą niepewność w ciemność, gdzie wydaje się łatwiejsze do powiedzenia trudnych rzeczy: rozładowywania problemów, które ich trapią, stwarzania okazji do rozmowy na głębsze tematy, takie jak zastraszanie, presja rówieśników i poczucie własnej wartości.

W tych czasach nikt nie jest rozproszony i nic nie konkuruje o naszą uwagę. Nikt nie koncentruje się na niczym innym, jak tylko na tym, co się dzieje, i żadne twarze nie są ukryte w ekranach. Potrafię przeczesać palcami ich pierzaste włosy, tak jak to robiłam, gdy były jeszcze dziećmi i byłam centrum ich wszechświata. Mogą trzymać mnie za rękę i pogłaskać mnie po ramieniu lub położyć głowę na moich kolanach i wiedzą, że mają moją niepodzielną uwagę.

Mogą też mocować się, skakać i tarzać z ojcem, łącząc się w szczególny sposób.

Bez względu na to, z czego się składa, pozwala nam być razem, choćby przez kilka minut, w sposób, który oznacza o wiele więcej niż godziny spędzane obok siebie, ale pochłonięte własnymi działaniami.

Kiedy się starzeją i bardziej angażują się w zajęcia pozalekcyjne, gry i znajomości, czuję, że mamy coraz mniej czasu na prawdziwe połączenie. Nawet więzi przed snem nie działają każdej nocy. Ale kiedy to się stanie, wykorzystuję okazję. Na pewno potrzebują snu, ale uważam, że pielęgnowanie najbliższych relacji jest równie ważne dla dobrego zdrowia, jak sen – a jeśli oznacza to, że kilka razy w tygodniu ma się o pół godziny mniej przymykać oczu, to niewielka cena. zapłacić. Więc pozwoliłem im spać po wyznaczonym czasie snu, ponieważ to pomaga o wiele bardziej niż boli.

Myślą, że wzywają mnie do późniejszego pójścia do łóżka i pozwalam im dalej o tym myśleć. Ponieważ to, czego nie wiedzą, w rzeczywistości robi im – i ich rodzicom – bardzo dużo dobrego.