contador gratis Skip to content

Do naszego przyszłego prezydenta: Pracujące matki potrzebują Twojej pomocy

Do naszego przyszłego prezydenta: Pracujące matki potrzebują Twojej pomocy
Regan Long

Szanowny Przyszły Prezydencie,

Jutro zrobię coś nie do pomyślenia. Jeszcze raz pominę noworodka. Moje serce pęknie, mimo że modlę się, abym po raz czwarty nie musiała doświadczać tego bólu.

Mam zaostrzyć. Przypomina mi się, że powinienem być wdzięczny, że mam pracę. Ciągle słyszę, że mam najłatwiejszą pracę jako nauczycielka i najlepszy harmonogram, na jaki może liczyć pracująca matka.

Tak, wzmocniłem się. Tak, jestem wdzięczny, że mam pracę. I tak, mam wspaniały harmonogram jako pracująca matka.

Ale oto jestem, przygotowując się do ponownego opuszczenia mojego nowego dziecka.

Jutro rano będę ścigać się po domu, aby upewnić się, że przed wyjściem do pracy mogę zrobić dla moich dzieci jak najwięcej. I pomimo tego, że jestem tylko jedną z setek tysięcy pracujących matek, które muszą robić to, co muszą dla swojej rodziny, moje serce pęka, bo wiem, że one też cierpią i tęsknią za swoim dzieckiem.

Ciężka praca? Ja się tego nie boję. Mógłbyś nazywać mnie „mamą przedsiębiorcą”, ponieważ założyłem biznes fotograficzny, biznes fitness, karierę pisarza i mam pracę na pełny etat jako nauczyciel. Nie, przyszły panie prezydencie, nie boję się ciężkiej pracy, nie potrzebuję też poklepywania się po plecach.

Czy to czyni mnie wspaniałą żoną i matką? Czy to czyni mnie wybitnym obywatelem i podatnikiem? Czy to stawia mnie w elitarnej kategorii ponad innymi? Nie. Na pewno nie w najmniejszym stopniu.

Po prostu czyni mnie przyzwoitą osobą. Pokazuje, że zrobię wszystko, aby moja rodzina miała to, czego potrzebują. Naprawdę czuję się błogosławiony, że mogę pomóc w utrzymaniu naszej rodziny na powierzchni.

Jesteśmy typową rodziną z klasy średniej. Mój mąż i ja mamy dobrą pracę. Ciężko pracujemy i zapewniamy dach nad głowami czwórki naszych dzieci, ciepłe łóżka do spania i pełne brzuszki każdej nocy. Nasze dzieci mają wszystko, czego potrzebują. Jednak dzięki samej łasce Bożej udaje nam się to każdego miesiąca po spłaceniu naszego kredytu hipotecznego, pożyczek szkolnych i rachunków.

Ale jeśli zapytasz nasze dzieci, czego chcą najbardziej, powiedzą Ci „nas”. Chcą swojej mamy.

Jutro ocieram łzy, odrywam maluchy z nóg, rozluźniam maleńkie paluszki z szyi i omijam bardzo młode dziecko. Nie będę w stanie całować boo-boo, które zdarzają się przez cały dzień. Nie będę mógł położyć dzieci na drzemki. Nie będę w stanie nakarmić mojego noworodka, kiedy płacze za mną.

Po raz kolejny będę musiała udawać, że mama nie rani ani nie jest emocjonalnym wrakiem w środku, i ze wszystkich sił staram się przybrać odważną minę dla dobra moich dzieci. Ale znając siebie, bez względu na to, jak odważny staram się być, niewątpliwie łzy popłyną mi po twarzy. Moje dzieci zobaczą ból w moich oczach. Mimo moich najlepszych starań i kompletnych przygotowań jutro rano będzie okropnie.

Jutro rano wyjdę przez frontowe drzwi tylko po to, by spojrzeć na zapłakane twarze w oknie i usłyszeć płacz dziecka za drzwiami. Wystarczy, że postawię jedną stopę przed drugą, otworzę drzwi samochodu, włoży kluczyk do stacyjki i wyruszę do pracy. Potem będzie czekało ponad 20 drugoklasistów, żebym ich zainspirował, pokochał i uczył.

Pomimo absolutnie miażdżącego bólu, który będę czuć w środku, emocjonalnej udręki związanej z opuszczeniem mojego noworodka, będę musiała kopać głęboko, by zdobyć nadludzką siłę i spróbować zrobić to, co trzeba.

Widzisz, Przyszły Panie lub Pani Prezydencie, moje dziecko trzyma teraz głowę do góry. Cały czas się uśmiecha, zwłaszcza gdy słyszy mój głos lub wchodzę w jej widok. Jej oczy właśnie zaczynają się skupiać. Mimo, że ma 9 tygodni, zaledwie kilka tygodni temu po raz pierwszy spotkała Mamusię. Jej oczy spotkały się z moimi i spotkaliśmy się.

W tym jednym momencie rozpoznała, że ​​to ja jestem przy niej, gdy budzi się przez całą noc. To ja podbiegam do niej, gdy wydaje jej pierwszy nieszczęśliwy dźwięk. Jestem klatką piersiową, którą natychmiast uspokaja, gdy się na nią kładzie, i szyją, do której przytula swoją malutką idealną główkę. Tak, teraz wie, kim jest mama.

A jutro, zbyt szybko, muszę ją zostawić.

Mam taki problem z zamyśleniem sobie głowy i zaakceptowaniem faktu, że nie przysługuje nam płatny urlop macierzyński. Nie mamy szansy na utrzymanie się na powierzchni, a jednocześnie uzyskanie krytycznej więzi z naszymi dziećmi, której potrzebujemy zarówno nasze dzieci, jak i my jako matki.

Jutro będę tęsknić za doświadczeniem więzi, jakim jest karmienie mojego dziecka. Zamiast tego będzie miała trudności z jedzeniem (nie radzi sobie dobrze z butelką), gdy przez cały dzień spieszyłem się, aby pompować za nią w małej, ograniczonej przestrzeni. Sama myśl o tym sprawia, że ​​boli mnie serce i rośnie frustracja.

I przez cały czas będę starał się pouczać, uczyć, wpływać na klasę dzieci, kiedy moje serce pęka. Postaram się zamaskować emocjonalny i fizyczny ból, który znoszę dla dobra moich uczniów, którym powierzono mi prowadzenie bezcennych lekcji.

Więc pytam was, panie prezydencie, dlaczego Stany Zjednoczone są jedynym rozwiniętym krajem bez przepisów zapewniających płatny urlop macierzyński? W rzeczywistości, dlaczego jesteśmy jednym z niewielu krajów bez płatnego urlopu macierzyńskiego?

To dziecko, które jutro rano pominę, jest moim czwartym dzieckiem – moim ostatnim dzieckiem. W tym momencie modliłem się, żeby wszystko potoczyło się inaczej, żebym mógł zostać w domu dłużej, aby ją pielęgnować przez cały dzień – przytulać ją, kołysać i całować tak często i tak często, jak mi się podoba, aby się z nią wiązać i pielęgnować ją tylko w sposób, w jaki potrafi jej matka. Ale tak nie jest.

Jako jedna matka przemawiająca w imieniu setek tysięcy ciężko pracujących matek, chrońcie ten ważny czas dla matki i noworodka. Chroń i szanuj ten okres karencji, który jest tak ważny w sposób, w jaki nie mogę zacząć wymieniać ani liczyć.

Jutro zrobię coś nie do pomyślenia. W jakiś sposób dołączę do tysięcy innych kobiet, które muszą ominąć swoje noworodki, odejść i spróbować zostać gladiatorkami, którymi jesteśmy.

Ale pytam każdego z naszych kandydatów na prezydenta, czy nie byłoby miło, gdybyśmy nie musieli być gladiatorem jeszcze?

[free_ebook]