contador gratis Skip to content

Do tej złej * ss mamy z wózkiem do biegania

Do tej złej * ss mamy z wózkiem do biegania
Halfpoint / iStock

Przejeżdżając obok niej, widzę, jak jej koński ogon kołysze się przy każdym kroku.

Widzę, jak jej dłoń balansuje na wózku do biegania, jej krok jest powolny i stabilny, gdy popycha siebie i 50-kilogramowe dziecko na wzgórze.

Zauważam, jak maluch otulony kocem wokół nóg i trzymający kubek niekapek, który nieuchronnie wyrzuci z wózka nie mniej niż 15 razy podczas biegu.

Widzę wyraz determinacji na jej twarzy, zmieszany z wyczerpaniem i potem, który mówi, że przeniosła niebo i ziemię, aby zasznurować buty na 30 minut, aby o siebie zadbać.

Rozpoznaję ją, ponieważ byłem nią, wiele lat temu.

Kiedy moje dzieci były małe, prawie straciłam rozum od nudy drzemki, niekończącego się prania i napadów złości. Będąc rodzicem, który zostaje w domu, wziąłem na siebie ciężar codziennego podnoszenia ciężarów. Mój mąż robił, co mógł, kiedy wracał do domu, ale przez większość dni padałam na kanapę w oparach wyczerpania z pulsującą głową. Bezmyślnie oglądałam telewizję, dopóki mój mąż nie szturchał mnie i nie mówił, że już czas do łóżka. Spałem kilka godzin, a potem robiłem to przez cały następny dzień.

Nigdy nie było dla mnie czasu. Nigdy nie miałem czasu na zajęcia jogi, aby oczyścić głowę, a pogoń za maluchem, choć wyczerpująca, niewiele pomogła w wyszczupleniu bioder mojej dużej mamy i blizn po bitwie po cesarskim cięciu. Miałem około dwudziestki, ale czułem się stary i wynędzniały. Często byłem zdyszany, gdy wchodziłem po schodach, aby zmienić pieluchę lub gdy bawiłem się z synem w parku.

Ale byłam mamą. Zapisałem się, żeby zająć ostatnie miejsce, prawda?

Znajomy pomyślał inaczej i powiedział mi to samo. Namówiła mnie, żebym dołączył do niej pewnego ciepłego letniego wieczoru podczas biegania po cichych ulicach naszej podmiejskiej dzielnicy. Zgodziłem się z wątpliwościami i sceptycyzmem, ale tylko dlatego, że obiecała, że ​​kiedy skończymy, wypijemy kieliszek wina.

Ten bieg był katastrofą. Parsknęłam, sapnęłam i przeklinałam przekleństwa, kiedy pozostawałam w tyle za moim przyjacielem, który był w znacznie lepszej formie. Kiedy skończyliśmy, uśmiechnęła się do mnie, jej policzki zarumieniły się z wysiłku i powiedziała: „Czy to nie było niesamowite?”

Przewróciłam oczami i kulejąc w drzwiach, zdałam sobie sprawę, że mój mąż zadbał o czas spania podczas mojej nieobecności.

Być może mimo wszystko bieganie miało swoje zalety.

Przez resztę tego lata starałem się znaleźć czas dla siebie. Zostałam tą mamą z kołyszącym się kucykiem, kiedy brnęłam za wózkiem do biegania.

Zostałam mamą, która pakowała przekąski i kubki niekapek wraz z butelkami wody i żelami energetycznymi. Stałam się mamą, która musiała zatrzymywać się na poboczu drogi, by uporać się z napadami złości, upuszczonymi zabawkami i zgubionymi kubkami po łyku.

Zostałam mamą, która stała na ruchliwych skrzyżowaniach i zastanawiała się, dlaczego kierowcy nie troszczą się bardziej o matkę próbującą bezpiecznie biegać. Byłam mamą, która przeklinała wzgórza, wkładając każdą uncję, jaką miałam, aby wspinać się na wzgórze, gdy mój maluch krzyczał, że chce wrócić do domu ”nooow.

Przede wszystkim stałam się mamą, która zdała sobie sprawę, że świat się nie skończy, jeśli poświęcę trochę czasu na wypełnienie mojej duszy i odżywienie ciała bardzo potrzebnymi ćwiczeniami.

I tak, gdy jadę obok mamy na poboczu drogi, w jej jaskrawych rajstopach do biegania i czapce mocno na głowie, chcę, żeby wiedziała, że ​​widzę jej walkę.

Widzę, jak trudno było założyć spodnie jej malucha i znaleźć jego buty, gdy protestował, mówiąc, że chce oglądać Ulica Sezamkowa. Widzę, jak walczyła z wijącym się zawiniątkiem chłopca, gdy przypinała go do jego wózka do biegania, podczas gdy on głośno domagał się, by pozwolono mu samodzielnie pchać wózek.

Widzę tę pierwszą milę, tę, w której wózek czuje się jak taczka z cegieł i wiem, że rozważała powrót do domu, ponieważ siedzenie na kanapie jest łatwiejsze niż pchanie protestującego malucha po ulicach wypełnionych samochodami.

Czuję miękki uchwyt rączki wózka i podskakuje, gdy porusza się po dziurach, skałach i innych odpadkach drogowych.

Widzę, jak stok jest przyjemnością, gdy grawitacja przejmuje ciężar, który towarzyszy pchaniu wózka z pieluchami, książkami i kocami bezpieczeństwa.

Przede wszystkim widzę, jak okropnie wygląda, i uśmiecham się, gdy powoli ją mijam.

A kiedy patrzę w lusterko wsteczne, widzę wyraz zadowolenia na jej twarzy. To spojrzenie, które mówi, że wie, że jest twardzielką – ponieważ jest.

[free_ebook]