contador gratis Skip to content

Dzień, w którym mój mąż zobaczył mur berliński

pogodzić pracę i rodzinną mamę
Yuri_Arcurs / iStock

W Portland lato zwykle zaczyna się dopiero 5 lipca. Ale w tym roku pojawił się z hukiem, a temperatury sięgały połowy lat 90. w połowie czerwca. Zwykle obejmowałam słońce, kiedy normalnie bierzemy prysznic, ale w tym konkretnym tygodniu mój mąż był w Europie do pracy – pozostawiając mnie, bym trzymał fort, gdy walczyłem w 100-funtowym laboratorium i niesamowicie zajętym 16-miesięcznym dzieckiem, a jednocześnie praca na pełny etat dla firmy z listy Fortune 500.

Wcześniej byłem sam podczas jego wyjazdów, więc byłem pewien, że dam sobie radę. Wiedziałem, że upał będzie wyzwaniem, ale pokój mojej córki ma przenośny klimatyzator i trochę się spociłem. Jednak kiedy obudziła się o pierwszej w nocy numer dwa i nie chciała zejść na dół, wiedziałem, że mamy kłopoty. Skończyło się na tym, że zabrałem ją ze sobą do łóżka, gdzie temperatura wskazywała balsamiczną 85 stopni. Żadne z nas nie spało tej nocy, rzucając się i przewracając w czerwcowym upale. Myślę, że w końcu zasnęła około 5 rano, więc wymknąłem się na trening i zrobiłem to przez około 20 minut na 30-minutowym DVD, zanim się obudziła.

Liczyłem na kilka dodatkowych minut samotności, aby się przygotować, ale zamiast tego zabrałem nas wszystkich (w tym naszego psa, który nie mógł przestać dyszeć) do łazienki, abym mógł wziąć prysznic. Miałem tego dnia poza biurem, gdzie musiałem się prezentować i chociaż chciałem wyglądać na wypolerowaną i mieć szansę na wyprostowanie włosów, tak się nie stało, tak naturalne, niemyte loki to były.

Kiedy siedziałam na podłodze półnaga spod prysznica i bawiłam się z córką, mój mąż FaceTimed nas z Europy.

„Spójrz, to Mur Berliński. Mieliśmy dziś trochę wolnego czasu, więc wyruszam na zwiedzanie ”.

Próbowałem zwrócić na niego uwagę i wirtualnie spojrzeć na Niemcy i lata historii, jednocześnie wyciągając tampony z ust mojej córki, gdy nagle pies zaczął wymiotować. Upuściłam telefon, przepraszając męża, wykrzykując imię psa i szarpiąc go za obrożę, aby wyprowadzić go na zewnątrz. Kiedy wiozłem go na podwórko, moja córka krzyczała, ponieważ mama była zdenerwowana i myślę, że mój mąż mógł nadal być na linii, w Niemczech, przy murze berlińskim, słuchając porannego rozpadu żony.

W końcu zebrałem wszystkich razem i wsiedliśmy do samochodu, kiedy mój mąż oddzwonił.

“Jak się masz?”

Uważam się za dość silną, zdolną kobietę, ale tego było za dużo. Zalewając się łzami, wymamrotałem: „Pies, upał…”

“Co mogę zrobić?”

Patrzyłem na zegar, wiedząc, że jestem o kilka minut od spóźnienia do mojego domu poza placówką i nadal muszę zapewnić córce opiekę dzienną.

„Czy twoi rodzice mogą przyjść i zainstalować klimatyzator?”

O 8:55, kiedy wjeżdżałem na parking przed moim wyjazdem (co zaczęło się od śniadania o 8:30, które wyraźnie przegapiłem), dostaję SMS-a od mojego teścia z pytaniem, jaki typ klimatyzatora mam chciał.

Próbowałem odpowiedzieć, błąkając się po polu golfowym w poszukiwaniu spotkania mojej drużyny. Wszedłem do prawego pokoju o 8:59, jako ostatnia osoba, która przyjechała, jedyne miejsce, które zostało obok wiceprezydenta. Widać wyraźnie, że wszyscy czekali na moje przybycie, więc szybko usiadłam i wyciągnęłam laptopa, próbując zmienić się z wyczerpanej mamy w kobietę sukcesu. Mój telefon nadal pękał od pytań od teścia i SMS-ów od męża, który się zameldował.

Przeprosiłem wiceprezesa, krótko wyjaśniając swój poranek, a on bardzo szczerze spojrzał na mnie i cicho zapytał, czy potrzebuję trochę czasu, aby wyjść na zewnątrz i zająć się sprawami. Jako nowy członek zespołu podziękowałem mu, grzecznie odmówiłem i spróbowałem zebrać się w sobie, by pokazać choć odrobinę profesjonalizmu. Ale teraz cała grupa wysilała się, by usłyszeć naszą rozmowę, próbując dowiedzieć się, co to za wstrzymanie. Więc podzieliłam się całym podsumowaniem mojego poranka, prawdopodobnie uważając się za szaloną mamę przez cały czas spędzony w tym zespole.

Reszta dnia przebiegała spokojnie. Przeszedłem przez prezentację i odbiór z opieki dziennej, a dzięki moim niesamowitym teściom zimny dom. Następnego ranka szefowa zapytała mnie, jak minął dzień i jako mama pomyślałam, że doceni moją historię. Zanim opowiedziałem jej o szczegółach mojego dnia, po twarzy płynęły jej łzy i śmiała się tak mocno, że płakała.

– Nie śmieję się z ciebie żartować – powiedziała. „Śmieję się, bo też tam byłem”.