contador gratis Skip to content

Dzień, w którym mój smutek wreszcie minął

Dzień, w którym mój smutek wreszcie minął po utracie ojca
ipoba / iStock

Pamiętam, jak słońce zachodziło za horyzontem, biorąc głęboki oddech i relaksując się w widoku. Wraz z mężem byliśmy na fantazyjnym przyjęciu związanym z jego pracą, a organizatorzy przynieśli na uroczystość diabelski młyn. Wieczór był przesadnym wydarzeniem i od miesięcy nie mogłem się doczekać naszej wielkiej nocy. Ciepłe słońce pocałowało mnie w twarz, a wiatr zaszeleścił moją imprezową sukienkę, gdy mój mąż pocałował mnie w górnej części kierownicy. Oparłam się w jego objęciach i pozwoliłam sobie na chwilę zapomnieć, że mój tata umierał na raka.

Diagnoza mojego ojca nadeszła z miażdżącym ciosem znikąd. Terminal, powiedział lekarz. Chemioterapia przedłuży to, co nieuniknione i przyniesie ulgę w bólu – delikatnie wyjaśnił lekarz. Moja rodzina wędrowała przez kilka następnych miesięcy, oszołomiona i przestraszona, nie mogąc pojąć ogromu jego diagnozy. Jako pielęgniarka byłem świadkiem tego, przez co przechodzą pacjenci, gdy rak powoli odbiera im godność i wysysa życie z ich niegdyś tętniących życiem dusz. Moje życie stało się gmatwaniną telefonów, wizyt w domu, aby pomóc tacie, i wszechogarniającego zmartwienia. I poczułem smutek, gęsty i mroczny, powoli obejmujący moje serce.

Opłakiwałam stratę ojca na długo przed jego śmiercią i to było wyczerpujące.

Niemal z dnia na dzień zobaczyłem, jak mój ojciec stał się „pacjentem z rakiem”. Wypadanie włosów, anemia, która uczyniła go bladym jak duch, i zmęczenie powoli zmieniły mojego niegdyś potężnego ojca w kruchą, kruchą skorupę, którą ledwo rozpoznałem. Tęskniłem do dni, kiedy nasze rozmowy nie kręciły się wokół skanów, raportów laboratoryjnych i nagłych wypadów do szpitala. Rzadko pozwalałem sobie na nocne wyjścia na miasto lub randki przy kawie z przyjaciółmi, ponieważ nie mogłem znieść myśli, że mój tata umiera, kiedy żyję jako pacjent bez raka. Przede wszystkim byłam małą, przestraszoną dziewczynką, która bała się utraty ojca.

I tak tej nocy na diabelskim młynie wysokość i perspektywa z góry pozwoliły mi na chwilę wytchnienia. Kiedy koło powoli się obracało, roześmiałem się i odłożyłem na bok sprawę umierającego ojca i pochłonąłem radość. Tej nocy świetnie się bawiłem, tańcząc z naszymi przyjaciółmi i popijając koktajle pod gwiazdami. Kiedy patrzę wstecz na tamtą noc, zdaję sobie sprawę, że to był prezent. Mój tata niespodziewanie zmarł trzy dni później, a ja pogrążyłem się w czystym, nieskażonym smutku.

W miesiącach, które nastąpiły po śmierci ojca, mój żal groził, że przeżuje mnie i połknie w całości. Były dni, kiedy wstawałem z łóżka tylko dlatego, że dwoje moich dzieci potrzebowało matki, aby je karmić. Nie mogłem myśleć prosto o dobrych dniach i niekontrolowanie szlochałem w złe dni. Wszędzie, gdzie się udałem, każda rozmowa, którą prowadziłem, była przyćmiona ciemnością, która ogarnęła moje serce.

W ciągu tych pierwszych kilku miesięcy byłam prawie pewna, że ​​już nigdy nie będę cała, ponieważ ból i smutek weszły głęboko w moje kości. Często przypominała mi się ta scena Seks w wielkim mieście kiedy Miranda pocieszyła Carrie po tym, jak Mr. Big porzucił ją przy ołtarzu, mówiąc jej, że pewnego dnia znowu się roześmieje, kiedy coś będzie naprawdę, naprawdę zabawne. Trzymałem się tego pomysłu, wirując w piekielnym, niekończącym się bólu.

Tak jak bolało mnie, gdy zobaczyłem chore na raka ciało mojego taty, tak wiem, że mój ojciec nienawidziłby widzieć mnie w bagnie mojego smutku. Wiedziałem, że chciałby, abym ruszył dalej, by znów znaleźć radość, ale niosłem swój smutek, ponieważ to było wszystko, co mi zostało z taty. Pozwolić sobie odpuścić, tak jak robiłem to na diabelskim młynie przed jego śmiercią, wydawało się brakiem szacunku dla jego pamięci. Spełniłbym swój obowiązek i rozpaczał. Zaakceptowałem, że smutek będzie częścią mojego serca na zawsze i pogodziłem się z myślą, że uczucie złamania jest moją nową normą.

Ku mojemu zdziwieniu, akceptując mój smutek, zacząłem leczyć. Zdałem sobie sprawę, że żal nie jest emocją do zignorowania, a badając swoje uczucia i otwierając się na otaczających mnie ludzi, czułem się nieobciążony jego wszechogarniającą naturą.

Gdy pogodziłem się ze smutkiem, wyznaczyłem granice dla brzydkich szponów żalu. Zrobiłam miejsce na dni, kiedy musiałam płakać pod kocem, ale też z uporem wpatrywałam się w swój smutek, kiedy radość powoli zaczynała zalewać moje serce. Zrezygnowałam z poczucia winy, kiedy przyłapałam się na uśmiechaniu się i śpiewaniu do ulubionej piosenki lub kiedy śmiałam się na brzuchu, więc łzy spływały mi po policzkach. To było gdybym czuł, jak mój tata delikatnie popycha mnie z powrotem w krainę żywych i mówi mi, że mogę za nim tęsknić, a mimo to czuć się tętniącym życiem.

Mój smutek stał się obecnie częścią tego, kim jestem. Minęły cztery lata, odkąd mój tata zmarł, a ból spowodowany żałobą zmniejszył się do prawie niewykrywalnego szczypania, podobnie jak drzazga utknęła w odległym zakątku mojego serca. Jednak od czasu do czasu drzazga pulsuje i grozi, że wpadnie w wypełnione radością obszary mojego serca. Przez większość dni potrafię złagodzić ból miłą pamięcią. Ale nigdy nie wyciągnę tej drzazgi pęsetą, ponieważ nigdy nie chcę zapomnieć, jak daleko zaszedłem od śmierci mojego taty.

W ciepły letni wieczór zeszłego sierpnia siedziałem z rodziną na diabelskim młynie. Moja córka podekscytowana wskazała na widok i powiedziała: „Jesteśmy tak blisko nieba! Myślisz, że Poppy nas widzi? Moje oczy wypełniły się łzami i uśmiechnąłem się do niej. Kiedy znów spojrzałam na horyzont, prawie widziałam, jak tata się do mnie uśmiecha.