Saltar al contenido

Dzień, w którym uderzyłem moje dziecko

policzek-moje-dziecko-1
1388843 / Pixabay

To był typowy poranek spędzony w pośpiechu, aby wyprowadzić moje starsze dzieci za drzwi do szkoły. Trzeba było zrobić śniadanie, skończyć pracę domową i spakować lunch. Nie był to szczególnie pamiętny poranek. Właśnie wróciliśmy z zagranicznej podróży, aby odwiedzić rodzinę mojego męża w Szkocji. Pamiętam uczucie zmęczenia i zepsuty. Mój mąż był poza miastem do pracy, więc jego zwykła pomoc była nieobecna. Mam tak wiele wymówek.

Nasz syn, który niedawno skończył 4 lata, był chory na infekcję ucha. Apteka zapomniała posmakować jego lekarstw, więc próbowałem – bezskutecznie – zmusić go do połknięcia antybiotyku. Przekupiłem, nakłoniłem go i błagałem. W końcu, po godzinie łez, niechętnie wypił jogurt i miksturę z truskawkami. To miał być jego pierwszy dzień w Pre-K od dwóch tygodni.

Zauważyłem czas. Za 30 minut miałem połączenie konferencyjne. Udaliśmy się do jego sypialni, żeby go ubrać. Zaczął nosić mundurek do szkoły tuż przed wyjazdem na wakacje. Tego ranka szybko zorientowałem się, że jego nowość się wyczerpała. Rozłożyłem jego koszulę i natychmiast poczułem łzy. “Ja nie chcieć nosić tę koszulę, mamo – oznajmił, zaciskając mocno pięści. Starałem się zachować spokój. Wyjaśniłem, najlepiej jak to możliwe z małym dzieckiem, że wszyscy w jego klasie muszą nosić tę samą koszulkę. Powiedziałem mu, że takie są zasady nauczyciela – z przyjemnością wrzucę ją pod autobus i ocalę. Łzy zaczęły płynąć i żadne rozumowanie nie miało znaczenia. Za każdym razem, gdy zbliżałem się do niego, żeby włożyć koszulę, rzucał się i miotał.

Siedziałem na podłodze przez coś, co wydawało się godzinami. Spojrzałem na zegar. Zostało kilka minut, żeby założyć go w koszuli i do szkoły, zanim spóźniłem się na telefon, próbowałem trzymać go między nogami i wciskać mu koszulę przez głowę. Odchylił się do tyłu i uderzył głową w mój nos. I zgubiłem to. W tym momencie bólu i zaskoczenia, uderzyłem go w sam środek jego malutkich pleców. Ciężko. Dźwięk był ogłuszający. Jego wielkie brązowe oczy spotkały moje i zaczął zawodzić. Siedziałem oniemiały, po części zaskoczony i zniesmaczony.

Zsunąłem koszulę do końca przez jego głowę i wciągnąłem go z płaczem do samochodu. Podczas krótkiej wycieczki do szkoły próbowałem wytłumaczyć to, co się stało. „Przykro mi kolego, ale mama spóźnia się do pracy. Jeśli nie pójdę do pracy, będę miał kłopoty. Chcesz, żeby mama miała kłopoty? ” Nie tylko naruszyłem jego zaufanie, ale teraz też sprawiałem wrażenie, że to w jakiś sposób jego wina.

Zanim dotarliśmy do szkoły, jego łzy ustąpiły. W milczeniu poszliśmy do jego klasy. Kiedy skręciliśmy za róg, jego tłuste małe palce splotły się z moimi. Straciłem oddech. Co ja zrobiłem?

Wróciłem do samochodu, zanim zapłakałem. Jaką osobą byłem? Czy kiedykolwiek spojrzałby na mnie tak samo? Powinienem oderwać się od pracy i spędzić dzień na wynagradzaniu go? Ale to nie było możliwe. Złamałem kod. Mam być jego obrońcą. Nie da się cofnąć tego, co zrobiłem.

Kiedy mój mąż zadzwonił, żeby się zameldować, nie mogłam mu powiedzieć, co się stało. Byłem zbyt zawstydzony, by przyznać się do tego, co zrobiłem. Jaka matka bije swoje dziecko? To był błąd, którego tysiąc przeprosin nie mogło wymazać. Nie jestem osobą agresywną. Nie zachowuję się tak. Nie tak powinna zachowywać się matka.

Pod koniec dnia poszedłem odebrać go ze szkoły. Na placu zabaw pędził po plastikowej zjeżdżalni. Zauważył mnie i podbiegł do mnie, wskakując w moje ramiona. Poczułem jednocześnie uniesienie i miażdżące poczucie winy. Nie ma takiej logiki ani wyjaśnień, które mogłyby zracjonalizować to wydarzenie.

Wiem, że nie można być rodzicem i nie tracić panowania nad sobą. Mając trójkę dzieci, setki razy znajdowałem się w podobnych sytuacjach i nigdy ich nie podniosłem. Rodzicielstwo jest pełne miliona wyborów. Ale tego dnia, w tym momencie, dokonałem złego wyboru. Takiej, której nigdy sobie nie wybaczę.