Dzień z życia pogrążonego w żałobie rodzica

Dzień z życia pogrążonego w żałobie rodzica

płaczący anioł

crying-angel Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Zbliżam się do dwóch lat od śmierci syna. Ty zmarł na raka 13 dni po swoich piątych urodzinach, po długiej, bolesnej walce. Zostawił mnie, mojego męża Lou i jego młodszego brata Gavina (który sam ma teraz pięć lat).

Dobrze sobie radzę. Tak dobrze, jak można się było spodziewać. Podobnie jak wielu rodziców, którzy dzielą te bolesne buty, założyłem organizację non-profit, aby poczuć się bliżej niego i wykorzystać moje nowo odkryte priorytety w życiu. Od lat otaczał mnie rak, a opieka nad chorym dzieckiem pochłaniała każdą sekundę każdej minuty każdej godziny każdego dnia. Po jego śmierci zostałem okradziony z mojego celu i pozostawiono mi tylko odrętwiałą ciszę. Jakby dzwonienie w uszach – mój codzienny niepokój, strach, nadzieja, wiara, determinacja – ustały. Ta nagła, bolesna cisza jest podszyta żalem… pustką… nieobecnością… i desperacko próbuję wypełnić tę pustkę, ponownie otaczając się rakiem. Tylko w ten sposób mogę czuć, że wciąż się nim opiekuję. To daremna próba, aby pomóc mi poczuć się mniej porażką, że pozwoliłem mu umrzeć.

Oddałbym wszystko, żeby dzwonienie w uchu z powrotem odzyskało. Mieszkać w murach szpitala; spoczywa na zimnym, twardym, wysuwanym krześle, ale tak naprawdę nigdy nie śpi. Żyć z tak ogromnym postanowieniem, ponieważ potrzebował mnie i tylko mnie, abym trzymał go za rękę i mówił mu, że wszystko będzie w porządku. Byłem najważniejszą osobą na świecie dla tego idealnego małego chłopca, tak jak on był dla mnie.

Kiedy nie jestem odrętwiały, odczuwam ból lub melancholię; czasami jestem szczęśliwy i zaskoczony normalnością mojego dnia. Żal przychodzi i odchodzi na różnych poziomach każdego dnia, ale jest zawsze obecny i nigdy nie odchodzi. Stał się niewidzialnym towarzyszem mojego codziennego życia, który może siedzieć cicho na moim ramieniu i łaskotać mnie w ucho lub ryczeć dziko i gwałtownie z głębi mojej duszy, gdzie fizycznie czuję, jak rozdziera mi brzuch. Nie możesz tego zobaczyć. Nikt nie może. Ale uwierz mi, jest zawsze obecny.

Każdego ranka budzę się i przez te milisekundy między podświadomością a świadomością nie jestem świadomy swojego żalu. Ale kiedy próbuję podnieść głowę i wstać z łóżka, ciężar mojej straty próbuje mnie przytrzymać jak ołowiany koc. Wstaję i ciągnę go ze sobą przez pokój. W drodze do łazienki widzę jego piękne zdjęcie na mojej komodzie, obok jego urny. Czasami uśmiecham się i szepczę „dzień dobry”, czasami wzdrygam się i powstrzymuję łzy na ułamek sekundy, zanim się orientuję, a raz na jakiś czas wciąż wprawia mnie to w wirowanie, w którym nie mogę przestać płakać i poczujcie beznadziejność dnia, który przede mną stał, zanim jeszcze się zaczął.

Ale muszę przygotować Gavina na cały dzień, więc idę korytarzem. Mijam sypialnię Ty’a – drzwi są zamknięte – nie ma go. Robię kawę i myślę o Tyu za każdym razem, gdy mieszam w filiżance, bo to była jego praca. Kiedy miał trzy lata zaczęliśmy rutynę poranną, w której zwykł mawiać, że chce włożyć „wub” (miłość) do mojej kawy. Pomagał w dodaniu cukru, wlał śmietanę i mieszał dla mnie. Kiedy jego guz powodował kalectwo od stóp do głów, przynosiłem kawę na jego stronę kanapy i trzymałem go za rękę razem z łyżeczką, ostrożnie dodając łyżką cukier, wlewając śmietanę i mieszając kawę. Nie pozwolę, żeby rak odebrał nam to.

Mój młodszy syn napawa mnie ogromną radością. Zmuszam go, żeby dawał mi „poranne uściski” i trzymam się trochę za długo. Trochę za mocno potrząsam głową jego łóżka. Zbyt często całuję jego usta. Zawsze go podnoszę, chociaż jest zbyt duży, żeby go nosić. Gapię się na niego i zaspokajam każdą jego zachciankę (chcę płatki śniadaniowe, bez bajgla, bez tostów z miodem, NALEŚNIKI!) I dostarczam mu śniadanie tam, gdzie siedzi w rogu kanapy. Miejsce Ty’a. Idealny kącik na naszej kanapie do oglądania telewizji i uczestniczenia w intensywnym życiu rodzinnym został ponownie zajęty przez Gavina. Pamiętam, jak to wyglądało, gdy zamiast tego siedział Ty, odpoczywając na swojej poduszce Spidermana ze swoim niebieskim „kocem Nana”. Zapomniałem napoju, więc wracam do kuchni po sok jabłkowy. Otwieram szafkę, żeby wziąć kubek dla Gavina i butelka wody z rekinem się wylała. Słyszę głos Ty’ego „Wycieram swój kubek z rekinem” i wspominam dzień, w którym wybrał go w CVS.

Dwa lata później wciąż napotykam jego fragmenty. Pochowany pod stosem papieru budowlanego znajduję kartkę pokrytą naklejkami i bazgrołami. Płaczę i wsuwam go z powrotem do stosu, żeby znów go znaleźć. W szufladzie na śmieci, pod tacą organizacyjną, karteczka z odręcznymi instrukcjami i diagramami, jak podawać lekarstwa z tamtego czasu, uciekliśmy w dawno spóźnioną randkę. Zostawiam to tam, chociaż nie służy to celowi. Przewracam strony w małym notatniku w samochodzie, aby upewnić się, że niczego nie zapomniałem w supermarkecie, i trafiam na numery telefonów lekarzy i terapeutów, do których skierowano mnie podczas mojej desperackiej krucjaty, by uratować życie mojego syna. Patrzę, jak Gavin codziennie bawi się zabawkami, które kiedyś należały do ​​jego brata.

Po pracy zabieram Gavina na kąpiel w basenie. Chcę cieszyć się ostatnimi dniami lata i spędzić z nim szczególne wspomnienia przed rozpoczęciem szkoły. Świetnie się bawimy, a mój śmiech jest szczery. Jestem dumny, bo Gavin to taki piękny prezent. Patrzę, jak bardzo stara się pływać, ale przeszkadza mu strach. Myślę o tym, jak inny był Ty i jak zanim zachorował, mój mały śmiałek pływałby jak ryba. Próbuję wyobrazić sobie Ty jako siedmioletniego chłopca, biegnącego i wskakującego na głęboką wodę, by dać swojemu młodszemu bratu duży plusk, tak jak wiem, że by to zrobił. Ta wizja w moim umyśle jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Robię to zawsze, gdy mam ochotę dobrze się bawić bez niego. Kiedy jeżdżę na snowboardzie, wyobrażam sobie Ty na górze obok mnie ćwiczącego na koturnie. Kiedy jestem na plaży, wyobrażam sobie, jak buduje zamki z piasku i walczy z falami. Kiedy wyjeżdżamy na wakacje, wyobrażam sobie go przy basenie lub spacerującego obok mnie w nowym mieście. Noszę go ze sobą, gdziekolwiek idę.

Niedawno zdałem sobie sprawę, że czas nie stanął w miejscu. W rzeczywistości minęło dużo czasu od utraty Ty, ale dla mnie i mojego męża te dni spędziliśmy w próżni, gdzie jedyny dowód tykającego zegara znajduje się w spodniach, które są o 2 cale za krótkie od jego brata. Gavin jest teraz starszy niż Ty kiedykolwiek, ale nie wyobrażam sobie, żeby Ty był kimś innym niż starszym bratem. Za kilka krótkich dni wsiądzie do szkolnego autobusu i pojedzie do swojego pierwszego dnia w przedszkolu. „Założę się, że chciałbyś mieć brata, który by jeździł z tobą w szkolnym autobusie” – powiedział mu jego mały przyjaciel. Przedszkole to ogromny kamień milowy, którego jego brat nigdy nie miał szansy przeżyć i tak… tak, wszyscy chcielibyśmy, aby jego brat pokazał mu liny.

Powrót do szkoły jest trudniejszy niż Boże Narodzenie. Tygodnie oglądam zdjęcia zamieszczane na Facebooku i przypominają mi o tym, co straciłem i co mój syn został okradziony. Nie mogę znaleźć słów, żeby opisać, jak bardzo to boli. Jak każde zdjęcie i to, co przedstawia, przesyła ostry i intensywny ból bezpośrednio do mojego serca.

Nie mogę cieszyć się pierwszym dniem szkoły Gavina tak, jak inne mamy. Ponieważ nigdy nie będzie wyjątkowego dnia ani osiągnięcia, którego doświadczy, nie przyćmiewa tego myśl o Ty i żal, że nigdy nie doświadczył takiego osiągnięcia. To nie jest wybór i napełnia mnie ogromnym poczuciem winy, wiedząc, że Gavin musi dzielić każdy kamień milowy z żalem na moim ramieniu.

W codziennej rozmowie z nieznajomymi często pojawia się pytanie „ile masz dzieci?” Czasami odpowiadam w ten sposób, czasami w ten sposób, czasami w ogóle nie szanuję swojego syna, starając się uniknąć niewygodnej rozmowy i oszczędzić drugiej osobie. Nie będą wiedzieć, co powiedzieć. Mogą reagować na milion różnych sposobów, od przedstawiania bezsensownych frazesów po lawinę pytań. Mówią źle i to jest w porządku, ponieważ tak naprawdę nie ma „dobrego” do powiedzenia. Proste „przepraszam” to najłatwiejsza odpowiedź dla wszystkich zaangażowanych stron, ale znając głębię bólu, który towarzyszy utracie dziecka – z pewnością nie jest to wystarczające i nigdy nie wydaje się wystarczające.

Krótkie rozmowy mama-mama o tym, co powiedział niegrzeczne dziecko lub o podejściu nauczyciela do wspólnego rdzenia. Pomysły na kreatywne sposoby nakłonienia naszych dzieci do jedzenia warzyw. Nie jestem na to gotowy. Po prostu mnie to nie obchodzi. Ta prosta prawda brzmi jednak okropnie, kiedy mówię to na głos, więc kiwam głową, uśmiecham się i słucham, podczas gdy moja głowa kręci się wspomnieniami o operacjach, infekcjach, pobycie w szpitalu i tym, jak wyglądał przed śmiercią – ale taka jest perspektywa. nie można udostępniać podczas krótkich rozmów na placu zabaw. Zatrzymuję to dla siebie i dzielę się tym tylko z mężem lub innymi mamami, które idą tą samą drogą co ja.

W nocy chwytam szczoteczkę do zębów, która wciąż stoi obok jego w filiżance. Nie mogę tego odłożyć, nawet po tak długim czasie. Przez większość nocy mi to nie przeszkadza lub ignoruję, ale od czasu do czasu podnoszę go i zaskakuje się, jak bardzo chcę go włożyć do ust – aby spróbować połączyć się z małymi fizycznymi specyfikacjami jego ciało, które wciąż tu jest, skamieniałe na tej szczoteczce do zębów.

Mój mąż i ja nie możemy się nawzajem pocieszać, ponieważ oboje wiemy, że nie ma sposobu, aby to naprawić. Patrzę, jak całuje popioły Ty’a, zanim kładzie się do łóżka, i śpimy z „lalką Ty” pomiędzy nami. Zdaję sobie sprawę, jak dziwnie to brzmi, ale od pierwszego dnia diagnozy spaliśmy z Ty między nami, aby upewnić się, że wszystko w porządku przez całą noc. Kiedy zmarł, dotarła do Gavina paczka z ręcznie robioną lalką, która przypominała Ty ze złotymi lokami i zielonymi oczami namalowanymi na tkaninie. To był dziwny prezent, ale wywołał uśmiech. Położyliśmy lalkę na krześle w naszej sypialni i wkrótce potem Lou zaczął ją wkładać do łóżka. Czasami budzę się, gdy obok mnie szlocha, czasami nie może spać, bo ja robię to samo. W niektóre noce kładziemy się szczęśliwi do łóżka, rozmawiając o Gavinie lub innych dobrych wiadomościach, które mogły się pojawić. Nasze najlepsze noce są wtedy, gdy pozwalamy Gavinowi cieszyć się z nami późnymi letnimi nocami i wszyscy razem wycofujemy się do naszego wielkiego łóżka. Gavin między nami. Modląc się razem jego uroczym głosem, czując jego włosy na mojej twarzy przez całą noc i wąchając jego słodki oddech, gdy wszyscy zasypiamy. To najlepszy sposób na zakończenie dobrego, ale niedoskonałego dnia.

W życiu pogrążonego w żałobie rodzica nigdy nie będzie „dnia doskonałego”. To fakt, który nie poprawia się ani nie przemija z czasem. Uzdrawiamy, uczymy się radzić sobie i znajdujemy większe szczęście w prostych rzeczach, których inni nigdy nie poznają, ponieważ nie mogą tego zrozumieć w kontekście takiej straty i żalu, ale nigdy nie można tego naprawić i nigdy nie odejdzie z dala.

Tęsknię za moim synem.