contador gratis Skip to content

Gdy zbliża się sezon ukończenia szkoły, nauczyciel uczy się odpuszczać

podchodzenie-do-sezonu-ukończenia-nauczyciela-uczy się-odpuścić-wyróżniony

Wybierała zajęcia na ostatni semestr studiów. Poczuła ulgę, gdy powiedziałem jej, że nie musi brać dużego ciężaru. Przyznała, że ​​mogła myśleć tylko o tym, żeby jak najwięcej pracować, żeby po ukończeniu studiów oszczędzać pieniądze na samodzielne życie. Miała trzy prace w niepełnym wymiarze godzin.

Powiedziała mi, że mieszkanie z jej rodzicami, oboje małżeństwem z innymi ludźmi, nie wchodzi w grę. Jej ojciec stracił pracę, przejął dom i przeprowadził się do malutkiego mieszkania, w którym nie było dla niej miejsca. Jej matka wychowywała młodsze dzieci i dała jasno do zrozumienia, że ​​mój uczeń nie jest mile widziany. „Boję się tylko, że nie będę miała gdzie mieszkać” – powiedziała.

Moje serce podeszło do niej. Była zdeterminowaną studentką pierwszego pokolenia. Stanowa szkoła wyższa, w której uczę, ze stosunkowo niskim czesnym, przyciąga wielu takich jak ona. Przyjeżdżają na kampus z chęcią odniesienia sukcesu, ale bardziej niż troską o pieniądze i przygotowanie akademickie. Ta uczennica dorastała w wiejskim okręgu szkolnym tak niedoinwestowanym, że kiedy przybyła do kampusu jako student pierwszego roku, nie wiedziała nawet, jak wysłać e-mail. Ale uwielbiała się uczyć, ciężko pracowała i doganiała swoich bardziej uprawnionych rówieśników. Często robiła wszystko, żeby mi podziękować, gdy coś, co zrobiłem na zajęciach, było szczególnie pomocne.

Przez lata regularnie rozmawialiśmy, dając sobie przebłyski naszego życia. Kiedy dowiedziałem się, że jest utalentowaną piosenkarką, powiedziałem jej o zainteresowaniach mojej córki muzyką. Kiedy moja córka wzięła udział w lokalnym musicalu, podzieliłem się swoim podekscytowaniem. Powiedziała mi, jak bardzo była podekscytowana, kiedy dostała swoją pierwszą dużą rolę w programie w liceum, chociaż jej matka na początku to lekceważyła. „Nie wiedziała nawet, że potrafię śpiewać” – powiedziała. Ale podczas premiery dostrzegła na widowni matkę ze łzami spływającymi po jej twarzy.

Nie wyobrażałem sobie, że nie wiem, czy moja córka umie śpiewać. Zawsze śpiewała melodie i piosenki popowe. Moja uczennica mogła być spokojniejsza o swoim talencie, ale wiedziałem, że jest coś innego. W czasie machania palcami nad tym, jak rodzice helikopterów rujnują zdolność swoich dzieci do samowystarczalności, miała rodziców, którzy nie mieli czasu lub zasobów emocjonalnych, aby być apodyktycznym, a czasami nawet zauważają co więcej. rodzice z tytułem są tak fetyszyzowani: jej specjalne dary.

W tym momencie w moim biurze chciałem zabrać ją do swojego domu, dać jej coś w rodzaju opieki, na jaką zasługiwała. Mieliśmy pokój gościnny. Mogłaby być tymczasową starszą siostrą mojej córki, jedynaczki. Wiedziałem, że ta fantazja wyprowadziła mnie daleko poza zakres obowiązków profesora. Robiłem już to, co miałem zrobić. Jako nauczycielka i mentorka pomogłem jej na jej drodze do tego stopnia, że ​​pomimo niedawnych kontrowersji dotyczących tego, czy zadłużenie nadal sprawia, że ​​studia są „tego warte”, pozostaje jednym z najważniejszych składników, dzięki którym może uczynić życie lepszym niż ten, który mieli jej rodzice. Nie musiałem jej matkować. Ale stwierdziłem, że chcę.

Powiedziałem jej, jaka to cudowna młoda kobieta. Powiedziałem, że wiem, że znajdzie sposób na odniesienie sukcesu, ponieważ ciężko pracowała i tak bardzo jej zależało. – To dla mnie dar, że mogę cię uczyć – powiedziałem, a moje oczy wypełniły się łzami. Wiedziałem, że będę za nią strasznie tęsknić.

O tej porze roku, gdy zbliża się kolejny szybki dzień rozpoczęcia, myślę o niej i wielu innych studentach, z którymi się zbliżyłem w ciągu mojej dekady oraz o nauczaniu w college’u. Trudno się pożegnać. Powinienem już się do tego przyzwyczaić, ale nie jestem. W rzeczywistości z biegiem czasu moje więzi z moimi uczniami stają się coraz głębsze, bogatsze i, tak, wyraźnie macierzyńskie (a ja rzeczywiście jestem wystarczająco dorosła, by być ich matką). Wiem o ich związkach i zerwaniach, zmartwieniach zawodowych, statusie imigracyjnym, walkach z depresją i problemach zdrowotnych, z którymi 22-latek nie powinien mieć do czynienia.

Czuję też ogromną dumę z młodych kobiet i mężczyzn, którymi się stali. Kilku naszych uczniów przeszło samych siebie. Zdobyli krajowe i stanowe nagrody za sprawozdawczość i zostali przyjęci do najlepszych programów dla absolwentów. Publikowali artykuły w profesjonalnych publikacjach i otrzymywali oferty pracy na wciąż napiętym rynku. Widziałem, jak uczniowie przekształcają się z nieśmiałych, zaangażowanych w siebie nastolatków w asertywnych, kierujących się misją reporterów, dzięki którym wierzę w przyszłość dziennikarstwa.

Zacząłem żartować z moich uczuć. „Mam tylko jedno dziecko”, mówię, „ale są też moi uczniowie”. Wiem, że metafora rodzicielska jest trudna. Tak naprawdę nie mogę być matką dla tak dużego, wiecznie 18-22-letniego potomstwa. Matki ich nie oceniają i nie piszą zaleceń, dzięki Bogu.

Ostatecznie nie mam żadnych roszczeń do złożonej, ciągle zmieniającej się natury prawdziwej relacji rodzic-dziecko. Studentka, która przyszła do mnie ze swoimi troskami o mieszkanie, nie potrzebowała kolejnej matki. Sama radziła sobie dobrze. Tuż przed ukończeniem szkoły matka zaskoczyła ją, prosząc, by wróciła do domu, dopóki nie znajdzie pracy. Pod koniec lata miała jednego. Rok później została stewardessą. To nie jest typowa rzecz w przypadku studiów dziennikarskich. Niemniej jednak jestem z niej podekscytowany. Uwielbiam oglądać jej zdjęcia z Facebooka wszystkich egzotycznych miejsc, przez które przemierza podczas postoju. Co więcej, uwielbiam oglądać jej zdjęcia z mamą.

Niewiele prawdziwych matek zniosłoby dość nagłe wyjazdy, które mają miejsce w dniu ukończenia szkoły. Moja uczelnia ma tradycję organizowania przyjęć wydziałowych dla absolwentów i ich rodzin po ceremonii rozpoczęcia, zakończonych tortem w kolorystyce szkoły. Prawie nikt nie pojawia się w pośpiechu, by spakować się i opuścić miasto. Wydział stoi w dość żałosnym kręgu, jedząc jaskrawe ciasto.

Staram się nie brać tego do siebie. Mówię sobie, że naprawdę nie ma lepszego pożegnania niż kibicowanie moim porywczym studentom, gdy idą po scenie po swoje dyplomy.

Żyjemy w czasach, gdy bada się wartość wyższego wykształcenia. Karty wyników i strony z rankingami, takie jak Payscale, oferują rodzinom możliwość porównania kampusów na podstawie długoterminowych zarobków absolwentów. Nie sądzę, aby żadna z tych witryn mogła naprawdę opisać długoterminową wartość emocjonalnych więzi, które mogą powstać między profesorami i studentami. Mogę tylko wiedzieć, że dla mnie wartość jest ogromna. Mam nadzieję, że moi uczniowie poczują to samo.