contador gratis Skip to content

Imię Noego

zachód słońca

zachód słońca

Nazwałem mojego syna Noah, ponieważ uwielbiałem wywoływane przez niego obrazy. Wyobraź sobie wszystkie gatunki zwierząt na świecie, kołysząc się pokojowo obok siebie, po dwa, w arce wykonanej przez wierne ręce z drewna susła. Podobał mi się pomysł nowego startu, planety pokrytej moim ulubionym żywiołem, który całe moje życie kołysał się w słonej wodzie. Podobał mi się obraz tego starożytnego Noego na dziobie swojej arki, wyciągającego otwartą rękę, by złapać podwójne symbole pokoju – gołębicę i prostą gałązkę oliwną, którą ściskała w dziobie. Nadałem mojemu synowi imię Noe, ponieważ mając wybór, dlaczego nie nazwać twojego syna po wybranym przez Boga?

W dniu narodzin Noego słońce wyszło po deszczu trwającym 40 dni i 40 nocy. W końcu jego miejscem urodzenia był Oregon. Miał rudawe blond włosy i spokojną twarz. Noah był pierwszym z moich dzieci, który spojrzał z powrotem w moje kochające oczy z ciekawością, która odzwierciedlała kolor, w jakim ja również widzę świat – niebieski. Został oddany w szczęśliwe siedmioletnie ręce swojej siostry Hannah i zdolnych ramion Christiany, która miała cztery lata. Jego trzyletni brat Micah był nim całkowicie zauroczony, zaciekawiony każdym dźwiękiem lub ruchem, jaki wykonał Noe. Noah Patrick, nazwaliśmy go, z drugim imieniem jego taty. Noah Patrick Moore, dodaliśmy, z moim panieńskim nazwiskiem. Noah Patrick Moore Kittel, zakończyliśmy ostatnim imieniem mojego męża, które wszyscy dzielimy. „Noah Moore” – żartowali niektórzy, ale nie okazałoby się to takie śmieszne.

Śmierć prześladowała nasze szczęście, a Noe nie mógł kochać zbyt długo. Oto, co przeczytałem na jego pogrzebie 15 miesięcy później. „Noah. Był nasz przez jeden długi i cudowny weekend naszego życia. Rozpoczął swoją podróż do tego świata w piątek wieczorem i przybył jako odpowiedź na nasze modlitwy w sobotę rano we wczesnych godzinach porannych, kiedy świat spał. Wiedzieliśmy, jaki był jego cud przed świtem, podczas gdy inni tylko marzyli o takich cudach. W miarę upływu soboty już go znaliśmy i był częścią nas. Fascynował nas jego głód, patrzyliśmy na niego z miłością, gdy spał, chichotaliśmy razem, karmiliśmy go jego pierwszym jedzeniem, klaskaliśmy, gdy czołgał się, śmialiśmy się, gdy tańczył, łaskotaliśmy go i podziwialiśmy jego umiejętność wspinania się. W sobotnią noc stale i wiecznie krążył w naszych żyłach. Miał osiem zębów i niesamowity uśmiech. Dumnie klaskał dla siebie, stawiając pierwsze kroki. Krzyczał o to, czego chciał. Wskazał na wszystko, co zobaczył. Z radością czytał książki. Uwielbiał lody.

O świcie niedzieli śniliśmy o sobie. Byliśmy sześcioosobową rodziną. Noe był tak samo częścią naszego życia, jak oddychanie. Graliśmy i już wspomnienia były długie i szczegółowe. Zaczęliśmy dzień od jego odgłosów i kochaliśmy go przez cały ranek. Cieszyliśmy się z naszych błogosławieństw i podziwialiśmy jego piękno. Podziękowaliśmy za doskonałość naszej małej rodziny i wiedzieliśmy, jak być zadowolonym. Byliśmy szczęśliwi i pełni. W niedzielne popołudnie Noah nas opuścił i cudowny weekend dobiegł końca. Już nigdy nie mogło być tak doskonałego weekendu. Ostatni, który przybywa, ale pierwszy wychodzi, na zawsze podążamy za jego przykładem. Nauczyliśmy go wszystkiego, co umieliśmy i wszystkiego, co mogliśmy. Teraz wie więcej, niż jesteśmy w stanie kiedykolwiek pojąć. A my dopiero zaczynamy odczytywać znaczenie Noego i wszystkiego, czego nas nauczył. Dał prezenty, których nie można kupić, a których hojnie uczyć bez słów. Jesteśmy na zawsze wdzięczni i na zawsze tęsknimy za niedzielnym porankiem ”.

Dwanaście lat później dodaliśmy do naszej rodziny jeszcze dwoje dzieci i mieszkaliśmy w Kostaryce z czwórką z nich, zostawiając Hannah w tyle. Wysadzenie jej na studiach miało być dla nas, jej rodziców, trudnym kamieniem milowym i nie zaprzeczam, że pępowina szarpnęła mnie za brzuch. Ale kiedy zostawiłeś syna w domu pogrzebowym lub zostawiłeś go na cmentarzu, każde miejsce na Ziemi jest łatwiejszym miejscem na pożegnanie. Zacząłem pisać historię Noego i następującą po niej stratę jego brata, Jonasza, dziewięć miesięcy później. Jonah oznacza „gołąb Noego” i odleciał, aby być z Noah gdzieś podczas jego martwego porodu, pozostawiając nas ponownie na brzegu z wyciągniętymi ramionami i jego imieniem w oddechu – Jonah Emmanuel Moore Kittel. Przez trzy lata próbowałem uchwycić historię naszych synów, którzy byli z nami w tak krótkim, ale potężnym czasie. Przez wiele dni spoglądałem znad ekranu komputera i spodziewałem się, że idą w moją stronę. To był magiczny czas spędzony z moimi synami, kiedy ich rodzeństwo było w szkole. Pogrążeni w żałobie rodzice uczymy się brać to, co możemy.

Wiosną odwiedzili nas nasi przyjaciele ze swoimi trzema synami, z których najstarszy – Adam – jest autystyczny. Rodzice Adama byli rodzicami chrzestnymi Noego i chociaż Adam nie widział Noego od wielu lat, spędził cały tydzień nazywając Micheasza i naszego najmłodszego syna, Izajasza, po imieniu – Noe. Słuchanie tego słowa było najsłodszą muzyką dla moich uszu, a moi synowie nie mieli nic przeciwko temu, by nazywano ich Noah. Dla mnie, samozwańczej miłośniczki słów, nazywanie moich dzieci było jedną z najprzyjemniejszych części ciąży i, jak powiedziałem, rozważałem możliwości i starannie je wybierałem. Rzeczywiście, jednym z wielu sposobów, w jakie tęsknię za moimi synami, była właśnie ta – cisza, w której kiedyś były ich imiona. Kiedy nasz tydzień z Adamem dobiegał końca, powiedziałem ojcu chrzestnemu Noego, jak bardzo lubiłem słuchać imienia Noego, wypowiadanego tyle razy przez Adama. Odetchnął z ulgą, mówiąc: „Myślałem, że to będzie dla ciebie bolesne!” I to było dla mnie jeszcze jednym przypomnieniem, jak źle rozumiana może być nasza żałoba.

Kilka dni później zostałem pobłogosławiony, że otrzymałem cyfrową opowieść wyprodukowaną przez krewnego o nazwie „Rzeczy, które mają znaczenie”. W ciągu trzech minut wyznaczono jej na przekazanie najważniejszych rzeczy w jej życiu, postanowiła wspomnieć, że Noah nauczył jej córkę wchodzić po schodach, zanim zostawił swojego towarzysza zabaw. Kolejnym niesamowitym prezentem dla mnie było ponowne usłyszenie imienia Noego w tej historii.

Nawet dzisiaj, 16 i 17 lat po ich śmierci, tęsknię za moimi synami w każdej minucie mojego życia. Pójdę do grobu z ich imionami na ustach. Kiedy nikt nie odważy się wypowiedzieć imion naszych dzieci, zastanawiamy się, czy zostały zapomniane. Chcę się budzić każdego ranka i wykrzykiwać imiona mojego syna do Wszechświata. „Noe!” „Jonasz!”

Dla pogrążonych w żałobie rodziców są to rzeczywiście ważne rzeczy.