contador gratis Skip to content

Jak mamy być mniej śmigłowcowi, kiedy tak się dzieje?

Christopher Broadbent
Christopher Broadbent

Gdzieś jest wideo, które mój ośmioletni syn nagrał, zanim to się stało. On i jego sześcioletni brat znajdują się około 100 stóp w górę szerokim, zalesionym szlakiem od swojego ojca, który łowi ryby, podczas gdy jeden z braci filmuje drugiego przez telefon komórkowy.

„Powiedz coś” – rozkazuje bratu. „Ummm…” August staje na nogach i skanduje bezmyślnie: „Spinozaur zjada ryby piłokształtne, a piły zjadają inne ryby, a inne ryby jedzą inne rzeczy”. W innym filmie August uderza kijem w ziemię. „Dobra laska” – burczy.

To dwaj chłopcy pozostawieni samym sobie w czymś, co można nazwać miłosiernie lasem: zalesionym betonowym szlakiem spacerowym nad brzegiem rzeki Congaree. Wiedzą, że powinni pozostać na szlaku, a nawet gdyby się nie posłuchali, rzeka była tego dnia niska i powolna i wiedzą, że nigdy, przenigdy, nie mogli się do niej zbliżyć. Są wystarczająco blisko, aby usłyszeć alarmy wędkarskie na swoich tyczkach. Mają telefon komórkowy i doskonale wiedzą, jak go używać. Ich ojciec jest tylko sto stóp dalej.

Wkrótce po nagraniu tego filmu podeszła do nich kobieta. Baby boomer w późnych latach pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych, biała. Kompletny strój do marszu i joggingu, z lycrą i wiatrówką, którą zawiązała sobie w talii od ciepłego dnia. Bez przedstawień ani uprzejmości, zapytała: „Gdzie są twoi rodzice?”

Powiedziawszy jej, że są z tatą, pobiegli do niego o sto stóp.

Kobieta nie poszła za moimi synami, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście mają rodzica; zamiast tego wezwała strażników i zgłosiła samotne dzieci na szlaku.

Kiedy później znalazła moje dzieci, szczęśliwie łowiące ryby z tatą, August ukrył się przed nią (to jego ulubiony mechanizm obronny) i przepraszała. „Cóż, jeśli zjawi się strażnicy” – powiewała – „Zadzwoniłam do nich, bo widziałem dwoje dzieci samotnie… nigdy nie można być zbyt ostrożnym… jak ten dzieciak w Kalifornii w zeszłym tygodniu…” Nie martwiła się, że utoną. znacznie bardziej aktualne zagrożenie. Martwiła się drapieżnikami i pedofilami.

„Pani”, powiedział mój mąż, „jedyną osobą, która ich nękała lub przerażała, byłaś ty”.

Ociekła z wściekłością.

Moi synowie powiedzieli mi później, że ich przerażała.

Nie chcę być rodzicem helikoptera. Próbuję wychowywać dzieci z wolnego wybiegu. Dzieci, które nie tylko potrafią samodzielnie poruszać się po świecie – a 100 stóp w górę szlaku to nie to – ale które potrafią pewnie poruszać się po świecie bez nielogicznych lęków, są przekonane, że większość ludzi jest dobra, a jeśli niektórzy ludzie są źli, cóż, stosujesz normalne środki ostrożności (telefon komórkowy, wołanie o pomoc, kopanie i krzyczenie) i ogólnie wszystko w porządku.

Ale z tym właśnie jestem.

Według Brennan Centerprzestępstwo w 2015 roku połowa tego, co było w 1990 roku. To o 22% mniej niż na przełomie XIX i XX wieku. Nasze dzieci są bezpieczniejsze niż my, z daleka. Fizyczna napaść na dzieci spadła o 33% w latach 2003-2011, a usiłowanie lub dokonany gwałt spadł o 43% w tym samym okresie, według University of New Hampshire Crimes Against Children Research Centre. Według danych, liczba dzieci porywanych przez nieznajomych każdego roku Dzieci z wolnego wybiegu, jest 115. Tylko 50 zostało zabitych przez porywacza.

Z drugiej strony, zgodnie z CDCumiera około 10 osób na dzień od niezamierzonego utonięcia 1 na 5 z nich to dzieci. Na każdego tonącego dzieciaka pięcioro otrzymuje pomoc doraźną w celu zanurzenia. Utonięcie jest piątą z głównych przyczyn przypadkowych zgonów w Stanach Zjednoczonych. Moje dzieci były nad cholerną rzeką. Wiedzieli, żeby się do niego nie zbliżać. Niemniej jednak znajdowali się w pobliżu rzeki i rozumiem, że przechodnia martwi się sześciolatkiem i dużym zbiornikiem wodnym. Jednak to nie zdawało się wpływać na fazę naszego napastnika.

Zmieniliśmy postrzeganie ryzyka z prawdopodobnego na sensacyjne. I to strach przed sensacją – czającym się drapieżnikiem, groźnym porywaczem – napędza nasze rodzicielstwo.

Moje dzieci mają osiem i sześć lat. Mam cały czas trzymać ich cholerne ręce? Czy mam je ciągle trzymać przy sobie? Moi synowie są w wieku, w którym muszą odkrywać świat. Muszą sprawdzić swoje granice, uderzać patykami w różne rzeczy, rozwijać własny świat poza zasięgiem dorosłych. Muszą dowiedzieć się, kim są poza rodzicami.

A jak mają to zrobić, kiedy społeczeństwo traci swój zbiorowy umysł, kiedy oddalają się o 100 stóp?

To pokolenie – pokolenie wyżu demograficznego – to te same osoby, które opowiadają o milenialsach i ich zależności. Ich absurdalna potrzeba pomocy, niezdolność do samodzielnego robienia rzeczy, fakt, że ich rodzice dzwonią do swoich profesorów z college’u, ponieważ nie potrafią.

Washington Post podaje, że „Według ostatnich badań 44 procent studentów doświadczyły objawów depresji, i samobójstwo jest jednym z czołowych przyczyny zgonów wśród studentów. ” Artykuł mówi dalej: „Często nie potrafią samodzielnie myśleć. Nadmierne zaangażowanie rodziców helikopterów uniemożliwia dzieciom naukę samodzielnego radzenia sobie z rozczarowaniami. Jeśli rodzice radzą sobie z każdą drobną sytuacją dla swoich dzieci, dzieci nigdy nie nauczą się samodzielnie radzić sobie z konfliktem. Rodzicielstwo helikopterów spowodowało katastrofę tych dzieci ”.

A jeśli tak jest, jak mogę temu przeciwdziałać, kiedy żyję w takim społeczeństwie oczekuje ja do rodzica helikoptera? To wymaga trzymania za ręce moich 8- i 6-latków, wygładzania ich dróg, trzymania ich w zasięgu wzroku i zarządzania ich zabawą? Jeśli moje dzieci nigdy nie mają czasu na bycie dziećmi, nigdy nie mają czasu z dala od dorosłych, nigdy nie nauczą się tych ważnych umiejętności, których potrzebują, aby się chronić. Baby Boomers nauczyli się ich – zostali wyrzuceni na zewnątrz i powiedziano im, żeby nie wracali do domu przed kolacją. Pokolenie Xers i pokolenie Oregon Trail się tego nauczyło – spójrz tylko, jak wkraczają dzieci Stranger Things spędzać tyle czasu z dala od dorosłych.

Ale nasze dzieci nie nauczą się tego, jeśli będziemy słuchać ludzi takich jak ta pani, która rzeczywiście dzwoniła do strażników parku na naszych osłach z wolnego wybiegu. Który na szczęście się nie pojawił. Ale w społeczeństwie pełnym ludzi takich jak ona, jak sobie radzimy? Jak wychowujemy nasze dzieci karą cywilną?

Podciągamy nasze spodnie. Dajemy dawkę rozsądku i prawdy. Wysyłamy dzieci szlakiem, ulicą, do sklepu. Krótko mówiąc, kontynuujemy. W końcu, dla dobra naszych dzieci, to wszystko, co możemy zrobić.