MotywacjaZachowanie

Jak „naturalne jest najlepsze” zawiodło mnie

poród naturalny
buzzanimation / Getty

Na długo przed poczęciem mojej córki planowałem już, jak wejdzie na ten świat. Jej narodziny byłyby naturalnie piękne. Pracowałam w domu tak długo, jak to możliwe, aż do momentu, gdy mój mąż i ja jechaliśmy do szpitala we wczesnych godzinach porannych, on szaleńczo pędził, a ja krzyczałem na niego, żeby zwolnił, jednocześnie łapiąc oddech między skurczami. Wchodziliśmy do szpitala i prowadzono nas na salę porodową. Tam miałbym doskonały, wolny od narkotyków naturalny poród, a moja córka zrobiłaby swoje wielkie wejście na świat w tym, co byłoby najbardziej wzmacniającym doświadczeniem w moim życiu.

Jak to często bywa, sprawy nie poszły zgodnie z planem.

W obliczu 39-tygodniowej diagnozy stanu przedrzucawkowego było jasne, że jedyny sposób na narodziny mojej córki to interwencja medyczna. Zamiast podskakiwać na balu porodowym, leżałem w łóżku, podłączony do monitorów śledzących tętno płodu i ciśnienie krwi. Kiedy o godz 1 rano, po tym, jak był w szpitalu od tego czasu 16:00, Poczułem się skonsternowany i wprowadzony w błąd, jakby coś tak ważnego zostało zabrane bezceremonialnie.

Mimo to przybyła, w pełnej krzyczącej chwale, potrzebując matki i błogo nieświadoma moich nieudanych planów narodzin.

Po jej urodzeniu zachorowałem na intensywną depresję poporodową (PPD). Łatwo było tak wiele winić za moją walkę, że moje narodziny nie dawały miastu siły, jak sądziłam, że powinny. Miałam poczuć się jak wojownicza księżniczka z dzieckiem wyłaniającym się z moich feministycznych lędźwi pośród czystej męskości i brutalnej kobiecej siły, podobnie jak w przypadku biegania długodystansowego.

Chciałem winić personel medyczny za pospieszne postawienie diagnozy pomimo normalnego ciśnienia krwi lub za to, że nie pozwolił mi zrezygnować z monitorów lub chodzić podczas porodu. Medycyna nie szanowała moich życzeń i była czynnikiem przyczyniającym się do PPD, a przynajmniej tak chętnie wtedy wierzyłem.

Prawie dwa lata później, Miałem ogromną przemianę serca. Nie obwiniam już nikogo ani instytucji za odebranie mi inicjacji, ale raczej kwestionuję własną potrzebę, aby moje narodziny były wzmacniające, a także moją wąską definicję tego, jak wyglądała inicjacja.

Istnieje dziś coraz bardziej wszechobecna ideologia, która głosi, co następuje: naturalne jest z natury lepszyporód naturalny wzmacnianie, a interwencja medyczna odbiera kobiecie prawo do samodzielności porodowej. Uważamy, że naturalny nie tylko najlepiej nadaje się do porodu, ale również znalazł zastosowanie w karmieniu niemowląt – zapewniając, że pierś jest najlepsza i wszystko dobrypoinformowane matki poświęciłyby się, aby zapewnić karmienie ich dziecka wyłącznie piersią za wszelką cenę. Zacząłem wierzyć, że ten sposób myślenia jest nie tylko zły, ale może być bardziej szkodliwy dla matek niż interwencje, które według naturalnych porodów są przyczyną komplikacji porodowych i depresji poporodowej.

Jak mogłem porzucić moje niegdyś mocno zakorzenione przekonania? Może moja ewolucja zaczęła się, gdy moja córka miała sześć dni. Moje mleko nadal nie spłynęło, a ona była głodna – pożywna formuła uratowała jej zdrowie i zdrowie psychiczne. A może było to wtedy, gdy jako żona wojskowa, sama z niemowlęciem i desperacko potrzebująca snu, zdałem sobie sprawę, że rodzicielstwo bliskości nie doprowadzi do przespania nocy. A może zmieniłem się, gdy mój ginekolog wręczył mi scenariusz dla Zoloft, potwierdzając, że nie muszę czuć się tak wyczerpany tym, co powinno być szczęśliwym czasem, i powiedziałem, że był karmiony mieszanką.

Zacząłem dostrzegać, że może naturalne nie zawsze jest lepsze, może piersi nie zawsze są najlepsze, a może, tylko może, interwencja bardziej pomaga niż szkodzi.

Dla tych, którzy nigdy nie czuli się pod wpływem natury, jest najlepsza ideologia, więc wiele z tego, co mówię, wydaje się oczywiste. Czy posiadanie zdrowych dzieci i utrzymanie własnego zdrowia nie jest priorytetem wszystkich kobiet w ciąży? Czy ktokolwiek rzeczywiście zachodzi w ciążę tylko po to, aby mógł doświadczyć naturalnego porodu wolnego od narkotyków?

Jednak tak duża część obecnej kultury – od blogów dla mam, stron poświęconych ciążom, innych matek, a nawet niektórych w samej społeczności medycznej – popycha kobiety do wiary, że ich celem jako nowych matek jest naturalny poród i noszenie dziecka do piersi. Ten wpływ, mogę osobiście i stanowczo powiedzieć, zaszkodził mi znacznie bardziej niż moje interwencjonistyczne narodziny i wierzę, że szkodzi więcej matkom i dzieciom, niż możemy sobie wyobrazić.

Obecnie jestem w ciąży z drugą osobą i, w przeciwieństwie do narodzin mojej córki, nie planuję niczego poza zdrowym dzieckiem. Nie wiem, czy znowu rozwinie się stan przedrzucawkowy, ale jestem przygotowany na Pitocin i nie będę czekać, aż będę cierpieć, aby poprosić o magiczne znieczulenie zewnątrzoponowe. Nie wiem, czy będę w stanie karmić wyłącznie piersią – kupiłam nową laktatorkę, o której słyszałem, że działa cuda, ale na wszelki wypadek zaopatrzę się też w mleko modyfikowane.

Wiem tylko, że zajmie się matką tego nowego dziecka bez presji zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. A jeśli depresja poporodowa odbije się na jego brzydkiej głowie, nie będzie to potęgowane przez przeważające poczucie porażki, ponieważ nie urodziłam się ani nie karmiłam naturalnie. To ta nowa perspektywa, ta wolność od presji, którą zdefiniowałem jako wzmocnienie.

Botón volver arriba

Wykryto blok reklam

Aby kontynuować korzystanie z naszej strony, musisz usunąć blokadę reklam. DZIĘKUJEMY