Jak sobie radzić z koronawirusem we Włoszech: mama opowiada swoją historię

Jak sobie radzić z koronawirusem we Włoszech: mama opowiada swoją historię

Osoba w fartuchu lekarskim trzymająca dłoń w rękawiczce przed trzema znakami kwarantanny

W miniony sobotni poranek moja 6-letnia córka obudziła się z krzykiem „Mamo!” ponieważ miała zły sen. Śniło jej się, że dziecko miało koronawirusa na dłoni i dotknął mojego ramienia i zachorowałam. Płakała ze strachu i trochę czasu zajęło mi uspokojenie jej i przekonanie, że to tylko sen – i wszystko było w porządku.

Pomimo wszystkich filmów dla dzieci, które pokazaliśmy jej na temat COVID-19, jest wystarczająco duża, by wyczuć strach dorosłych i zrozumieć, co jest mówione w wiadomościach.

Pochodzę z Mediolanu; mój mąż pochodzi z metra Detroit. A nasza czteroosobowa rodzina mieszka we Włoszech – jednym z epicentrów epidemii koronawirusa.

Dostosowanie się do ciężkiej rzeczywistości

Właśnie skończyliśmy trzeci tydzień od zamknięcia szkół i pierwszy tydzień maksymalnej izolacji. To znaczy, że od siedmiu dni nie wyszliśmy poza naszą bramę. Od 21 lutego, w dniu, w którym Włochy odkryły pierwszą wylęgarnię koronawirusa, sytuacja się pogorszyła.

To przerażająca rzecz dla dorosłych, nie mówiąc już o dzieciach. Liczba infekcji wyraźnie wzrosła, podobnie jak liczba zmarłych. Ponad 26 000 zakażonych, 2500 zabitych i około 3000 wyleczonych. Włochy, w przeciwieństwie do innych krajów, od razu wykonały wiele testów wymazów i jasno przedstawiły liczbę epidemii.

Jak już wszyscy powinni wiedzieć, problem polega na tym, że na oddziałach intensywnej terapii nie ma już miejsca. A jeśli sztywne środki restrykcyjne nie zostaną wdrożone, nasz system opieki zdrowotnej, jeden z najlepszych na świecie, grozi upadkiem. Brakuje łóżek, aby pomieścić wszystkich chorych. Na 1000 osób mamy 3,2 łóżka szpitalne; Ameryka ma 2,8.

Wiemy, że izolacja jest jedynym rozwiązaniem i pomimo ogromnych wyrzeczeń cieszymy się, że rząd szybciej niż inni przedkładał zdrowie przed bogactwo. Ponieważ ludzie naprawdę umierają.

Stanie się “ zaletami izolacji ”

Więc zostajemy w domu. Patrzymy na świat z okien, nie wiedząc, kiedy znowu będziemy mogli zobaczyć nasze rodziny i naszych bliskich przyjaciół, ale wiemy, że im bardziej przestrzegamy zasad, tym szybciej wrócimy do normalności.

W trzecim tygodniu możemy powiedzieć, że staliśmy się profesjonalistami z izolacji. Dowiedzieliśmy się z pierwszej ręki, że znalezienie jakiegoś rodzaju codziennej rutyny jest niezbędne. Mój mąż i ja pracujemy w domu i dzielimy dzień na dwie części: rano pracuję, po południu on.

Utrzymanie ścisłych zasad w tym dziwnym czasie nie zawsze jest łatwe; w rzeczywistości czasami trudno jest to utrzymać. A potem to się dzieje, śniadanie trwa dłużej niż zwykle, zostajesz w piżamie do 11 rano i wszystko zaczyna się trochę później. Zawarliśmy z nim pokój i właściwie nauczyliśmy się nim cieszyć i żyć nim jako darem.

Moja 2-letnia córka, która tak naprawdę jest mamuśką, zawsze by do mnie przykleiła, gdyby mogła. Więc znaleźliśmy sposób, żeby ją oszukać. Zanim zacznę pisać, zakładam kurtkę i żegnam się, jakbym naprawdę szedł do biura, ale zamiast wyjść za drzwi chowam się w sypialni.

Moja najstarsza córka jest w pierwszej klasie. Co tydzień jej nauczycielka przysyła nam prace szkolne, które ma do wykonania, podzielone według dni. Udostępnia filmy i linki, aby dzieci nie czuły się samotne, ale nie jest to łatwe. Odrabiamy jej lekcje po południu, kiedy maluch uciąga sobie drzemkę.

Inną rzeczą, którą lubimy, jest gotowanie. Dużo gotujemy. Gnocchi, makaron, minestrone. W minioną sobotę zrobiliśmy pizzę domowej roboty. To sposób na spędzenie czasu i prezent dla naszych kubków smakowych. Gdybyśmy mieli jeść inspirowane nastrojami na ulicy, umarlibyśmy z głodu.

Tworzenie normalności i podtrzymywanie nadziei

Czasami czujemy się na wojnie; czasami mamy wrażenie, że mamy dziwne przymusowe wakacje. W ciągu dnia bawimy się w chowanego, Barbie, układamy puzzle, rysujemy – to wszystko robimy nawet dwa, trzy razy.

Mamy szczęście, że mamy podwórko, aw słoneczne dni możemy wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza. Pomiędzy śmiechem a łzami są oczywiście kłótnie. Przyznam, że dziewczyny oglądają telewizję i tablet częściej niż zwykle. Początkowo czuliśmy się winni, ale potem pogodziliśmy się z tym i zrozumieliśmy, że urządzenia elektroniczne czasami pomagają nam zachować zdrowie psychiczne.

Tęsknimy za kolacjami z przyjaciółmi, tęsknimy za możliwością objęcia naszych bliskich. Dlatego często prowadzimy rozmowy wideo, w których niewiele mówimy, ale cieszymy się z patrzenia sobie w oczy. Często rozmawiamy o tym, co się dzieje i trochę się boimy; każdy kaszel budzi podejrzenia. Znamy ludzi w szpitalu i ludzi, którzy zmarli.

Aby przezwyciężyć te zniechęcające czasy, dzielnice spotykają się przy oknach, aby razem bawić się i śpiewać, aby dotrzymywać sobie towarzystwa.

Nasza rodzina i przyjaciele z Michigan często do nas piszą i dzwonią. Cieszymy się, że państwo podjęło bardziej rygorystyczne środki: ten wirus zachowuje się jednakowo w każdym kraju i im szybciej wszyscy zaczniemy działać, tym szybciej to wszystko się skończy.

Mówimy im, aby unikać kontaktów i jak najszybciej rozpocząć samoizolację. Zastanawiamy się, kiedy będziemy mogli wrócić do Detroit, kiedy będziemy mogli podróżować bez strachu.

Jeszcze nie wiemy, ale jesteśmy pewni, że kiedy nadejdzie ten dzień, będziemy razem świętować.