contador gratis Skip to content

Jak to jest być mamą szkolnego „podopiecznego”

Syn nienawidzi szkoły
Milatas / Getty

Loguję się do szkolnego portalu internetowego, aby sprawdzić raport z postępów mojej siódmej klasy i to tak, jakby ktoś wyrzucił kilka pierwszych liter alfabetu, ponieważ w zasięgu wzroku nie ma A ani B – ani nawet C. Lista kursów jest całkowicie wypełniona D i F i nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony. Nie dlatego, że mój syn jest głupi lub że nie mam wobec niego wysokich oczekiwań – nie może też być dalsze od prawdy.

Nie dziwię się, że jego oceny są w toalecie, ponieważ znam mojego syna i wiem, że szkoła nie jest jego mocną stroną. Dlatego też nie jestem tak rozczarowany, ponieważ ma do zaoferowania znacznie więcej, niż odzwierciedlają jego standardowe wyniki. I nikt nie może tego zobaczyć wyraźniej niż ja.

Jednak nigdy nie spodziewałem się, że będziemy w tym momencie. Kiedy był mały, pomyślałem, że przejdzie przez każdą klasę. W rzeczywistości, w pewnym momencie na początku, mówiono o pomijaniu go w szkole. Czytał, gdy tylko mógł mówić, i miał bardziej zaawansowane słownictwo niż wielu dorosłych. Pożerał każdy materiał edukacyjny, jaki mógł dostać, zwłaszcza jeśli dotyczył nauki. W wieku trzech lat mógł nazwać wszystkie kręgi kręgosłupa i powiedzieć ci wszystko, co chciałbyś wiedzieć o roślinach mięsożernych.

Gdybyś zapytał mnie wtedy, jak będzie sobie radził w 7 klasie, spodziewałbym się, że będzie najlepszy w swojej klasie, nie drapiąc się po zębach i ryzykując, że będzie musiał powtórz rok (i miejmy nadzieję, że tylko jeden).

Jednak kilka lat po rozpoczęciu szkoły ADHD podniosło swoją brzydką głowę, a związane z nim objawy i zachowania zaczęły przyćmiewać jego olśniewający potencjał. Jego niezdolność do skupienia się oznaczała, że ​​spędzał większość czasu na roztargnieniu i marzeniach, przez co był całkowicie zagubiony; wszystko wpadało do jednego ucha, a wychodziło do drugiego, krążąc w jego meandrującym mózgu, a potem wymykając się.

Leki czasami działały, ale i tak nie zapobiegały gwałtownemu spadkowi jego ocen, a on został usunięty z programu edukacyjnego dla utalentowanych uczniów, ponieważ jego ponure wyniki testów „nie wskazywały na potrzebę”. Nie chodziło o to, że on kończył szkołę, ale o to, że szkoła zawodziła mu. Sala lekcyjna nie jest najbardziej przyjaznym miejscem dla dziecka takiego jak mój syn, nawet pomimo „dodatkowych” środków, które, jak mieliśmy nadzieję, pomogły, takich jak pozwolenie mu usiąść na piłce do ćwiczeń zamiast krzesła.

Skończyło się na tym, że wyciągnęliśmy go ze szkoły publicznej i zapisaliśmy do szkoły online, która była świetna pod wieloma względami. Ale bez względu na to, czego próbujemy, nadal nie jest dobry w szkole, a nawet zmiana miejsca nie zaowocowała magicznie pojawieniem się na liście honorowej. Przedziera się przez każde zadanie z szybkością i entuzjazmem osiołka prowadzonego przez ruchome piaski. Odsuwa się, a kiedy napotyka pytanie testowe, wygląda na to, że w ogóle nie nauczył się tego przedmiotu.

To frustrujące dla nas obojga: on, ponieważ jego nauczyciele nieustannie chcą, aby się poprawiał, a ja, ponieważ wiem, że w jakiś sposób jest w stanie radzić sobie lepiej.

Ale potem patrzę, jak majstruje przy swoim komputerze, jego ulubionej rozrywce. Mając zaledwie 12 lat, dzieciak zajmuje się naprawą laptopów dla przyjaciół i sąsiadów – zanim je zwróci, upewni się nawet, że wszystkie sterowniki i oprogramowanie są aktualne. Nauczył się wielu języków programowania i to tak, jakby mieszkać z Geek Squad; mój mąż zadzwonił do niego z pracy któregoś dnia, aby zapytać, jak otworzyć plik JSON, po czym otrzymał szczegółowy samouczek.

Ostatnim razem, gdy odebrałem telefon od jego nauczyciela online, przygotowałem się na kolejną rozmowę o jego ocenach. Zamiast tego spędziła 15 minut, rozmyślając nad faktem, że mój syn był w stanie rozwiązać – za pomocą kodu – problem z łącznością, który miał jego zajęcia online. Wysłał nawet jej zrzuty ekranu dokładnie tego, co zrobił.

„Nie miałem pojęcia, że ​​jest tak biegły w komputerach!” dziwiła się. Ale tak naprawdę, dlaczego miałaby mieć jakiś pomysł? Szkoła nie jest tam, gdzie leżą jego pasje. Zwykle widzi apatycznego leniwca, który jeździ na łyżwach na minimalnym poziomie.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że czasami nie zmagałem się z dużymi trudnościami w nauce ze słabymi wynikami mojego syna, zwłaszcza że moje inne dzieci są na najwyższym końcu akademickiego spektrum. Czasami trudno nie porównać. Wolałabym, żeby był prostym uczniem, który uwielbia szkołę? Oczywiście – choćby dlatego, że ułatwiłoby mu to życie. Wiem, że nie ma wiele radości z bycia na dole klasy.

Ale wiem też, że talent niekoniecznie oznacza osiągnięcia, zwłaszcza jeśli osiągnięcia szkolne nie są tam, gdzie tkwią talenty mojego dziecka. Wiem, że jest w nim popęd, który zmotywuje go do innych rzeczy niż równania algebraiczne i historia świata. Wiem, że szkoła może być koniecznością, przynajmniej na razie, ale to tylko strona w znacznie dłuższej historii. Jego droga przez środowisko akademickie może być bardziej wyboista niż większość, ale to nie znaczy, że po drugiej stronie nie ma wielkich rzeczy.

Postanowiłem więc, że zamiast stresować nas oboje nieustannie narzekając na jego kiepskie wyniki, zamierzam położyć mniejszy nacisk na znakomite oceny i skupić się na rozwijaniu tego, co on jest dobry w. Będę go zachęcał, by zajmował się tym, co go pasjonuje – bo to mu przyniesie najwięcej pożytku. I tak nikt nie jest zapamiętany z ocen, które otrzymywał w szkole, a największym prezentem, jaki mogę dać mojemu synowi, jest to, że nie zawarłem całej jego wartości i potencjału w jednym, bezsensownym liście.