Jak wdowieństwo przygotowało mnie na pandemię

Jak wdowieństwo przygotowało mnie na pandemię

Wdowieństwo przygotowane na pandemię
Oliver Rossi / Getty

Na pierwszy rzut oka te dwie rzeczy wydawałyby się zupełnie niezwiązane. Życie młodej wdowy i przeżycie pandemii wydaje się być dwoma oddzielnymi i różnymi okropnościami. Jedna to głęboko bolesna strata osobista, druga to globalne zagrożenie, które może zniszczyć nasz system opieki zdrowotnej, finansowy i społeczny.

A jednak w pierwszych dniach pandemii nie mogłem powstrzymać się od poczucia dziwnego poczucia déjà vu, pewnego spokoju w burzy znalezienia artykułów spożywczych i zapasów, na które musiałbym zamknąć się z dwójką moich dzieci. dwa tygodnie. Ponieważ, chociaż nigdy wcześniej nie przeżyłem globalnej pandemii, przeżyłem upadek mojego świata. Przeżyłem koszmar. I kiedy wszyscy się wspinali – kiedy ja się wspinałem – zdałem sobie sprawę, że byłem trochę lepiej przygotowany niż niektórzy moi niewdowiedli przyjaciele. Mogłem trochę łatwiej oddychać, ponieważ tak wiele elementów było tak dziwnie znajomych. Nauczyłem się tylko kilku lekcji, które sprawiły, że ciężkie dni stały się łagodniejszym biciem serca.

Życie z niepewnością co do przyszłości

W ciągu kilku dni po śmierci męża szłam do łóżka, nie mając pojęcia, jak będzie wyglądał mój następny dzień, jak będzie wyglądała moja przyszłość. Zasypiałem z tą niewygodną krawędzią niepewności tkwiącą w moich myślach. Kiedy powaga COVID-19 uderzyła w rzeczywistość, kiedy pandemia wprowadziła wszystkich w ciągły stan niepewności, a nagłówki gazet migały w telefonach co kilka sekund, ogłaszając kolejne zamknięcie, osiągnięto kolejny niski poziom ekonomiczny, kolejny przerażający fakt, wszyscy zaczęliśmy niepewność. Wszyscy kładliśmy się spać, nie mając pojęcia, jak będzie wyglądać jutro, próbując zasnąć z ostrą krawędzią wbijającą się w nasze myśli. Jako młoda wdowa nie starałam się zasnąć. Nauczyłem się, że chociaż jutro jest niepewne, jutro nadejdzie. Księżyc zajdzie i słońce wzejdzie, a jutro nadejdzie, niosąc wszystko, co przyniesie, z czym zmierzysz się z taką samą siłą i odwagą, jak w dzisiejszym dniu.

Trzymanie dwóch całkowicie sprzecznych myśli

W tygodniach po śmierci męża odkryłem, że chciałem zrobić nieśmiałe kroki do przodu, desperacko prawie robiąc te nieśmiałe kroki do przodu, a jednocześnie złapałem się za pęt przeszłości z całą siłą mojego ciała. Od razu byłem gotowy na przyszłość, a jednocześnie szczęśliwy, że pogrążam się w przeszłości. Gdy stany zaczynają się otwierać, pojawia się poczucie ulgi, że rzeczy się otwierają, że coś normalnego powraca, ale wraz z tym pojawia się niewątpliwa groza co jeśli—Jak w ogóle, co, jeśli ta fryzura jest powodem, dla którego złapię COVID-19, albo gorzej, co, jeśli ta niezupełnie zdystansowana społecznie randka jest powodem, dla którego moje dziecko rozwija rzadki zespół zapalny dotykający dzieci. Akt trzymania dwóch sprzecznych myśli jest wyczerpujący psychicznie w sposób, którego nigdy nie doświadczyłem przed owdowieniem. Wydaje się, że nie można być jednocześnie szczęśliwym i smutnym. Ale nie jest. Można wdychać napięcie dwóch uczuć, które nie powinny współistnieć jednocześnie. Nauczyłem się, że próba ignorowania jednego z uczuć, skupiania się wyłącznie na drugim, to plan skazany na niepowodzenie. Uczucia generalnie nie lubią być ignorowane. Młode wdowieństwo nauczyło mnie znaleźć miejsce na obie myśli, rozpoznać siłę świadomości tkwiącą w trzymaniu dwóch sprzecznych myśli na raz.

Utrata normalności

Pośród wielu rzeczy, które straciłam, kiedy straciłam męża – mojego najlepszego przyjaciela, moje poczucie bezpieczeństwa, moją wiarę w szczęśliwe życie, żeby wymienić tylko kilka – straciłam też normalność. Każdy aspekt mojego życia – od jedzenia, które jadłem, przez programy, które oglądałem i sposób, w jaki myłem twarz w nocy – zmienił się. Nie było już czegoś takiego jak normalność. Po prostu było to. Ten zupełnie nowy świat pozbawił mnie wszystkiego, co wydawało mi się, że znam, i pozostawił mnie surowego i podatnego na zmiany. Pandemia ukradła wszystkich naszych normalnych. Niemal z dnia na dzień szkoły zostały zamknięte, a biura zamknięte, a zwykły akt pójścia do sklepu spożywczego stał się czymś, co wydawało się misją życia lub śmierci. Nagle nasi najlepsi przyjaciele zostali od nas oderwani, nasze poczucie bezpieczeństwa zostało zdrapane, a wiara, że ​​szczęśliwie i długo jest możliwe, stała się niemożliwie trudna do uwierzenia. Wszyscy straciliśmy normalność, a utrata normalności jest po prostu trudna. Wydaje się zbyt duże, zbyt nieuchwytne, aby całkowicie ogarnąć nasze umysły. Wdowieństwo dało mi możliwość nadania nazwy stracie – smutku z powodu utraty normalności – i siłę, by powiedzieć po prostu: to jest trudne. Ponieważ nauczyłem się, że jeśli potrafimy zredukować to, co niematerialne, do języka, to czasami trudność nie wydaje się tak przytłaczająca. Czasami to wystarczy.

Znalezienie drogi naprzód w obliczu niepewności

Życie młodej wdowy jest pełne wyzwań – czujesz się bezradny w obliczu smutku swojego dziecka, obserwując, jak dni kalendarzowe uciekają, gdy oddalasz się od życia, które kiedyś znałeś – ale największe wyzwanie pojawia się w momencie, gdy zdasz sobie z tego sprawę trzeba zacząć odnajdywać swoje oparcie w nowej normalności, ponieważ nie wystarczy już chybić normalności. Nie ma przewodnika, w którym dowiesz się, jak postawić pierwsze niepewne kroki w nowej normalności. Słońce wygląda inaczej, a sposób, w jaki postrzegasz świat, na zawsze się zmienił. Podobnie, gdy stany ponownie otwierają się i unoszą się blokady, wychodzimy z ukrycia w sposób, o którym możemy decydować tylko sami, a dla większości z nas prawdopodobnie układamy razem plan gry, który wygląda inaczej w zależności od dnia – może nawet na podstawie minuty.

Nauczyłem się, że można się potykać, gdy znajdujesz nową podstawę. Można nawet na chwilę wycofać się w bezpieczne miejsce. W porządku jest czuć się zagubionym, przytłoczonym i zupełnie nieprzygotowanym na ścieżkę rozciągającą się przed tobą. Ponieważ ścieżka będzie tam, jednak i kiedykolwiek będziesz gotowy, aby nią przejść.

Nie życzę nikomu młodego wdowieństwa. I mam nadzieję, że w głębi serca nikt z nas nie będzie musiał ponownie przeżywać pandemii. Ale mam nadzieję, że nigdy nie zapomnę przypomnieć sobie, że czasami to, co wydaje się czymś, co cię złamie, jest w rzeczywistości rzeczą, która może cię uratować następnym razem.