contador gratis Skip to content

Jako mama z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym boję się o swoje dzieci

macierzyństwo ocd
AngiePhotos / iStock

Jest dobrze po 20:00, a mój syn powinien leżeć w łóżku. To jedna z tych rzadkich nocy, kiedy jego ojciec jest w domu, a ja mam cieszyć się nocą wolną od szaleństw przed snem malucha teraz, gdy jego siostrzyczka spokojnie śpi. Ale, jak to często bywa w tych nocach „wychodzenia z łóżka bez snu”, przez ostatnie 40 minut mój maluch krzyczał i płakał, bijąc i kopiąc, desperacko unikając pójścia spać, podczas gdy mój mąż namawia, błaga, ostrzega, przekierowuje, zwykły. To nic nowego.

W domu wreszcie zapada cisza, a ja kibicuję za niepewne zwycięstwo mojego męża. Ale potem, ze szczytu schodów, słyszę trzepotanie furtki i głos mojego syna: „Mamo?” Wstrzymuję oddech i czekam. W każdej chwili powinienem usłyszeć powolne i ciężkie kroki mojego zmęczonego męża, który wprowadza małego chłopca w koszulce i pieluszce z powrotem do sypialni. Ale zamiast tego znowu słyszę jego głos, bardziej naglący: „MAMA?” Idę więc w jego stronę.

Widzę go.

Widzę go na szczycie schodów, samotnego schodzącego pierwszym w dół, a potem drugim. Z pulchną ręką opartą na chłodnej białej ścianie dla stabilności, z ciałem spoconym i roztrzęsionym z wyczerpania i napadu złości, mój syn rusza się do przodu. Serce podchodzi mi do gardła: Nigdy nie schodzi ze schodów bez jednego z nas przed sobą. Zaczynam panikować, wołać męża i mówię synowi: „Kochanie, przestań! Po prostu wytrzymaj!”

A potem to koniec. Mój mąż podchodzi i zabiera naszego syna. Drzwi sypialni się zamykają. On jest bezpieczny.

Ale moim zdaniem tak nie jest. W mojej głowie natrętne obrazy mojego słodkiego chłopca spadającego ze schodów i napotykającego przerażający koniec grają na niekończącej się pętli przez resztę nocy. Czasami jest to tak przerażające, że kręcę głową, aby uciec przed tym obrazem, ale Nie mogę powstrzymać tego przed ciągłym powracaniem. Tak więc uderzam się wielokrotnie w skroń w rytuale, który miałem od dzieciństwa w czasach, kiedy ogarnia mnie przerażająca scena, która jest wyryta w moim mózgu i gra jak zepsuta płyta. Wiem, że to nie działa, ale i tak to robię, próbując się zresetować i rozluźnić, a następnie rzucam się do przodu z falą mdłości, gdy scena powraca. Oczywiście rytuał niszczy spokojną noc, którą zaplanował mój mąż. Siedząc na kanapie, oglądając nasz ulubiony serial komediowy, przeklinam, wymiotuję i uderzam się w głowę w kółko, a ciało mojego męża sztywnieje, gdy cofa ramiona wokół mnie i wzdycha. Nie wie, co robić.

Przez większość mojego życia cierpiałem na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Przed dziećmi moje obsesyjne myśli ograniczały się do niepokoju związanego z moją przedwczesną śmiercią, ponieważ nie było nikogo na świecie, kogo kochałem tak bardzo, jak teraz moje dzieci, a moje ZOK poluje na tę miłość. Teraz, jako matka, nie mogę gotować bez obawy, że przypadkowo otruję moje dzieci, więc wolę nie gotować. I każdego dnia, kiedy mój syn wyjeżdża z mężem do przedszkola, mam pewne ciche i mówione rytuały, które muszę powtarzać, albo możliwość, że stanie się z nimi coś bardzo złego – coś, czego nawet nie mogę tutaj napisać – wydaje się nieuchronne .

Jeśli kładę córkę, gdy płacze, a ona sama się uspokaja i uspokaja, muszę wbiec i obudzić się ją, bponieważ już zacząłem się nią smucić. Kiedy znajduję zatkany przewód od pielęgniarki i zaczynam go masować, robię to z taką siłą, zakładając, że to złośliwy rak, że rozrywam skórę, gdy wyobrażam sobie przyszłość moich dzieci beze mnie. Pomimo USG i specjalistów zarezerwowanych w szalonych łzach, nie pocieszam się, że ta sytuacja jest łagodna i nie pozwala mi zasnąć każdej nocy, kompulsywnie pocierając moją pierś, aż obszar znów będzie gładki. Chwile radości są wysysane i zastępowane przez łzy, gdy mój własny głos drwi ze mnie w mojej głowie: Wkrótce umrzesz. Będziesz stary, a twoje dzieci będą cię nienawidzić.Żyłem z tym przez całe życie, ale nawet gdy jestem w najlepszej formie, mój OCD zawsze znajduje sposób, by sprawić, żebym cierpiał.

Moje ZOK jest częścią mnie, której nienawidzę bardziej niż czegokolwiek. Walczę z tym. Walczę. Ale nie mogę uciec.

Zanim urodziłyśmy się dzieci, doceniałam, że byłaby duża możliwość, że przekażę tę chorobę psychiczną moim dzieciom. Teraz, gdy są tutaj i kocham ich tak mocno, tak bezwarunkowo, rzeczywistość tego problemu uderza w sedno: jeśli mój syn lub córka cierpi na ten zatruty mózg, tak jak ja, jak kocham ich ZOK? Czy kochanie ich oznacza kochanie ich choroby psychicznej, próby pogodzenia się z nią, pracy z nią, ponieważ tak dobrze ją znam, czy też mogę dalej nią gardzić, walczyć, nienawidzić? A jeśli nienawidzę ich ZOK, czy to oznacza, że ​​w rzeczywistości nie mogę bezwarunkowo kochać moich dzieci? Jeśli nienawidzę części z nich, która powoduje tyle cierpienia, czy zawiodę? Czy OCD triumfuje? Jak mogę uciec przed tym okropnym zaburzeniem, skoro zakorzenił się on w moich dzieciach, i jak mam modelować dla nich „właściwy” sposób radzenia sobie z tym, skoro oczywiście nie znalazłem dla siebie odpowiedzi?

Nie wiem

Dzisiejszego wieczoru jestem wdzięczny, że mój syn nie spadł ze schodów i na tym chyba zostawię.