contador gratis Skip to content

Jazda na diabelskim młynie macierzyństwa

Trudny czas dla matki

Któregoś wieczoru mój mąż wysyłał SMS-y „za chwilę”, „niedługo do domu”, „po prostu czekam na autobus” i było prawie 7:00, zanim dotarł do domu. Nie jestem pewien, czy byłem zmęczony, dzieci były zmęczone, czy była pełnia księżyca, ale zanim wszedł, byłem gotowy do wyjścia.

Regularnie dochodzę do końca mojej liny. Życie z małymi dziećmi przeskakuje od jednej niesamowitej i inspirującej chwili do wymykającej się spod kontroli i irytującej chwili w następnej. Mam osobowość wzloty i upadki, a po moich najwyższych wzlotach następują upadki najniższych dołków, a wszystko to w ramach jednego obrotu wskazówki minutowej na zegarze.

Pewnego dnia moje dzieci bawiły się razem na górnej pryczy w pokoju mojego syna. Przytulili się do poduszek swoimi pluszowymi zwierzętami i kocami, zarówno chichocząc, jak i wijąc się jak szczeniaki labradora. Mój syn rozśmieszał swoją młodszą siostrę histerycznie, a ona połaskotała go pod brodą i drażniła go; prawdziwy festiwal miłości dla rodzeństwa. Uśmiechnęłam się i poczułam w środku ciepło i dumę z pięknych, zdrowych dzieci, które wychowałam. Wszystko było dobrze.

Kilka sekund później odwróciłem się, żeby umyć zęby i cały scenariusz się rozpadł. Śmiech zamienił się w krzyki. Giggles przeszedł w płacz. Snuggles odwrócił się, by chwycić i popchnąć. Zabawki przeleciały po pokoju. Moje serce waliło, a krew gotowała się, gdy podskoczyłem, by rozdzielić tych dwoje, zanim ktoś spadł z pryczy. Oba dzieci płakały. To był koniec świata, w krainie przedszkolaków. To był jeden z tych momentów, kiedy po prostu chciałem rzucić palenie.

Dorastając, jeśli coś mi się nie podobało, rzuciłem. Porzuciłem pływanie wyczynowe, gimnastykę, ringette, zajęcia plastyczne i kto wie co jeszcze po kilku latach, bo nie byłem w nich gwiazdą. Mój świat był bardzo czarno-biały. Rób przyjemne i łatwe rzeczy, w których mógłbym się wyróżniać. Unikaj trudnych rzeczy. Ta filozofia była dobra, kiedy miałem się martwić tylko o mnie. W większości działało to nawet z moim mężem na zdjęciu.

Miesiące (i lata) po zostaniu mamą były jak dotąd najtrudniejsze w moim życiu. Nie jestem do końca pewien, jak przeszedłem przez te lata strasznej deprywacji snu. Moja zaciekła miłość do mojego nowo narodzonego syna (a po trzech latach do mojej córki) nauczyła mnie, że tylko dlatego, że coś jest naprawdę, bardzo trudne, nie oznacza, że ​​nie jest tego warte. Cudowne małe dzieci, które zostały stworzone i noszone, kochane, kołysane i karmione, czasami z moimi łzami mieszającymi się z ich łzami, są moje do zatrzymania.

Nauczyłem się, że chęć rzucenia palenia jest normalna; kłamcą jest każdy, kto ci mówi, że rodzicielstwo to błoga doskonałość. Rodzicielstwo niemowląt i małych dzieci jest jak jazda na diabelskim młynie, który nigdy się nie zatrzymuje. Ale na dole nie ma uśmiechniętego mężczyzny, który naciśnie przycisk, jeśli chcesz wyjść, aby złapać oddech.

Wszystko, co możemy zrobić, to cieszyć się wzlotami i doskonałymi chwilami, choćby ulotne. Wdychaj je i rób dużo zdjęć. Przytul się do ciepłych policzków naszego syna. Prześledź palcami dołeczki naszej córki i trzymaj w dłoniach jej małe stopki.

Zatrzymaj idealne chwile w naszej pamięci, abyśmy mogli przypomnieć sobie o nich w czasach, gdy wszyscy krzyczą, a my przedzieramy się przez ponury dzień, a diabelski młyn znowu drapie dno.

Powiązany post: Bycie dobrą mamą czyni mnie złą żoną