contador gratis Skip to content

Jeśli nie możesz usiąść obok płaczącego dziecka w samolocie, uciekaj do piekła

Czy samoloty potrzebują stref wolnych dla dzieci?
Marc Romanelli / Getty Images

Ostatnio pewna siebie „zestresowana” kobieta podczas krótkiego lotu Delta z Syracuse w stanie Nowy Jork do JFK poprosiła o odsunięcie od płaczącego dziecka. Kiedy steward natychmiast odrzucił jej prośbę (i słusznie), weszła w tryb balistyczny „Jestem o wiele ważniejszy niż TY” i zaczęła mówić stewardessie, że jutro nie będzie już miała pracy.

Ummm, bardzo uprzywilejowany?

Takie sceny odgrywają się codziennie na niezbyt przyjaznym niebie, gdzie ewidentnie społeczność wychowuje dzieci uczucie, że „potrzeba wioski” natychmiast staje się nieważne, gdy jesteś na wysokości 30 000 stóp – lub nawet nadal na asfalcie. Nie jest tajemnicą, że podróżowanie samolotem w dzisiejszych czasach nie jest rejsem dla przyjemności, a wszyscy – zarówno podróżujący w interesach, jak i dla przyjemności – wydają się przenosić frustrację na każdego i wszystko wokół siebie.

Niestety, niemowlęta i małe dzieci mają tendencję do przejmowania ciężaru niecierpliwości i wrażliwości, ponieważ nie możemy zapomnieć, że niemowlęta jęczą i płaczą, a pełne energii, uparte maluchy nie lubią siedzieć zbyt długo w jednym miejscu. Niestety udręczone i stresujące życie ludzi przenika do kabin samolotów – i to może być przepis na potencjalną katastrofę.

Ostatnią rzeczą, jakiej ktoś pragnie podczas podróży z prędkością 500 mil na godzinę 10000 stóp w powietrzu, jest całkowite stracenie gówna i potencjalne zagrożenie dla setek niewinnych ludzi. Z tego powodu stewardessa – niepewna, jak niestabilna może być sytuacja płaczącego dziecka – natychmiast zażądała usunięcia kobiety z samolotu (prośba, którą każdy członek załogi może złożyć w dowolnym momencie).

Scena lotu Delty nasuwa kilka pytań: Dlaczego obserwujemy wzrost liczby pasażerów, którzy nie mogą i nie chcą siedzieć w pobliżu małych dzieci? A co, jeśli w ogóle, planują z tym zrobić linie lotnicze?

Jeśli chodzi o osoby, które nie chcą siedzieć obok niemowląt i małych dzieci, mam do nich dwa słowa: TWARDY. GÓWNO.

Jeśli twoje imię i nazwisko nie znajduje się dosłownie na boku samolotu lub nie lecisz prywatnym czarterem, naprawdę nie masz wyboru. Naprawdę. Prosta czynność zakupu biletu nie daje żadnych specjalnych przywilejów ani praw – tylko przejazd z jednego miejsca do drugiego. Przeniesienie Cię, jeśli uzna to za stosowne i jeśli jest dostępne inne miejsce, zależy wyłącznie od uznania załogi. Jeśli chcesz wybrać miejsce po przeskanowaniu kabiny i obejrzeniu kto jest na pokładzie, proponuję polecieć na południowy zachód.

Cieszenie się korzyściami płynącymi z cholernego szybkiego dotarcia gdzieś oznacza również, że będziesz musiał mieć do czynienia z innymi ludźmi (w tym z ludzkimi dziećmi). Powiedzmy, że chodzi o terytorium.

A jeśli chodzi o to terytorium… jest jakaś szansa, że ​​linie lotnicze z siedzibą w USA kiedykolwiek zaoferują w swoich samolotach strefy wolne od dzieci? Według serwisu lotniczego airfarewatchdog.com, który jest odpowiedzialny za podróże lotnicze, odpowiedź brzmi „nie” z powodu potencjalnego koszmaru PR. Niektóre międzynarodowe linie lotnicze, takie jak Malaysia Airlines i AirAsia, oferują strefy „wolne od dzieci”, sprzedaż biletów z obietnicą, że żadne dzieci nie będą siedzieć wokół nich. I chociaż badanie z 2017 roku wykazało, że ponad połowa osób ankietowany powiedzieli oni uważają, że rodziny podróżujące z dziećmi w wieku do 10 lat powinny zostać przeniesione do ich własnej sekcji samolotu, żadne krajowe linie lotnicze nie podjęły znaczących wysiłków ani pomysłów na to.

Oczywiście ironią w tym wszystkim jest fakt, że większość małych dzieci zachowuje się lepiej niż przeciętny dorosły – zestresowany lub nie. Dorośli dorośli osły, którzy wpadają w złość, ponieważ ich 45-minutowy lot może wiązać się z kilkoma minutami płaczu z powodu potrzeby sprawdzenia się przez innego młodego człowieka. Brak takiej dojrzałej samokontroli, która jest niezbędna do dosłownego funkcjonowania w wieku dorosłym, nie daje Ci uprawnień do narzucania niecierpliwości i cierpienia otaczającym Cię ludziom (oraz małym dzieciom i niemowlętom).

Co powiesz na to, że do diabła urosniesz i usiądziesz na kupionym miejscu, zjedz swoje cholera orzeszki, załóż słuchawki i medytuj na tyłku aż do JFK. Nie możesz tego zrobić? Słyszałem, że jest teraz nowa rzecz, która nazywa się Uber. Poproś o przejażdżkę bez dzieci.