contador gratis Skip to content

Jestem dobrą mamą, mimo że nigdy nie chcę dzieci

być dobrą mamą, nawet jeśli nie było to zaplanowane
Shutterstock

Wszyscy uczymy nasze dzieci wyrażenia: „Możesz być kim chcesz”. To ważne, daje im nadzieję na przyszłość, bla bla bla. Wiesz, jakiego innego, być może ważniejszego, wyrażenia powinniśmy ich nauczyć?

„Cholera się zdarza”.

Krótko mówiąc, właśnie to mi się przydarzyło. Nigdy nie zamierzałam zostać mamą. To nie było coś, o czym marzyłam, kiedy byłam małą dziewczynką. Prokreacja nie była czymś, na co czekałem po ślubie. Pomysł posiadania dzieci i bycia odpowiedzialnym za inne życie przez resztę nie był czymś, co do mnie przemawiało.

Wtedy stało się gówno.

Zaszłam w ciążę podczas przyjmowania pigułki. Niespodzianka! Moje życie wywróciło się do góry nogami. Potem, po narodzinach mojej córki, kiedy mój mąż i ja próbowaliśmy wymyślić kolejną najlepszą dla mnie metodę antykoncepcji, ponieważ pigułka była dużym, grubym niepowodzeniem, zaszłam w ciążę z moim synem. Dzielą się 355 dniami.

Cholera się dzieje.

Ale wydarzyło się też coś innego.

Kiedy zostałam mamą, kiedy moje wewnętrzne dzieci stały się dziećmi na zewnątrz i zaczęły wyrastać na małych ludzi, miałam moment żarówki. Właściwie byłam cholernie dobrą mamą. I nie miało to nic wspólnego z tym, jak byłem podłączony lub z instynktem macierzyńskim. Miało to wszystko wspólnego z faktem, że się obudziłem każdego dnia i wspólnie starała się być dobrą mamą. Jasne, niektóre dni są znacznie lepsze niż inne i oczywiście cały czas schrzaniłem, ale to nie czyni mnie (ani ciebie) złą mamą. Jeśli próbujesz i pracujesz nad tym i kochasz swoje dzieci, jesteś dobrą mamą.

Tam jest mnóstwo gównianych matek. Znamy ich. Widzimy je w wieczornych wiadomościach. Bycie dobrą mamą nie jest łatwe i wszyscy o tym wiemy wybierać do zrobienia. Mogłam zostać okropną mamą, biorąc pod uwagę, że nigdy nie planowałam tego. Mógłbym powiedzieć: „Cóż, wszechświat mnie spieprzył, więc po prostu wykonam kiepską robotę w tej sprawie rodzicielskiej”.

Niektórzy z nas doświadczają niepowodzenia kontroli urodzeń. Niektórzy z nas dorastali w skrajnie rozbitych domach. Niektórzy cierpieli z powodu zaniedbania lub znęcania się. Niektórzy z nas byli w niezdrowych związkach. Niektórzy z nas mają wszelkie powody, by powiedzieć „pieprz się” macierzyństwu, ale nie idziemy tą drogą. Możemy prosić o pomoc i szukać zasobów, takich jak terapia i zajęcia dla rodziców oraz mentorzy i przyjaciele, którzy mogą z nami chodzić, podczas gdy my walczymy o zapewnienie naszym dzieciom jak najlepszego życia. Tylko dlatego, że życie nas oszukało, nie oznacza, że ​​zawiedziemy w rodzicielstwie, ani nie powinniśmy.

Moja córka i syn zostali oddani pod moją opiekę, a ja zdecydowałam, że będę najlepszą mamą, jaką mogłam być dla nich, mimo że nie było to coś, co kiedykolwiek planowałam.

Nauczyłem moje dzieci chodzić i mówić. Trzymam je, kiedy są chore. Łapię je, kiedy spadają. Daję im milion uścisków i pocałunków dziennie i bardzo się staram nie wysadzać ich w powietrze, kiedy już nie mam rozumu. Uczę je czytać i pisać, i pracuję nad tym, by dać im dach nad głową i zdrowe jedzenie w brzuchach, nawet jeśli to jedzenie wyląduje na podłodze.

Angażuję się z nimi. Słucham ich historii. Oglądam ich w programach. Uczę ich, jak być dla siebie miłym, jak szanować innych w miejscach publicznych. Wychowuję małe ludzkie istoty, które wychodzą zaskakująco dobrze, mimo że nigdy nie chciałem tej pracy. Rozgryzałem różne rzeczy, poprosiłem o pomoc i pracowałem nad tyłkiem i powoli, ale pewnie zdałem sobie sprawę, że tak robić to. Byłam mamą. Dobry. Świetny. I naprawdę pokochałem i ceniłem tę pracę, którą otrzymałem.

To prawda, że ​​gówno się zdarza, ale prawdą jest również to, że mamy wybór, co zrobić z tym gównem. Możemy albo narzekać i jęczeć z tego powodu i wykonywać nijaką robotę, albo możemy (i przepraszam, że tak mówię) kwitnąć tam, gdzie nas posadzono. Możemy maksymalnie wykorzystać każdą sytuację, w której się znajdujemy, i możemy to zrobić z taką radością i zapałem, na ile możemy się zdobyć.

Chcę, żeby moje dzieci wiedziały, że kiedy dorosną, mogą być tym, kim chcą. Chcę, żeby wiedzieli, że niebo jest granicą, a jedyną osobą, która powstrzymuje ich przed realizacją marzeń, są oni sami. Ale chcę też, żeby wiedzieli, że czasami życie nie układa się tak, jak zaplanowaliśmy. Właśnie w takich momentach musimy zdecydować, czy się poddamy, czy też zakasujemy rękawy i staramy się jak najlepiej wykorzystać to, co jest nam dane i co jest dla nas dostępne. Właśnie w tych momentach, w których „gówno się zdarza”, zdajemy sobie sprawę, jak silni jesteśmy. To właśnie w tych chwilach uczymy się, jakie możemy być dobrymi mamami.