Saltar al contenido

Jestem gorszą mamą, która desperacko chce zostać wojownikiem

Macierzyństwo i umysł niespokojnej mamy
vestica / iStock

Wczoraj był normalny dzień. Jak zwykle wstałem późno. Stamtąd, jak zwykle, poranek zaczął się śnieżnie i zostałem porwany na przejażdżkę. Chyba nie złapałem oddechu, dopóki nie zostawiłem syna w żłobku. Szedłem po schodkach prowadzących na parking, kiedy w końcu mogłem pomyśleć, zamiast po prostu zareagować.

I wtedy zaczął się niepokój. Zanim w ogóle zdążyłem działać, zanim jeszcze wróciłem do samochodu, koła w mojej głowie zaczęły się obracać.

Czy powiedziałem mu, że go kocham? Chyba zapomniałem mu powiedzieć, że go kocham. Wiem, że całował mnie, ale nie powiedziałem „kocham cię”. Jaką mamą jestem?

Moje dziecko wie, że go kocham. Wie o tym rozsądna część mojego mózgu. Rozsądna część mnie krzyczy tak, nawet gdy te myśli przepływają przez moją głowę. Nie powinienem pozwolić, żeby mnie to dotknęło. Nie powinienem pozwolić, by moja niepewność przejawiła się jako nieuzasadnione zmartwienie. Ale nie mogę tego powstrzymać.

Docieram do samochodu i dzwonię do męża, czując się ciężko. Mówię mu, że chyba zapomniałem powiedzieć dziecku, że go kocham. Wypowiada na głos słowa, którymi próbowałem się uspokoić: „On wie, że go kochasz” i wreszcie jestem w stanie wybaczyć sobie i uciec od ciężaru zmartwienia, aż do następnego razu.

Jestem bardziej zmartwioną mamą, niespokojną mamą i nienawidzę tego.

Moje zmartwienia wahają się od tego, co prawdopodobne, przez obsesyjne, po irracjonalne. Martwię się, że mówiłem zbyt ostro do mojego syna i to on zawsze będzie pamiętać. Martwię się, że nie zjadł wystarczająco dużo. Martwię się, ponieważ zmywałam naczynia, prałam lub robiłam obiad, a on mógł poczuć się ignorowany. Martwię się, że dałem mu przerwę, kiedy naprawdę potrzebował być po prostu przetrzymywany.

Patrzę na mojego syna śpiącego w łóżeczku wiele razy, zanim się położyłem, ponieważ nie pamiętam, czy jego oddech był równy lub ponieważ nie sądzę, żebym spojrzał na jego ręce i stopy, aby upewnić się, że nie utknęły między kratami albo dlatego, że nie pamiętam, czy jego twarz była zbyt blisko poduszki.

Martwię się o złe rzeczy, które mogą się wydarzyć w ciągu dnia, chociaż nie mam prawdziwego powodu, by sądzić, że tak się stanie. A co, jeśli wyrwie się z uścisku mojej dłoni i wpadnie na ruch uliczny? Zawsze mocno trzymam go za rękę. A co, jeśli spadnie ze zjeżdżalni i wyląduje w złym kierunku? Ma teraz 2 lata i jest silny, a złamane kości goją się. A co jeśli mu nie powiem, że go kocham i widzę go ostatni raz? Nie ma powodu, by pozwolić sobie na jazdę tym pociągiem myśli.

Ale ja tak. Nie mogę się powstrzymać i nienawidzę tego. Jako niespokojna mama każdego dnia mam w głowie pole bitwy. Energia, którą można by poświęcić na zabawę z moim dzieckiem, jest przeznaczana na gaszenie zmartwień, które prawie mnie pochłaniają. To nie jest zdrowe.

To gorsze niż niezdrowe. To całkowicie wyczerpujące. Mój umysł jest zawsze skupiony na tym, co powinienem robić, czego nie powinienem był robić i co powinienem zrobić następnym razem. Zastanawiam się nad szczegółami, których nikt inny nie pamięta oprócz mnie. Odtwarzam rozmowy i odtwarzam wydarzenia w myślach, martwiąc się, czy zrobiłem lub powiedziałem coś złego. Trzymam się błędów, których mój syn nigdy nie pamięta, i ganię siebie długo po tym, jak o nim zapomniano. Wiem, że to brzmi szalenie dla każdego, kto się nie martwi. Brzmię jak wariat. Prawdę mówiąc, czasami martwię się, że naprawdę zwariowałem.

To jest głupie, prawda? Martwię się, ponieważ za bardzo się martwię! Chciałbym móc pozwolić, aby ten dzień się wydarzył i nie analizować go. Chciałbym móc pstryknąć przełącznik i wyłączyć moje myśli lub przynajmniej obniżyć je do praktycznego poziomu. Po prostu jeszcze nie znalazłem, jak to zrobić. Ale będę – dla mojego chłopca.

Nie chcę, żeby mój niepokój był czymś, co on po mnie odziedziczy. I wiem, że nadejdzie dzień, kiedy mój syn będzie mógł wyczuć zmartwienie, spojrzeć mi w twarz i zobaczyć to, poczuć, jak wisi wokół nas, i może pomyśleć, że też jest się czym martwić. Nigdy nie chcę, żeby był tym bardziej martwiący się, co ja. Nie nauczę go jak. On na to nie zasługuje.

Zasługuje na wojownik mama zamiast gorzej mama on ma. Właśnie nad tym pracuję; Po prostu jeszcze tam nie dotarłem. Na razie musi zadowolić się mną, bardziej zmartwioną mamą. I chociaż nienawidzę tego, co „zamartwiane” w tym tytule, uwielbiam być mamą, którą stworzył mój syn, i on o tym wie.

Nawet jeśli się martwię, nie robi tego, bo zapomniałem mu powiedzieć, wie.