contador gratis Skip to content

Jestem pracującą mamą, która myśli, że może wszystko – i to mnie zabija

pracująca mama ma to wszystko
Mladen Zivkovic / Getty

Kiedy byłam małą dziewczynką, wyobrażając sobie życie jako dorosłe, pomyślałam o dwóch rzeczach. Byłbym mamą „zawsze obecną” – wiesz, taką, która piecze ciasteczka dla swoich dzieci z kaprysu, zawsze jest w domu, kiedy kończą szkołę, jest obecna i zaangażowana w każdy aspekt ich życia.

Ale miałam też wizję siebie jako odnoszącej sukcesy kobiety pracującej. Podobnie jak moja samotna mama, pracowałem nad swoim tyłkiem i byłem niezależny finansowo. Kiedy byłem bardzo mały, chciałem pracować w sklepie spożywczym (przesuwanie przedmiotów po przenośniku taśmowym było moim wczesnym marzeniem). Później chciałam zostać nauczycielką, położną lub pisarką. Tak czy inaczej, włożyłbym się w swoją pracę i skopałbym tyłek.

I w jakiś sposób byłbym w stanie to wszystko zrobić będąc zawsze obecnym, wszechwiedzącym, idealny mama. Chciałem pracować tak ciężko, jak moja mama, ale także móc być bardziej zaangażowanym w życie moich dzieci, niż mogłaby być samotną mamą (mogę dodać, że jest to zła samotna mama).

Spędziłem większość swojego dzieciństwa jako dzieciak z kluczem na zatrzasku, radząc sobie sam. Nie winiłem za to mojej matki, ponieważ rozumiałem, jak ciężko pracowała i ile poświęciła. Ale pragnąłem większego zaangażowania rodziców. Chciałem mieć mamę, która układałaby mi ciasteczka, kiedy wracałem ze szkoły do ​​domu i była wolontariuszką w PTA. Chciałem móc to dać swoim własnym dzieciom.

Czy nie wszyscy chcemy dać naszym dzieciom to, czego brakowało w naszym dzieciństwie?

Oczywiście, jak można się domyślić, mój mały plan nie do końca doszedł do skutku. Kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko, musiałam rzucić swoją prestiżową pracę jako instruktorka języka angielskiego w college’u, ponieważ opieka nad dziećmi w naszej okolicy była zbyt droga, aby usprawiedliwiać dalszą pracę. Poza tym zdałem sobie sprawę, że praca, gdy moje dzieci były małe, nie będzie pasować do tego, jak chciałem je wtedy wychowywać. I chociaż borykaliśmy się finansowo, miałem zaszczyt sprawić, że SAHM działało przez kilka lat.

Przenieśmy się o dziesięć lat do przodu i obaj moi chłopcy są w pełnym wymiarze godzin w szkole. Mimo że obecnie pracuję prawie w pełnym wymiarze godzin (w domu, co z pewnością ma swoje zalety), nadal biorę na siebie wszystkie obowiązki, które wykonywałem jako SAHM. Wykonuję większość prac domowych, większość przygotowań do posiłków, całą opiekę nad dziećmi przed i po szkole – nie wspominając o umysłowej i emocjonalnej pracy związanej z prowadzeniem domu.

Zasadniczo układam swoje życie, harmonogram i duszę wokół życia moich dzieci. Wiem, że nie jestem sam. Tak wiele pracujących matek działa w ten sposób.

Myślę, że można powiedzieć, że to jest dokładnie to, czego zawsze chciałem. Kiedy jest jakieś wydarzenie, przychodzę do szkoły moich dzieci. Zdecydowanie nie pieczę dla nich ciasteczek, chyba że jest weekend i skończyłem moją niekończącą się listę innych obowiązków, ale na pewno się to zdarza. I jestem tam dla nich po szkole – niezbyt radosna przez cały czas, ale obecna, gotowa wysłuchać ich kvetu o wszystkim pod słońcem i gotowa wydać dziesięć biliardów przekąsek po szkole.

Myślę, że większość pracujących mam wpada w tę pułapkę. Pracujesz, ale nadal oczekuje się, że będziesz domyślnym rodzicem wszystkiego. Część z was nawet chce to zrobić, ponieważ tak wiele z nas, młodych dziewcząt, wyobrażało sobie swoje życie jako rodziców. W dzisiejszych czasach nie powinno być tak, że jesteś mamą SAHM lub pracująca mama. To tak, jakbyś miał wszystkie atuty pełnoetatowej mamy i pracownik na pełny etat.

Nazwijmy to tym, czym jest: tak jest, więc stresujący. Tak KURWA stresujące. I to jest cholerna bzdura, bo kto u licha powinien być w stanie zrobić to wszystko w jeden dzień i nie zwariować?

W ciągu roku szkolnego budzę się z dziećmi, robię im śniadanie, walczę z nimi o zjedzenie wspomnianego śniadania, walczę z nimi o ubieranie się i wypycham je za drzwi do szkoły. Wtedy natychmiast zabieram się do pracy. Pracuję do ostatniej sekundy, kiedy muszę je odebrać ze szkoły. Podobno „nie pracuję”, dopóki mój mąż nie przyjdzie do domu, żeby ją przejąć. Ale zazwyczaj kończę pracę / odpowiadam na wiadomości i e-maile, kiedy zajmuję się opieką pozaszkolną / kolacją / pracą domową. Potem, kiedy mój mąż wraca do domu, wracam do pracy, żeby spędzić wszystkie swoje godziny.

Wszystko to podczas opieki nad domem, przewożenia dzieci na zajęcia, wizyty u lekarzy i upewniania się, że pojawią się na wszelkich szkolnych wydarzeniach w ciągu roku (których jest milion). Aha, i jestem domyślnym rodzicem, jeśli chodzi o dni chorobowe dla naszych dzieci (które również są zillionami).

Czy wspomniałem, że przejmuję też ciężar psychicznego i emocjonalnego obciążenia naszego domu? Oczywiście, że tak.

Mówię sobie: To jest to, czego chciałeś. Zapisałeś się na to. Masz to wszystko i masz szczęście. Nie powinieneś narzekać. I tak, rozumiem. Rozumiem, że to przywilej mieć to, co mam. I doceniam to. Ani przez sekundę nie biorę tego za pewnik.

Ale to nie znaczy, że nie mogę przyznać, że to po prostu za dużo – że jedna kobieta nie powinna przyjmować ról, które w zasadzie powinny stanowić dwie osoby. I zapomnij o tym, jak to wpływa na moje zdrowie psychiczne i fizyczne. Kiedy mam tydzień, w którym terminy mojej pracy piętrzą się w górę, moje dzieci są zepsute lub chore i jak jedna inna drobnostka idzie nie tak z domem, rachunkami lub czymkolwiek – jestem skłonny całkowicie to stracić.

Przychodzi moment, w którym dosłownie nikt ze mnie nie może się „pokazać” i zrobić wszystkiego, a ja po prostu załamuję się i płaczę. Ale jak to możliwe nie się zdarzyć, biorąc pod uwagę cały stres i odpowiedzialność, którą biorę na siebie?

Mój mąż nie jest całkowicie poza sceną, chociaż wydaje mi się, że tak to brzmi. Jest bardzo praktycznym, zaangażowanym tatą, ale jego praca nie ma elastycznego harmonogramu, jak moja. A do niedawna jego praca sprawiała mu tyle stresu i pochłaniała tyle czasu, że trudno mu było robić coś więcej niż tylko pracę i kładzenie dzieci do łóżek.

Na szczęście niedawno rzucił tę pracę i podejmuje się pracy, która, mamy nadzieję, pozwoli mu bardziej zaangażować się we wszystkie aspekty życia naszych dzieci, a także w prace domowe, a nawet w „obciążenie psychiczne”. Podobnie jak wielu innych ludzi, tak naprawdę nie możemy sobie pozwolić na zewnętrzną opiekę nad dziećmi, ani też nie stać nas na to, żeby któreś z nas pracowało mniej, więc chodzi o znalezienie równowagi i dokonywanie dobrych wyborów dotyczących równowagi między pracą a życiem prywatnym. I właśnie do tego dążymy.

Poza tym nie jestem pewien, czy znam wszystkie odpowiedzi. Oprócz znajdowania pomocy wszędzie tam, gdzie mogę i traktowania mojego partnera jako priorytetu, najlepsze, co mogę zrobić, to dostosować swoje oczekiwania. Nie mogę być idealną matką, która nie lubi ciastek. Rzuciłem PTA dawno temu, ale może muszę ograniczyć niektóre z tych szkolnych wydarzeń. Może moje dzieci będą musiały zrobić trochę więcej „dbania o siebie”, abym mógł codziennie brać kilka dodatkowych głębokich oddechów.

„Wystarczająco dobre” jest tym, co tu będzie musiało być i to jest w porządku. I pomimo mojej dziecięcej wizji mojego życia jako mamy, będę musiała zmienić ramy i zaakceptować, że mogę być tak dobra, jak tylko mogę. A co najważniejsze, moje dzieci będą się najlepiej rozwijać, jeśli będą miały szczęśliwy mamo, a nie taką, która walczy i stara się sprostać oczekiwaniom, które po prostu nie są realistyczne lub zdrowe dla nikogo zaangażowanego.