contador gratis Saltar al contenido

Karmienie piersią wcześniaka

karmienie piersią wcześniaków

Przyznaję: idealizowałam karmienie piersią. Nie miało znaczenia, że ​​trzech moich najlepszych przyjaciół bezlitośnie narzekało na to. Przerażające historie, które czytałem – o parszywych sutkach, kapryśnych ustach i wyczerpaniu, których możesz posmakować – były niefortunnymi opowieściami, które przytrafiły się nieznajomym, ale z pewnością nie pasowałyby do mnie. Wyobraziłam sobie spokojne godziny na bujanym fotelu, kiedy moja maleńka córeczka spokojnie się karmi, gdy czytam powieści i zrzucam całą wagę, którą przytyłam w ostatnim trymestrze ciąży, kiedy zjadałam muffinki z czekoladą malinową równie stabilnie, jak większość ludzi pije wodę. Ciężar zniknąłby w magiczny sposób, a moja córka i ja związaliśmy się na całe życie.

Część mnie obwinia życzliwą pielęgniarkę, która zapewniła mnie, że przyzwyczaię się do karmienia piersią. „Pielęgniarstwo jest wyjątkowe”, powiedziała, kładąc córkę przy mojej piersi. „To niezwykłe przeżycie, które szybko się skończy”.

Ja nie.

Isabella urodziła się cztery tygodnie przedwcześnie, a jej zgryz był słabo rozwinięty – wyjaśniają lekarze. Zwrócili również uwagę, że miała słabe ssanie, termin, który wydał mi się obraźliwy i obraźliwy, a jednocześnie szalenie przezabawny, jak większość rzeczy związanych z zawiłościami porodu i ludzkim ciałem. Słabe ssanie czy nie, Isabella nie interesowały moje piersi i to, co mogły jej zaoferować. Moje piersi – groteskowe, przeciekające bez mojej zgody i pulsujące z bólu – to inna historia. Niczego nie chcieli bardziej, jak tylko ją nakarmić.

Dwanaście godzin po narodzinach Isabelli byłem przekonany, że umrze z głodu. Ona. By. Nie. Zatrzymać. Krzyczeć. Po powrocie ze szpitala zrezygnowałem z naszego królewskiego łóżka i wyciągnąłem się jak wieloryb wyrzucony na brzeg z Isabellą kołyszącą się na mnie, błagając ją, by karmiła się i spała. Wreszcie złapała się.

I tam zostałem.

Jedyny problem? Nie mogła znieść zbyt wiele.

Wcześniak z niedorozwiniętym ukąszeniem karmi się dwa razy dłużej, ponieważ wymaga to więcej wysiłku. Oznaczało to, że Isabella była przyczepiona do mojej piersi 23/7. Bez rodziny i męża, którego skłonności do pracoholizmu nie ustąpiły wraz z narodzinami naszego dziecka, tak jak sobie wyobrażałem, zostałem z jedną maniakalną godziną na sen, prysznic i sprzątanie domu. Miałem szczęście, jeśli zabrałem się do mycia zębów.

„Wyglądacie tak pięknie” – powiedział pewnego wieczoru mój mąż z drzwi pokoju dziecięcego, kiedy wrócił do domu z pracy. Naczynia zostały ułożone w zlewie kuchennym. W pralni czekały na mnie stosy bluz z zaplutami. Nałożyłam tusz do rzęs trzy dni wcześniej, daremnie próbując wyglądać ładnie i czuć się normalnie, i nie zadałam sobie trudu, by go zmyć. Nie miałam czasu, żeby wyglądać ładnie, a co dopiero pięknie. W międzyczasie wyglądał na świeżo wyszorowanego, wypoczętego i przystojnego. Mogłem go kopnąć.

Isabella mogła wyglądać pięknie, ale jej próby karmienia stawały się coraz bardziej napięte. Dostarczenie jej odpowiedniego odżywiania było moim głównym, jeśli nie tylko zmartwieniem, ale wszystko, co próbowałem, aby proces był łatwiejszy i bardziej efektywny, zawiodło. Wydawała się kurczyć, podczas gdy wszystko wokół mnie, łącznie z moim gniewem, potroiło się. W mojej wizji na peryferiach wciąż widziałem postacie małych, zirytowanych dzieci i, co dziwne, wizje mojej matki, kiedy była nastolatką.

Halucynacje były przerażające, ale nie tak przerażające, jak osoba, którą się stałem, gdy trzy tygodnie po narodzinach Isabelli zabraliśmy ją do pediatry.

– Schudła – powiedział dr Perry, szczękając z dezaprobatą językiem i patrząc na mnie nachmurzonym wzrokiem znad oprawek okularów, jakby szukała namacalnych dowodów moich licznych niepowodzeń jako matki.

“Wszystko ja robić karmi ją piersią – krzyknąłem. Wrzasnął było mało powiedziane. Wszystkie inne hałasy w ruchliwym gabinecie lekarza ustały. Mój mąż ze wstydem skrzywił się. Kiedy pielęgniarka przechyliła głowę do pokoju, prawdopodobnie po to, by upewnić się, że wszyscy żyją, zdałem sobie sprawę, że stoję nad doktorem Perry i ściskam pięść w jego twarz. W porządku, pokażę mu matkowanie. Zanotował notatkę na bloczku z receptami, podał ją, nie patrząc mi w oczy, i natychmiast wyszedł z pokoju.

Na kartce były dwa słowa: La Leche.

Zadzwoniłem do nich, gdy tylko wróciliśmy do domu. Kobieta, która odebrała, brzmiała atrakcyjnie i świeżo, co tylko mnie wkurzyło. Był wszyscy kompetentny, przystojny i chętny do wyjścia, ale ja? Potem sprawdziłem się i odprężyłem się w jej głosie w tej samej chwili, w której zauważyła moją histerię. Kazała mi kupić plastikową butelkę, którą sprzedali, napełnić ją mieszanką i powiesić do góry nogami na piersi. Byłby wyposażony w maleńkie rurki, które następnie przymocowałbym do sutków, dzięki czemu Isabella mogłaby wziąć odrobinę mieszanki wraz z dobrym, staromodnym mlekiem. Innymi słowy, po co w ogóle przestawiać się na formułę, skoro istniało takie genialne rozwiązanie?

W pewnym sensie czuł się na wpół oszukany, tak oszukańczy jak wegetarianin pracujący w niepełnym wymiarze godzin lub niedzielny chrześcijanin. Mimo to byłam zdeterminowana, by karmić piersią, o jakich marzyłam, i bardzo chciałam zapewnić mojej córce nie tylko najlepsze odżywianie, ale także najbardziej autentyczną formę. Tego wieczoru wysłałam męża, żeby kupił materiały potrzebne do eksperymentu. Nie musiałem pytać dwa razy – w tym momencie popłynąłby do Alcatraz, aby odzyskać towary, gdybym o to poprosił – i uzbrojony w ostrożny optymizm, rozpocząłem procedurę uzupełniającego systemu opieki.

Przygotuj formułę.

Słaba ciecz do butelki.

(Boże, to było ciasto!)

Taśma do karmienia piersi.

Ściśnij, aby upewnić się, że formuła wychodzi z odpowiednią prędkością.

Ustaw dziecko na piersi.

Łatwe, tak?

Nie.

Walka z wijącym się niemowlęciem, które jest wiecznie głodne, to nie lada wyczyn. Jej wściekłe krzyki nie pomagały mi z nerwami. Taśma się poruszyła. Szarpałem się, żeby umieścić rurkę na miejscu, jednocześnie starając się, aby usta Isabelli były otwarte na tyle szeroko i na tyle długo, aby jednocześnie włożyć mój obolały sutek i karmnik. Miała awersję do obu. Mój mąż narzekał, że płacze z drugiego pokoju, jego łaskawy nastrój zniknął. Telefon nie przestawał dzwonić. Burczało mi w żołądku, sączyły mi się piersi, z nosa mojej niezbyt pięknej w tej chwili córki wypływał smark, a ja nie mogłam opanować chęci siku. Macierzyństwo to nie były rozświetlone brzoskwiniami pokoje i miękkie puzzli. Macierzyństwo było dokładnie tym, co mówiła moja babcia: to był cholerny bałagan.

Po dłuższym czasie, w którym przysiągłem Maryi Dziewicy, że nigdy więcej nie będę uprawiał seksu, Isabella zaczęła ssać, wreszcie swobodnie z ustrojem. Byłam już wtedy zbyt wyczerpana, by to docenić i całkowicie przekonałam się, że powinnam była po prostu utknąć przy własnych piersiach. I oczywiście, zanim wszystko posprzątałem, Isabella znów się obudziła i musiałem ponownie rozpocząć cały proces.

Dr Perry sprawdził wagę Isabelli tydzień później. Robiła postępy. Nie miało znaczenia, że ​​spadałem w każdy inny sposób. Udało mi się karmić pseudo-piersią. I nawet gdybym widział oburzenie w oczach moich przyjaciół, którzy utożsamiali formułę z sokiem diabła, czułem się zwycięzcą. Byłam zdolną matką.

Cztery tygodnie po wdrożeniu systemu postanowiłem zrobić sobie przerwę i pospacerować. Włożyłem Isabellę do wózka i zaparkowałem na werandzie, otwierając furtkę. Okrzyk, który nie brzmiał jak głód, przeszył okolicę. W ciągu dwudziestu sekund, kiedy się odwróciłem, wózek stoczył się po schodach i przewrócił na ceglany pomost. Isabella została pochowana pod nim. Zamilkła.

Mój krzyk był głośniejszy niż jakikolwiek inny krzyk Isabelli. Byłem przekonany, że jej czaszka została zmiażdżona. Sąsiad podbiegł i podniósł dla mnie wózek; Nie mogłem patrzeć, ani nie mogłem znieść świadomości, że zapomniałem zaciągnąć hamulec. Wzięła moją córkę w ramiona i Isabella natychmiast zaczęła płakać. To był najwspanialszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałem. Okazuje się, że poduszka z piór, którą położyłem pod jej głową, uratowała ją przed śmiertelnym upadkiem. Przynajmniej zrobiłem coś dobrze.

Podziękowałem sąsiadowi, słońcu, gwiazdom i Maryi Dziewicy i przyrzekłem tam, że dokonam zmiany. Czy wolałabym dziecko karmione mlekiem modyfikowanym czy niemowlę karmione piersią, które stale jest narażone na utratę życia, ponieważ jej matka była niebezpiecznie zmęczona i roztargniona jak stary nietoperz? Nie było pytania.

Tego dnia nie dotarłem daleko. Wszedłem do środka, podczas gdy mój sąsiad uspokajał Isabellę i wyrzucił wszystkie akcesoria, które zaproponował La Leche. Potem wzięłam gorący prysznic, owinęłam piersi ciasnym materiałem i na dobre zrezygnowałam z karmienia piersią. Dwie godziny później Isabella wzięła dwa razy więcej mleka modyfikowanego z butelki w kwadrans czasu, który zwykle spędzała na mojej klatce piersiowej, a potem spała przez cztery godziny – najdłuższy nieprzerwany odcinek, jaki kiedykolwiek miała.

I, litość, ja też spałem.

Kiedy obudziliśmy się, pokój był oświetlony brzoskwiniowym światłem. Na stoliku nocnym obok mnie stała muffinka z czekoladą i malinami. Ugryzłam, w milczeniu podziękowałam mężowi za jego drobne gesty życzliwości i uśmiechnęłam się do Isabelli. Zamrugała i uśmiechnęła się do mnie. Nasze wspólne życie miało się rozpocząć.

Powiązany wpis: 10 powodów, dla których nienawidziłem karmienia piersią