contador gratis Skip to content

Kiedy jesteś oślepiony zmęczeniem rodziców

Kiedy jesteś oślepiony zmęczeniem rodziców
Jodi Jacobson / iStock

Nigdy nie wyobrażałem sobie rozmiarów uczuć, jakie rodzi macierzyństwo. Od dnia, w którym test wykazał cudowny znak plus, uczucia były ogromne. Podniecenie, wyczerpanie, niepokój, niepewność, strach, ulga, radość – i to wszystko, zanim jeszcze poznałam swoje dziecko. A potem miłość – och, miłość, miłość! Miłość, która oślepia, zadziwia, wypełnia i dodaje energii, by iść dalej, cierpliwości, by przetrwać kolejną bezsenną noc, kolejny napad złości, kolejną godzinę kolacji, która wydaje się nigdy się nie kończyć. Miłość jest zawsze.

Dzięki Bogu.

Ponieważ jest jeszcze jedno wielkie uczucie, o którym tak naprawdę nie rozmawiamy: zmęczenie. Aż do niedawna nie zaznałam głębokiego zmęczenia, a kiedy w końcu rozpoznałam, czym jest, to mnie również zaskoczyło, ponieważ uwielbiam być matką. Szedłbym na koniec świata dla moich dzieci. Są spełnieniem każdego mojego marzenia i każdego dnia jestem za nie ogromnie wdzięczna.

A jednak, gdy mgiełka nowego dziecka numer dwa zaczęła się rozjaśniać, poczułem, że coś jest nie tak. Wisi nade mną chmura, która wysysa moją radość, a co najgorsze, odbiera mi zdolność wykonywania pracy jako mama. Nie było to zmęczenie fizyczne, chociaż zawsze jest. To było coś innego – coś większego, bardziej złowieszczego.

To była kulminacja małych poświęceń, jakie składamy naszym maluchom. Te, które z radością robimy, a których nawet wtedy nie zauważamy, jak zimna kolacja, gdy negocjujemy z dzieckiem przed snem, albo nieodebrane lub zawieszone rozmowy w połowie, gdy pędzimy za maluchem. Nie mogę przypomnieć sobie ostatniej randki. Nigdy nie jesz ostatniego ciastka.

To także kulminacja interakcji, które składają się na naszą codzienną rutynę. Kolejna rozmowa o konieczności butów, niewykonalności czekolady na śniadanie. Drobne, ale ogromne decyzje, które trzeba podejmować sto razy dziennie oraz pytania, na które powinniśmy znać odpowiedzi („Czy mogę oglądać iPada?” „Czy mogę dostać ciastko?” „Gdzie są moje buty?” „ Co jest na kolację?”).

To była kulminacja fizycznego i emocjonalnego aktu rodzicielstwa, 24/7. Schylanie się i podnoszenie, negocjowanie i uspokajanie, besztanie i wychwalanie, gotowanie i zmiana pieluch, pranie, planowanie, czujność i wszechobecny ciężar prawie niemożliwej do tego odpowiedzialności. Kto położył mnie odpowiedzialny za te maleńkie ludzkie życia? Czasami po prostu chcę krzyczeć na bieżnię: „Zatrzymać! Pozwól mi wysiąść! Tylko na moment! Tylko po to, abym mógł złapać oddech ”.

To niezaprzeczalne. To też są wielkie uczucia. A kiedy grożą przytłoczeniem, prawda jest taka, że ​​nie możemy już wykonywać naszej pracy. Myślę, że należy nazywać to tak, jak to jest: zmęczeniem rodzicielskim.

Wraz z tym koktajlem pojawia się ostra strona tego, co nazywam matką emocji: poczucie winy. (Która matka nie czuje na co dzień poczucia winy?) Kim jestem, że mam dość tak wielu cudów? Moje dzieci są zdrowe i ja też. Inni ludzie robią o wiele więcej, mając o wiele mniej. Modliłem się o dzieci i moje modlitwy zostały wysłuchane, podczas gdy wielu innych nie. Moje maluchy mnie teraz potrzebują. W mgnieniu oka nie będą mnie potrzebować tak samo, mój kielich się przelewa, muszę delektować się chwilą i tak dalej.

Wszystkie te rzeczy są prawdą – tak bardzo łamiącą serce – ale powtarzanie ich w kółko znacznie pogarsza zmęczenie.

Oto, czego nauczyłem się w tym roku: Czasami musimy dać sobie pozwolenie na naciśnięcie przycisku resetowania. Nikt nie nazwie mnie złą mamą, jeśli dam sobie spokój. Chociaż uwielbiam swoją codzienną pracę (i mam tyle szczęścia, że ​​mogę to nazwać moją codzienną pracą), różnorodność jest naprawdę kluczem do szczęśliwszego i bardziej spełnionego życia.

Więc kiedy mgła zmęczenia groziła ogniem, usiadłem i spisałem listę rzeczy, które chciałbym zrobić dla siebie w ciągu następnego roku. Potem go podarłem, ponieważ przerażało mnie tyle pobłażania sobie, i wybrałem jedną rzecz – rozpoczęcie tego bloga (i jaki to był ratunek dla zdrowia psychicznego). Ktoś inny mógł zdecydować się na udział w maratonie lub triathlonie (na krótko przeszło mi przez myśl), podjęcie nauki garncarstwa lub gotowania, nauczenie się nowego języka lub rozpoczęcie malowania.

Wystarczyła jedna rzecz, aby wskazać mi drogę do przycisku resetowania, aby oddać mały kawałek siebie. Zacząłem układać rzeczy tak, aby to działało, i co kilka dni wycinać to małe okienko samotnego czasu, aby zrobić coś dla siebie. Poprosiłem o pomoc. I to było niesamowicie wyzwalające.

Oczywiście nic nie jest cudownym rozwiązaniem. Ciężkie dni są nadal ciężkie. Często kołyszę się w kącie i odliczam do wina. Ale w chwili, gdy zdałem sobie sprawę, jak głęboko męczą się kości, widząc siebie tylko jako mamę, to paraliżujące zmęczenie zaczęło ustępować. Kiedy uwolniłem się od poczucia winy, które nosiłem, że czułem się w ten sposób, energia zaczęła wracać. Kiedy znalazłem coś, co mógłbym zrobić dla siebie, nabrałem nowego entuzjazmu do mojej pięknej codziennej pracy. Mogę być znowu matką, z której jestem dumna – i ta duma też jest wielkim uczuciem.