contador gratis Saltar al contenido

Kiedy nasze dzieci mają wielkie uczucia, powinniśmy być dla nich bezpiecznym miejscem

kara-tradycyjna-2
H. Armstrong Roberts / ClassicStock / Getty

Kiedy byłem na studiach w Penn State, pracowałem w niepełnym wymiarze godzin w przedszkolu na kampusie. Była to dość elastyczna praca na studiach i założyłem, że ponieważ większość zapisanych tam dzieci należała do absolwentów, wykładowców i pracowników, dzieci będą dość łatwe w zarządzaniu. W końcu to były dzieci profesorów. Z pewnością byliby grzecznymi aniołami, którzy nigdy nie wpadali w napady złości i zawsze robili, co im kazano. Miałam 19 lat. Nie miałam własnych dzieci. Nie miałem pojęcia.

Jednak wiele się nauczyłem o dzieciach w tej pracy i jedna rzecz, która ukształtowała sposób, w jaki rozmawiam z własnymi dziećmi, to coś, co pracownik dziennej opieki dziennej powiedział innemu pracownikowi: „Proszę, przestańcie mówić dzieciom one trzeba wykonać zadanie; zadanie nie jest ich potrzebą. ty potrzebują ich do wykonania tego zadania, aby ułatwić Ci dzień ”.

Dowiedziałem się, zwykle na własnej skórze, że to, czego potrzebuję i chcę, bardzo różni się od tego, czego potrzebują i chcą moje dzieci. I z tego powodu często jestem wyczerpany moimi bezowocnymi wysiłkami dyscyplinowania moich dzieci w sposób, który przynosi pożądane rezultaty.

Kiedy nasze dzieci są sfrustrowane, przestraszone, zmęczone, podekscytowane lub wściekłe – zasadniczo za każdym razem, gdy doświadczają wielkich emocji, na które po prostu nie są w stanie znaleźć słów – często uwalniają napięcie w swoich ciałach poprzez działanie. Przez działanie rozumiem krzyk, płacz, rzucanie, dosłowne wirowanie w przestrzeni. Napady złości. Topnienia. Pożary śmietnika. Nasze dzieci zamieniają się w przyciągające wzrok i rozdzierające uszy bałagany, które mogą nas zawstydzić i sprawić, że poczujemy się jak nieodpowiedni rodzice. Spieszymy się do kar i gróźb, konsekwencji i ultimatum. W zależności od sytuacji, ale przede wszystkim wtedy, gdy moje dzieci mają różne uczucia, żadna z moich taktyk dyscyplinowych nie działa.

Tracy Gillett, autorka, matka i twórczyni bloga Raised Good, wykorzystuje „naturalne rodzicielstwo” lub rodzicielstwo bliskości do wychowywania syna. Chociaż nie mogę w 100% wkupić się w jeden konkretny styl rodzicielski, ponieważ po prostu nie sądzę, że istnieje jeden „właściwy” sposób na cokolwiek, doceniam wiele koncepcji, które są zwolennikami naturalnego rodzicielstwa, aby tworzyć silne relacje z dziećmi. Szczególnie interesuje mnie pomysł, że dzięki bardziej świadomym reakcjom na to, co dziecko wymagania a nie to, co my chcieć przyniesie nam pożądane rezultaty, które będą korzystne dla naszych dzieci w dłuższej perspektywie i miejmy nadzieję, że pomogą nam rodzicom przetrwać dzień.

Ale potrzebowałem przypomnienia od Gilletta: „Małe dzieci budują hormony stresu, gdy radzą sobie z wyzwaniami codziennego życia. Ale część mózgu, która pozwala im wyrażać silne emocje werbalnie, czyli kora przedczołowa, nadal nie jest w pełni rozwinięta. Oznacza to, że małe dzieci mogą doświadczać intensywnych emocji, ale nie potrafią werbalizować ani sobie z nimi radzić ”.

Gillett wyjaśnia, że ​​ważne jest, aby pamiętać, że mózgi naszych dzieci nie są mózgami dorosłych. Ich mózgi nie będą w pełni uformowane, dopóki nie osiągną dwudziestki. Nie potrafią rozumować, planować i oceniać sytuacji tak, jak my. Muszą odkrywać, próbować różnych rzeczy i testować granice. Uczą się, a uczenie się może być naprawdę męczące dla wszystkich zaangażowanych.

Kiedy mój syn nadal siedział w wysokim krzesełku, bawił się swoim jedzeniem. Zrobiłby absolutny bałagan na swojej tacy, podłodze i sobie. Doprowadziło mnie to do szału, ponieważ oznaczało dla mnie więcej pracy. Jest bliźniakiem i młodszym rodzeństwem mojego najstarszego. Mając troje dzieci w wieku poniżej czterech lat, miałem już dużo pracy. Podczas jednej z wizyt kontrolnych mojego syna zapytałem jego pediatrę, jak sprawić, by przestał bawić się jedzeniem. Lekarz powiedział mi, że nie. Jeśli je je, dlaczego nie pozwolić mu odkrywać i uczyć się? Następnie opowiedział mi o słynnym naukowcu, który wylał galon mleka na podłogę i zamiast denerwować się jego mamy, usiadła z nim na podłodze i patrzyła, jak porusza się mleko. Z lekarzem mojego syna było jasne, że TO się nie wydarzy, ale słyszałem, co mówił.

Nie było nic złego w tym, że mój syn bawił się swoim jedzeniem. Niezależnie od tego, czy zagroziłbym mu to odebrać, czy nie, zamierzał to zrobić i nadal będę miał bałagan do posprzątania. Dlaczego więc nie spróbować trochę odpuścić, spotkać się z nim tam, gdzie był i nie sprawić, by czas posiłku był tak niespokojny? Było ciężko, ale przestałem się tak denerwować podczas posiłku i na pewno w pewnym momencie przestał bawić się tym jedzeniem.

D. Corson / ClassicStock / Getty

Teraz, gdy moje dzieci są starsze, choć wciąż małe, ich zachowanie jest bardziej manipulacyjne, a czasem złośliwe. Walczą ze sobą. Atakują mnie. Oni nie słuchają. Ryzyko, jakie podejmują jako 8- i 6-latkowie, nie zagraża życiu, ale jest bardziej niebezpieczne niż wtedy, gdy byli małymi dziećmi. A skłonienie ich do codziennej rutyny wydaje się czasami niemożliwe i wydaje się, że nic nie działa. Kiedy osiągną punkt bez powrotu, ten punkt, w którym będą się ze mnie śmiać lub uciekać, NIE słuchając, eskaluję swoje groźby. Bez deseru. Nie ma czasu na ekranie! Zabiorę ci tę zabawkę. W ten weekend nie będziesz mógł grać z Richardem!

Zgadnij co? To nie działa. Kiedy moje dzieci są w stanie pełnego rozpadu, konsekwencje nie mają znaczenia, nie wierzy się w groźby, a jedyne, co słyszą, to gniew w moim głosie.

Jestem sfrustrowany i czuję, że straciłem kontrolę. W pewnym sensie tak. Przypominam sobie i tobie, że wszystko w porządku. Nie chcę ani naprawdę nie muszę kontrolować niczyich emocji, zwłaszcza moich dzieci. Potrzebuję ich, żeby były bezpieczne. Chcę, żeby mi zaufali. Potrzebuję ich, aby rosły w poczuciu bezwarunkowej miłości. Wszystko to jest łatwe, gdy moje dzieci są łatwe w zarządzaniu. Naprawdę ciężko jest być cierpliwym, empatycznym i spokojnym, gdy zachowanie mojego dziecka powoduje, że się spóźniam, czuję się lekceważony lub zmuszony do pomylenia jego emocji z moimi w sytuacji, która nie ma nic wspólnego z tym, dlaczego moje dziecko ma problemy.

To, czego naprawdę potrzebują od nas nasze dzieci w tych wielkich chwilach, to bezpieczne miejsce do lądowania. Muszą wiedzieć, że ich emocje są ważne. Muszą wiedzieć, że są słyszani. Czasami potrzebują ciszy. Czasami potrzebują przytulenia. To, czego nie potrzebują, to uczucie niepokoju, wstydu i strachu, że nie będą w stanie się pozbierać, kiedy naprawdę nie mogą. Obiecuję ci, że nie mówię ci, że moim dzieciom ujdzie na sucho bycie lekceważącym palantem, ale spróbuję jeszcze bardziej nie dopuścić, aby moja frustracja lub zażenowanie z powodu ich napadów złości przeszkodziło mi w zapewnianiu bezwarunkowej miłości. Najlepsze, co mogę zrobić, to okazywać empatię. Rozumowanie może się zdarzyć, gdy wszyscy są w spokojniejszym stanie umysłu.