contador gratis Skip to content

Kiedy Twoje dziecko nie jest na poziomie szkoły

zadanie domowe chłopca
djedzura / Getty

„On czyta teraz w pierwszej klasie” – powiedziałem do lekarza, wstrzymując oddech.

“Co?” – powiedziała z mieszaniną zaskoczenia i niepokoju. „On ma dziesięć lat”.

Przerwałem na chwilę i postanowiłem zignorować wypływający mi do gardła komentarz o tym, że jestem prawie pewien, że wiem, ile ma lat.

„Cóż, dwa lata temu był na poziomie przedszkolnym, więc tak naprawdę zrobił postępy warte dwa lata w ciągu dwóch lat” – powiedziałam, pewna, że ​​skinęłaby głową i doceniła postęp.

Ona tego nie zrobiła.

Resztę czasu spędziliśmy razem, rozmawiając o wielu opcjach interwencji dysleksji i doprowadzając go do „poziomu zaawansowania”.

Odszedłem bardzo smutny z powodu mojego najmłodszego syna, który tak ciężko pracuje, ale nigdy nie czuje, że to wystarczy.

Rozumiem, dlaczego tak się czuje.

Trudności w uczeniu się są takie podstępne.

Jego lekarz jest dobrze zorientowany w dysleksji i różnicach w nauce. Dokładnie wie, co oznaczają jego testy IQ i profil uczenia się. Zna asynchronię dziecka głęboko uzdolnionego w niektórych dziedzinach i głęboko opóźnionego w innych.

I nadal nie może uwierzyć, po terapii pedagogicznej i codziennych naukach przez ponad dwa lata, że ​​on potrafi tylko czytać Hop On Pop w jego najlepszy dzień.

Rozumiem, dlaczego tak się czuje.

Trudności w uczeniu się są takie podstępne.

Lekarz zaskoczył mnie, gdy powiedziała: „Przy jego potrzebach nie ma możliwości, by system szkolny był w stanie mu odpowiednio pomóc. Być może uda ci się w końcu skłonić okręg szkolny do opłacenia go za pójście do specjalnej prywatnej szkoły, ale zajęłoby to lata i nie jestem przekonany, że byłoby to dobre dla niego. ”

„A więc widzisz mój dylemat” – pomyślałem, ale nie powiedziałem.

Trudności w uczeniu się są takie podstępne.

Wróciłem do domu, do moich dzieci, wyczerpany i czując ciężar tego wszystkiego.

Odszedłem od spotkania z dobrą radą na temat wszystkich rzeczy, które muszę zrobić.

Jestem za to wdzięczny.

I jestem tym zmęczony.

Wydaje się, że bierzemy coś w rodzaju wyścigu – z poziomem trudności jako metą.

Stopień nic nie znaczy dla moich dzieci.

Moja najstarsza osoba czyta na poziomie uniwersyteckim, ale nie może wykonywać kolejnych zadań, wymagających nawet najbardziej podstawowych funkcji wykonawczych.

Mój najmłodszy jest o kilka stopni wyżej w historii i naukach ścisłych, ale wczoraj nie potrafił odczytać słowa „powiedział”.

Nie mogę użyć poziomu jako standardu.

Wiem to. A jednak tęsknię za tym. Chcę, żeby postęp był szybszy i bardziej liniowy. Chcę poziomu tak bardzo, że czasami boli.

Chcę móc powiedzieć każdemu, kto zapyta: „Tak, są na poziomie klasy” i nigdy więcej nie rozmawiać o tym, jak przyspieszyć ich postępy.

Chcę uniknąć paniki, która budzi okropną głowę rano i wieczorem. „Czy robię to dobrze? Co jeszcze mogę zrobić? Czy zawodzę te dzieci? ”

Moje dzieci są dziećmi. To nie są równania matematyczne. Nie są to projekty z datami zakończenia.

Osiągnięcie oczekiwanego poziomu zaszeregowania byłoby dla nich wygodne, ale czasami jest to po prostu niemożliwe. Co ważniejsze, kiedy myślę o tym, kim się stają, co jest najważniejsze w ich życiu i jak odniosą największe sukcesy jako dorośli, mniejszy poziom czytania i standardy matematyczne nawet mają znaczenie.

Dlatego dzisiaj, zamiast martwić się o postępy, których nie zrobiliśmy, postanowiłem skupić się na wszystkim, co osiągnęli moi synowie.

Zamiast martwić się o poziomy i braki, wolę samodzielnie obejrzeć komputer, który mój syn zbudował w mniej niż dwie godziny.

Wolę zobaczyć książkę, którą podniósł mój mały facet i prawdziwą radość, z jaką ją czytał, zamiast słów na okładce – Krok 1 Gotowy do czytania.

Dzisiaj zrobię wszystko, co w mojej mocy, dla tych dzieci i…

Nie będę prowadził wyścigu do wyimaginowanej linii mety.