contador gratis Skip to content

Kobieta, u której właśnie rozpoznano raka piersi

kobieta-właśnie-zdiagnozowana-z-rakiem piersi
Shutterstock

U jednej z przyjaciółek mojej przyjaciółki właśnie zdiagnozowano raka piersi. Jest też młodą mamą. Próbowałem pomyśleć o moich pierwszych dniach diagnozy. Co chciałem usłyszeć? Co musiałem wiedzieć?

Najpierw powiedziałbym: „Będzie dobrze”. Krzyczę: „BĘDZIESZ OK!” Powiedziałbym jej, żeby uczyniła to swoją mantrą. „I będzie dobrze… I będzie dobrze”.

Czy to prawda? Oczywiście, że jest. To musi być. Wciąż sobie powtarzam: „Nic mi nie będzie”.

Powiedziałbym jej, że nieznośny smutek, zmieszanie, ciemność i ciągłe uczucie paniki nie przetrwają. Nie mogą. Taka ilość nieszczęścia nie jest możliwa do utrzymania. Wydaje się, że nigdy się nie podniesie. Ludzie mówią, że tak, ale ty im nie wierzysz. Po prostu tępo kiwasz głową. Pamiętam, jak w samochodzie krzyczałem do taty dzień po odebraniu telefonu. Pamiętam, jak mówiłem: „Moją największą obawą jest to, że nigdy więcej nie będę szczęśliwy. A jeśli już nigdy nie będę szczęśliwy? ” Mój tata też płakał. Nie powiedział wiele. Co on mógł powiedzieć? Co możesz obiecać?

Obiecałem jej: Znowu będziesz szczęśliwy. Czy to prawda? Oczywiście, że jest. To musi być.

Powiedziałbym jej, żeby znalazła lekarza, któremu ufa. Lekarz, który spojrzał jej w oczy i sprawił, że poczuła się jak kobieta, matka, osoba, a nie statystyka. Lekarz, który mógłby jej przekazać najnowsze badania i informacje na temat choroby. Lekarz, który zaproponował solidny plan i nadzieję.

[recirculation]

A potem złożę jej obietnicę, każę jej przysięgać, każę jej dać mi słowo – że NIGDY, NIGDY w Google na raka piersi. NIGDY PRZENIGDY. To są fakty, statystyki i historie o innych kobietach. Nie o niej. Nie o jej ciele, jej raku, jej historii. Kiedy masz pytanie, strach, zmartwienie, zdziwienie, potrzebę – zadzwoń do lekarza. Nie używaj Google jako swojej magicznej kuli. Nie wie, jak potoczy się twoja historia. Zmów modlitwę. Zadzwoń do przyjaciela. Iść na spacer. Wziąć kąpiel. Przełam naczynie. Krzycz „kurwa!” i uderz w poduszkę. Ale NIGDY NIGDY go nie wygoogluj.

Powiedziałbym jej, że to wszystko będzie bolało. Że twoje ciało nie będzie się czuć jak twoje własne. Że poczujesz się załamany, samotny i przestraszony. Będziesz zazdrościć innym kobietom w sklepie spożywczym rozmawiających przez telefony komórkowe i karmiących dzieci bananami na wózku, a ich miękkie włosy opadały w niechlujne bułeczki. Będziesz im zazdrościł, ponieważ dokładnie wiesz, jakie to uczucie lekkości i normalności. Będziesz w pewnym sensie pamiętał, jak to jest tak lekko chodzić przez cały dzień.

Będziesz zazdrościł ludziom, którzy tak uprzejmie proponują zabranie twoich dzieci, abyś mógł odpocząć. Usłyszysz, jak śmieją się z twoimi dziećmi i będziesz płakać cicho, aby nie słyszały. Będziesz dużo płakać. Czasami będzie to delikatny płacz. Spokojny płacz. Krzyk, który pokazuje, że poddajesz się tej podróży. Czasami będzie to brzydki płacz, gniewny płacz. Krzyk, który pokazuje, że nienawidzisz tej podróży. Płacz, który pyta dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Powiedziałbym jej, żeby poszukała profesjonalnej pomocy. Idź porozmawiać z kimś, kto może przeprowadzić cię przez twoje emocje. Do kogoś, kto powie: „Oczywiście, że tak czujesz”. Do kogoś, kto pozwoli Ci zaakceptować i posiadać pełen zakres Twoich emocji. Mój mąż i ja otrzymaliśmy pomoc. Nasze uczucia zostały potwierdzone; czuliśmy się słyszani i widziani. Dostaliśmy narzędzia, których potrzebowaliśmy, aby przetworzyć każdy etap podróży.

Powiedziałbym jej, żeby była bezbronna. Powiedziałbym jej, że prawdziwa „siła”, którą ludzie uwielbiają chwalić, jest tak naprawdę siłą, by pokazać swoją słabość. Być otwartym, być bałaganem, przestraszonym, złamanym i prawdziwym. Nikt nie potrzebuje, żebyś udawał. Ludzi przyciągnie twoje złamanie. Jest tam niewypowiedziane piękno. Moc, która wydobywa z innych to, co najlepsze. To sprowadza na pomoc nieznajomych. To budzi podziw dla dobroci tego świata. Powiedziałbym jej, że nauczy się dobroci ludzi, jeśli pozwoli sobie ich potrzebować.

Powiedziałbym jej, że wszelkie próby uśmierzenia bólu są bezowocne. Że łatwiej to wszystko poczuć, niż z tym walczyć. Opowiadałem jej o metaforze, którą zawsze przypomina mi mój tata. Życie to rzeka. Porusza się i płynie. Nie możesz czepiać się skały ze strachu przed bystrzami. Będziesz zmęczony i słaby. Musisz odpuścić. Poddaj się prądowi. Będziesz się przewracać i spadać, i przez bystrza zostaniesz rozbity o skały. A wtedy odnajdziesz spokój. Gładkie przestrzenie rzeki pokryte są drzewami, a na twarzy będziesz delikatnie unosić się na słońcu. Powiedziałbym jej, żeby puściła.

Nie pytałbym jej o jej religię. Nie powiedziałbym żadnego z konserwowanych zwrotów, które ludzie mówią. Ściskałem jej dłoń i odmawiałem cichą modlitwę. I mam nadzieję, że widzi Boga i czuje Boga w całej miłości, która ją otacza. Modliłabym się, żeby zauważyła w sobie maleńkie światełko, które nie chce zgasnąć bez względu na to, jakie przeciwności napotkają jej. Po prostu ścisnąłbym jej dłoń. I odmów cichą modlitwę.

Bolałby mnie brzuch. Mógłbym płakać.

Ale bym chwycił ją za rękę i ścisnął. Mówiłem jej: „Wszystko będzie dobrze”.

Słuchałbym jej bez oceniania i mam nadzieję, że zauważy, że odrastają mi włosy. Mam nadzieję, że pamięta, że ​​wiosna zawsze następuje po zimie. Mam nadzieję, że ona wierzy.