contador gratis Skip to content

Kocham moje pełne ducha dzikie dziecko

Kochać to moje pełne ducha dziecko
Nicole Jankowski

Mój najmłodszy syn to pełne humoru dziecko.

Oczywiście jest to miły, delikatny sposób powiedzenia tego. Naprawdę jest dziki.

Dziki. W każdym znaczeniu tego słowa, dokładnie tak, jak jest zdefiniowane w słowniku:

dziki: wīld / przymiotnik1. (zwierzęcia lub rośliny) żyjące lub rosnące w środowisku naturalnym; nie udomowione ani uprawiane.2. niekontrolowany lub niepohamowany, zwłaszcza w pogoni za przyjemnością.

Mój syn Gabriel jest tym wszystkim: niekontrolowanym, nieskrępowanym, niekultywowanym. I z podobnych powodów jestem zawsze zmęczony.

„Naturalne środowisko” mojego syna było końcem mojego pierwszego małżeństwa. Był ostatnim dzieckiem, które urodziło się z dwojga zmęczonych rodziców, którzy próbowali poskładać w całość ostatnie ślady rodziny, gdy pod spodem rozpadał się cały nasz świat. Mój Gabriel włóczył się po naszym łóżku, między tym byłym mężem a mną. I z radością go przyjęłam, częściowo dlatego, że był moim ostatnim dzieckiem, najmniejszym, ostatnim dzieckiem, a kiedy był między nami, poszerzyło to przestrzeń między jego ojcem a mną.

Tak więc mój syn przyzwyczaił się do tego, że zawsze tam jest, w ciepłym cieniu mojego ciała, karmiąc się na żądanie jak lwiątko, szukając mojej piersi z zamkniętymi oczami, kiedy był głodny lub po prostu potrzebował pocieszenia. W miarę upływu tygodni i miesięcy zauważyłem różne rzeczy.

Zauważyłem, że nigdy nie był usatysfakcjonowany i jak zaciskał pięści szybciej niż moje starsze dzieci, kiedy musiał czekać, żeby coś zjeść lub być przytulonym. Zauważyłem nieokiełznane dźwięki, które wydawał, kiedy jadł, zdesperowany i przełykający. Jego głód prawie nigdy nie kończył się; nigdy, przenigdy nie wydawał się z niczego zadowolony. Zawsze chciał być trzymany i karmiony. I chociaż chciałem dać mu możliwość pocieszenia się, nauczenia się, jak się uspokoić, wymyślić, jak w ciemności nocy prowadzić własną rękę do otwartych ust, byłem zmęczony. Miałem inne dzieci i umierające małżeństwo na ramię. Czasami po prostu łatwiej było podnieść to dzikie, porywające dziecko i uspokoić je, tylko po to, aby uciszyć hałas, tylko po to, aby dać mi trochę spokoju.

Zacząłem więc winić siebie za dzikość – ponieważ łatwiej było mi go nakarmić, niż pozwolić mu znaleźć sposób na uspokojenie się; ponieważ trzymałem się zbyt długo, z tych wszystkich powodów, dla których matka trzyma się ostatniego dziecka – żałoby, zakończenia, rozkoszy; a także dlatego, że został uwięziony między mężem a żoną, którzy nie wiedzieli, kiedy się sobie odpuścić. Więc zamiast to uporządkować, leżeliśmy w ciszy nocy, dziecko, które stworzyliśmy z krwią, która była trochę jego i trochę moja, pocąc się i śpiąc między nami.

Ale to małżeństwo w końcu się rozpadło. W miarę upływu lat dzikość rosła razem z moim synem.

Był przystojny i silny, słodki i miły. Kochał swoją rodzinę i swój świat. Ale nie potrafił zrozumieć słów takich jak „łagodny”, „łagodny” czy „umiarkowany”.

Był bałaganem, zawsze z tyłu. Przyłapałem się na tym, że powtarzam mu te same frazy jak zepsuty rekord. „Nie możesz wskoczyć na kanapę”. „Kiedy jesz, musisz usiąść”. “Zamknij drzwi. Zamknij drzwi!“” Gdzie są twoje buty? ” „Dlaczego masz mokre skarpetki?” I tak i dalej, i dalej, aż mój głos był ochrypły, moje meble były zniszczone i bolała mnie głowa.

Początkowo myślałem, że pastwisko jego wędrówki, przestrzeń jego dzikości ograniczały się tylko do naszego małego świata – naszego domu, podwórka, małej ślepej uliczki, po której moje dzieci krążyły w kółko w kółko. ich ręczne rowery – dopóki nie poszedł do szkoły i notatki wróciły do ​​domu „Z biurka nauczyciela”.

„Jest bardzo miły. Po prostu ciężko było mu dzisiaj siedzieć spokojnie ”. Później w tym samym tygodniu następna uwaga: „Gabriel to taki słodki chłopiec. Czasami po prostu zmaga się z trzymaniem rąk przy sobie ”. Spoglądając znad tej notatki, mogłem zobaczyć mojego syna, tego słodkiego chłopca, pochłaniającego swój czwarty kawałek sera i tarzającego się jak wydra rzeczna na środku podłogi w pokoju rodzinnym.

„Och, Gabriel”. Westchnąłem, prosto w jego lepką szyję. „Musisz pozostać na swoim miejscu w klasie. Nie możesz wszystkiego dotknąć, wszyscy. Musisz patrzeć oczami, synu, a nie rękami.

Owinął ramiona wokół mojej szyi i gruchał mi do ucha ciepły oddech. “Będę. Wiem. Próbuję.” A potem, kiedy wdrapał się na moje kolana, które teraz były dla niego prawie za małe, „Jest tak wiele rzeczy, o których należy pamiętać, o których nie należy robić”.

Czasami w ogóle niemożliwe było przekonanie go do pójścia do szkoły. „Co robisz przez cały dzień, mamo? Zastanawiam się nad tobą – zapytał mnie pewnego ranka, kiedy czekaliśmy na autobus w pobliżu zaspy śniegu. Jego sposób zadawania pytań zaczął mnie niepokoić. Zacząłem się bać, że odwrócę się od zlewu w środku dnia w szkole i zobaczę go stojącego w kuchni, uciekającego ze szkoły jak sprytna małpa, która wyłamała się z jego klatki w zoo. Dzień po dniu, który minął, gdy nie przybył, odetchnąłem z ulgą.

Zmartwienie, ulga, zmartwienie, ulga – cykl miłości na wolności.

W nocy Gabriel zawsze prosił o wtulenie się na koniec. A więc po pocałowaniu jego braci na dobranoc wchodziłem z nim do jego bliźniaczego łóżka. To był ciasny uścisk. Wydawało się, że aby wynagrodzić moją nieobecność, aby zrekompensować sobie konieczność spania w samotności, wypełnił swoje łóżko wszystkimi rzeczami, które były ważne w jego świecie. Było 11 wypchanych zwierząt o różnych kształtach i rozmiarach, gotowe książeczki z naklejkami, projekt artystyczny ze szkoły, koc, który jego siostra odrzuciła i podała, a także pudełko Lego. Ledwo było dla niego miejsca do spania, więc przycisnęłam się do niego w łóżku i poczułam, jak kładzie się obok mnie w tym starym znajomym odprężeniu.

Może to odgłos jego oddechu, ale co jakiś czas, z gęstymi włosami mojego syna na twarzy, zasypiałem tam też.

Dzikość rośnie w gąszczu czasu, gdy mój ostatni chłopiec wspinał się z mojego łóżka i wchodził do swojego małego gniazda. Próbowałem okiełznać swoje porywcze dziecko, ponieważ jest coś do powiedzenia na temat dopasowania się, poznania swojego miejsca i zadomowienia się w nim. Czy to nie jest to, co matka – bestia lub kobieta – powinna zrobić dla swojego dziecka? Aby zahartować niesfornych, poprowadzić nawet najbardziej nierozsądnych, najbardziej pochopnych małych bestii, aby przyszły bezpiecznie spocząć tutaj z resztą z nas, z tymi z nas, którzy robią to, czego oczekuje od nas świat.

Ale oto sekret, którego nie powinienem mówić głośno: podziwiam jego wolność.

Jego dzikość czyni go wrażliwym i otwiera na wielki świat. Kocha z zaciekłością stworzenia, które skakało z krokwi w błoto, ale za każdym razem podnosiło się na nogi. On, który nauczył się koić zapachy tego, co znane. Ten, któremu wydaje się, że nie obchodzi, że uderza sam w zupełnie inny bęben.

Nadal jest mały. Został czas i chociaż jest to trudne, mimo że jestem wyczerpana, nie spieszymy się.

Jest jeszcze czas, by wypędzić z chłopca dzikość.

Jest jeszcze czas, by pozwolić mu błąkać się po nim trochę dłużej, zanim dzikość zniknie z chłopca, na dobre.