contador gratis Saltar al contenido

Lepiej lubię moje dziecko, kiedy jest naćpany

lubię-moje-dziecko-lepiej-kiedy-jest-pod wpływem narkotyków

Przez trzy lata opieraliśmy się leczeniu Lucasa z powodu jego ADHD. Podobnie jak wielu rodziców przed nami, wybraliśmy najpierw próbę wszystkiego innego, co miało dwojaki cel: po pierwsze, działało jako bariera obronna przed tymi, którzy mogli potajemnie oskarżyć nas o leniwe rodzicielstwo. – Ach, tak, odurzamy naszego dzieciaka. Ale nie martw się, nie jesteśmy leniwymi rodzicami; najpierw spróbowaliśmy wszystkiego innego. ” Po drugie, uniemożliwiło nam to poczucie winy z powodu odurzania naszego dziecka – ponieważ my naprawdę spróbuj najpierw wszystkiego innego.

Punkt zwrotny w dużym „Do We Medicate?” debata była konferencją rodziców i nauczycieli. Siedziałam z mężem po jednej stronie stołu, a czterech nauczycieli Lucasa siedziało naprzeciw nas. Galaretowata kropla „Proszę, pomóż nam wykonać naszą pracę” przetoczyła się przez stół, pochłonęła mnie, strawiła i wysypała na podłogę jak parująca kupa nieudolności.

To najlepsi nauczyciele w stanie. Wypróbowali każdą znaną technikę, a Lucas wciąż kończył tylko około 40 procent swoich zadań szkolnych. Był wrakiem w klasie, porozrzucanymi materiałami, nigdy nie zdawał sobie sprawy z tego, co powinien robić, zawsze wydawał uciążliwe dźwięki i przeszkadzał nauczycielowi. Nauczyciele spędzili tyle czasu, przekierowując i próbując dotrzeć do Lucasa, że ​​edukacja pozostałych uczniów została naruszona. Po tym spotkaniu wróciłem do domu i wypłakałem oczy. Musieliśmy coś zrobić. „Wszystko inne” nie działało.

Lucas zaczął we wtorek 10 mg Focalin. Po piętnastu minutach zacząłem dostrzegać różnice. Małe rzeczy. Poszedłem poprosić go, żeby założył buty, ale były już założone. Poprosiłem go, żeby wsiadł do samochodu, a on powiedział „dobrze” i wsiadł do samochodu (?!?!?!?). Podczas jazdy do szkoły patrzył w zamyśleniu przez okno. Myślałem, O mój Boże, on staje się zombie! Zapytałem go, o czym myśli, a on opisał mi zawiły plan swojego kolejnego projektu budowlanego Minecraft. Kim było to dziecko mówiące punktorami?

Kiedy wrócił tego dnia do domu ze szkoły, wszedł przez drzwi, starannie położył buty w pralni, rozpakował plecak i pudełko na drugie śniadanie i pośpieszył, aby odrobić lekcje. Jego młodsza siostra biegała i krzyczała, a on powiedział: „Czy możesz być cicho? Próbuję się skoncentrować. ” To był pierwszy raz, kiedy słyszałem, jak mówił coś takiego. Skończył pracę domową w rekordowym czasie i wyleciał za drzwi, żeby bawić się z sąsiadami.

© Dzięki uprzejmości Kristen Mae

W środę po szkole poprosiłem Lucasa, żeby wyczyścił swoje papiery z kuchennego stołu. Minutę później odwróciłem się, by zaszczekać na niego po raz drugi i ze zdziwieniem stwierdziłem, że zrobił już to, o co prosiłem. Zdławiłem kora i zamiast tego doznałem objawienia: Lucas nie jest jedynym, który tu cierpiał. ADHD miał na sobie wszystko z nas, zwłaszcza ja, jego główny opiekun. Przez wiele lat martwiłem się, że ciągłe negatywne opinie, które Lucas otrzymywał w szkole, zmusiłyby go do uwierzenia, że ​​wszystko, czego może oczekiwać od życia, to niekończący się potok ludzi błagających go, by zwracał uwagę i mówiących mu, że wszystko, co najlepsze, nie jest dobre. dość. Z pewnością uzasadniona obawa. Ale prawie przeoczyłem, co ADHD zrobiło reszcie naszej rodziny. Dla mnie.

Zdałem sobie sprawę, że przez te wszystkie lata zmagania się z ADHD Lucasa również byłem uwarunkowany. Byłam uwarunkowana, by założyć, że Lucas nigdy, przenigdy nie zrobi tego, o co go proszą. Że musiałem to wypowiedzieć i powtórzyć, i sprawić, żeby do mnie powrócił utrzymując kontakt wzrokowy, a następnie poproś go o to powtórz to dla mnie jeszcze raz, i wtedy ja nadal Musiał się z nim skontaktować dwie minuty później, aby upewnić się, że nadąża. Byłem uwarunkowany, by wierzyć, że moje dziecko nie może wiele osiągnąć bez mojego nieustępliwego helikoptera; krzyczeć, ponieważ czasami był to jedyny sposób, w jaki mnie słyszał; uciszać shush CISZAJ SIĘ !!!, ponieważ on nigdy zamknij się z szalonymi, powtarzającymi się bezsensownymi dźwiękami.

Podsumowując: zostałem uwarunkowany irytacją przez własne dziecko. Najdziwniejsze jest to, że tego nie wiedziałem. Tak właśnie było. Dla mnie to było macierzyństwo.

Czwartek rano, tydzień rozpoczęcia przyjmowania leków: W drodze do szkoły Lucas pracował z fiszekami mnożenia w samochodzie. Przekartkował je, recytując na głos, powtarzając każdy z nich trzy razy, aby sobie przypomnieć. Wkrótce zaczął eliminować tych, których znał, i odkładał ich na bok. Przerabiał karty, aż poczuł się pewny, że je zapamiętał, po czym odłożył całą paczkę i powiedział: „Mamo, daj mi znać, kiedy minie minuta. Pomyślę przez chwilę o czymś innym, a potem wrócę i zobaczę, czy mój mózg jeszcze wszystko pamięta.

Ogarnęła mnie fala jakichś dziwnych nowych emocji i zadrżałem. Mój syn właśnie przypomniał mi o…mnie. Bez żadnej zachęty czy zachęty opracował technikę studiowania, którą kiedyś sam też dla siebie opracowałem. Pomyślałem, że to: O mój Boże, my związane z! Mój syn! To był pierwszy raz, kiedy poczułem z nim taką genetyczną więź. Wyrównało mnie to.

Później tego popołudnia poszedłem odebrać Lucasa z klubu szachowego (zamknij się, to prawda więc fajnie) i wpadłem na jego nauczyciela czytania i nauk społecznych. Skinęła na mnie skinieniem, żeby mogła mi powiedzieć, jak Lucas radził sobie przez ostatnie kilka dni. Była tak podekscytowana, jakby wygrała na loterii, dosłownie drżąc z radości. – Spójrz – powiedziała. „Spójrz na ten przykład pisania. Właśnie Popatrz na to! Zobacz, ile napisał. Spójrz na jego pismo. I czytać to. O mój Boże, po prostu Przeczytaj to! Czyta się jak podręcznik naukowy! ”

Lucas grzecznie przerwał naszą rozmowę, ponieważ chciał zapytać o alarm przeciwpożarowy na suficie. Nigdy wcześniej tego nie zauważył i miał z grubsza osiem miliardów pytań o to, jak to działa, kto go konserwował, czy dzwonił, czy nie, czy nie, czy nie, jeśli baterie się rozładowały, czy wezwanie do straży pożarnej było automatyczne, czy też czyimś zadaniem było zadzwonić, a jeśli tak, to kogo? Rzucał pytanie za pytanie do swojej nauczycielki, mrużąc oczy w zamyśleniu i utrzymując z nią kontakt wzrokowy, gdy odpowiadała na jego pytania. Nauczyciel i ja spojrzeliśmy na siebie ze łzami w oczach.

© Dzięki uprzejmości Kristen Mae

Przez lata myślałem o sobie jako o niecierpliwej, wysoce reaktywnej osobie. Krzyk. Lucjan. Miotacz zabawek. Wiele razy myślałam, że może po prostu nie nadaję się do macierzyństwa.

To się zmieniło, odkąd Lucas zaczął przyjmować leki. Leki przestają działać przed 18 lub 19, co oznacza, że ​​codziennie po szkole dostaję spokojną, uważną, nie drażniącą wersję Lucasa przez dwie lub trzy godziny. Okazuje się, że kiedy mam dwoje dzieci zachowujących się tak, jak można by się spodziewać po dzieciach, jestem niezwykle cierpliwą osobą. I zawsze byłem. Po prostu zapomniałem.

Więc myśl, którą ostatnio przyszło mi do głowy, ta, która mnie naprawdę zasmuciła i zdezorientowała, jest taka: bardziej lubię moje dziecko, kiedy jest pod wpływem narkotyków. Jest bardziej spójny, łatwiejszy w komunikacji, lepiej zorganizowany w swoich zadaniach. A co więcej, lubię siebie lepiej, kiedy jest odurzony. Prawie w ogóle nie krzyczę. Słyszę swoje myśli. Nie jestem sfrustrowany i porywczy. Lubię te rzeczy. Lubię to życie.

Ale czy odurzony Lucas nadal jest prawdziwym Lucasem? Czy leczyłem go, żeby był bardziej podobny do mnie? Czy odurzyłem go, żeby się uległ Zrobiłem mu to, żeby to uczynić mój Żyć łatwiej? Komu naprawdę tu pomagam?

Wciąż trochę się trzęsę, chociaż teraz, kiedy Lucas brał leki od sześciu tygodni, mam więcej perspektywy. Nie leczyliśmy się w weekendy i byłem zachwycony, gdy odkryłem, że jestem znacznie bardziej cierpliwy, nawet gdy on jest bez leków. Myślę, że bycie go na lekach w ciągu tygodnia pobudza mnie na tyle, że jeśli mamy kilka wyjątkowych momentów ADHD w ciągu weekendu, jestem bardziej emocjonalnie przygotowany do radzenia sobie z nimi. A Lucas? Mówi, że szkoła jest fajna teraz, kiedy zdaje sobie sprawę, że jest w tym dobry. Mówi, że lubi się uczyć, bo dzięki temu czuje się mądry. Jest szczęśliwy, że jego nauczyciele nie są już w jego sprawie przez cały czas.

I wmawiam sobie, że lekarstwo nie czyni Lucasa inną osobą ani lepszą osobą. Był już dość dobrym człowiekiem przed lekami. Lekarstwo się nie zmienia WHO tak jest, po prostu usuwa nadmiar hałasu z jego umysłu i umożliwia mu dostęp do jego myśli. Pozwala mu być tym, kim miał być.

To właśnie sobie powtarzam.